Chcę podzielić się z Wami moją historią i opowiedzieć o urazie, którą chowam do swoich rodziców. Niektórzy powiedzą, że jestem bezczelną egoistką, która nie docenia pomocy mamy i taty. Jest jednak inaczej.
Moje dzieciństwo było naprawdę dobre, niczego mi nie brakowało, a rodzice otaczali mnie miłością i troską, za co jestem im bardzo wdzięczna. Niestety, z wiekiem zrozumiałam, że to nie wszystko i w momencie, kiedy chciałam się usamodzielnić i mieszkać sama, nie miałam gdzie się wyprowadzić. Rodzice mieli tylko jedno, dwupokojowe mieszkanie i żadnych pieniędzy na kolejną nieruchomość. Musiałam więc mieszkać z rodzicami aż do ślubu.
Kiedy wyszłam już za mąż, pojawiło się pytanie o przeprowadzkę, a w zasadzie o to, gdzie z mężem będziemy mieszkać. Oboje harujemy jak woły, ale wciąż zarabiamy za mało na to, by coś kupić. Na razie wynajmujemy mieszkanie i oszczędzamy, ile tylko możemy na swoje.
Nigdy nie mówiłam o mojej urazie rodzicom ani nie krzyczałam im w twarz, że wcale nie prosiłam się na ten świat, ale uważam, że decydując się na dziecko, powinni po pierwsze pomyśleć o jego przyszłości, a po drugie pomagać mu pomimo tego, że ukończyło ono 18 lat. Dziecko to odpowiedzialność, która jest długofalowa, a nie brana tylko do pełnoletniości, a dalej już nikogo nie obchodzi, jak dziecko sobie poradzi w życiu.
Takim sposobem mieszkamy więc po wynajmowanych mieszkaniach, nie mając do końca swojego miejsca. Chcielibyśmy powiększyć naszą rodzinę, ale to byłoby nieodpowiedzialne, bo nie mamy nic swojego, więc do czego mamy ściągać to nowe życie, do biedy? Gdyby jeszcze mąż stracił pracę w momencie, gdybyśmy mieli dziecko, to przecież nie poradzilibyśmy sobie. Nie mamy ani mieszkania, ani większych oszczędności, a po narodzinach dziecka wydatki przecież tylko wzrastają.
Naprawdę, takie życie jest okropnie ciężkie i ciągle martwimy się o przyszłość. Wiem na pewno jedno, że dopóki nie będziemy mieć pieniędzy i mieszkania, nie zdecydujemy się na dziecko.
Bardzo zazdroszczę mojej koleżance z pracy. Jej rodzice kupili dla niej mieszkanie, zrobili w nim remont i pomagają jej przy dziecku. Wcześniej chciała wyjechać z Krosna, ale została w rodzinnym mieście, bo jej się to po prostu opłacało. Ona jednak twierdzi, że ta pomoc rodziców uczyniła ją trochę bezradną i nie stara się, bo nie musi, wszystko dostała ot tak. Ja jednak bym na to nie narzekała, przynajmniej mogłabym zbudować pełną rodzinę. Uważam, że rodzice powinni mi kupić mieszkanie i koniec.



