Rodzice zmusili mnie do aborcji, by uchronić rodzinę przed wstydem. Nie liczyło się dla nich, że później lekarze wykryli u mnie bezpłodność. Jednak sprawiedliwość dosięgła mojego ojca z całą surowością losu.

Miałam naście lat, kiedy poznałam tego gogusia. Czułam się jak księżniczka prawił mi komplementy, kupował lody na Plantach i dzwonił, żeby zapytać, czy po drodze nie zgubiłam humoru. Ale jak tylko osiągnął swój cel, wyparował szybciej niż pierogi z Wigilii. Rozstanie rozniosło mnie na strzępy, ale wtedy nawet nie przeczuwałam, jaki cyrk mnie jeszcze czeka.

Jak walnęło mnie, że jestem w ciąży, to myślałam, że świat się zatrzymał. Długo siedziałam cicho jak mysz pod miotłą, bo nie wiedziałam, co robić. Ale brzuch rósł jak na drożdżach, a ja byłam już w czwartym miesiącu, więc nie dało się kryć wiecznie. Powiedziałam mamie. Mama prawie przewróciła się z wrażenia, a potem natychmiast doniosła tacie. Tata rzucał teksty, jakby stanął przy tablicy na lekcji w technikum, tylko zamiast matematyki same wyrzuty i pretensje.

W strachu przed tym, że co ludzie powiedzą, moi rodzice namówili mnie na usunięcie ciąży choć oznaczało to zagrożenie dla mojego zdrowia. Przytaknęłam, chociaż miałam serce jak sito. Po wszystkim wyłam w poduszkę jak kota na dachach Krakowa, bo czułam się, jakbym wybrała zdradę wobec własnego dziecka. Do dziś modlę się, żeby Bóg jakoś mi wybaczył. Życie się dla mnie zatrzymało. Chciałam po prostu przestać istnieć, a rodzice zachowywali się tak, jakby najważniejsze było, żeby sąsiadka z dołu nie dowiedziała się za dużo.

Po dwóch długich latach w końcu zebrałam się na odwagę i wyniosłam z domu. Skończyłam studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, dorobiłam się posady marzeń, zaczęłam zarabiać niezłą kasę wypłatę miałam lepszą niż niejeden prezes w Warszawie, choć to była po prostu pensja w złotówkach, a nie w euro czy frankach.

Powinnam być szczęśliwa sukces, kasa, marka samochodu z wyższej półki. Ale wśród tych wszystkich zegarków i markowych szpilek nie znalazłam tego, co najważniejsze: rodziny. Możliwość zostania matką tak mi się kiedyś wydawało była oczywista. Dziś wiem, że już nigdy jej nie będę mieć. Spotykałam się z facetami, dostawałam propozycje małżeństwa, ale tylko do momentu, gdy wspomniałam o swojej bezpłodności. Wtedy znikali jak paczka ptasiego mleczka podczas Andrzejek.

Czyja to wina? Rodziców. Ograbili mnie z możliwości bycia matką. Nie miałam ochoty nawet na imieniny do nich wpadać, a telefon ich omijałam jak mandaty za złe parkowanie. Gdy tata dostał zawału, a mama płakała, prosząc, żebym się nim zaopiekowała odmówiłam. Uznałam, że nie zasłużyli. Dla świętego spokoju co miesiąc wysyłam im parę stówek przelewem, żeby mieć czyste sumienie, ale kontaktu nie utrzymuję. Bo dom to wsparcie, nie tylko ładne zdjęcie na Facebooku czy dobra opinia u sąsiadki. Rodzice nie mieli pojęcia, ile zamieszania narobili a ja z tym muszę żyć każdego dnia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + 16 =

Rodzice zmusili mnie do aborcji, by uchronić rodzinę przed wstydem. Nie liczyło się dla nich, że później lekarze wykryli u mnie bezpłodność. Jednak sprawiedliwość dosięgła mojego ojca z całą surowością losu.