Rocznica, o której wszyscy zapomnieli

Zapomniana rocznica

Krystyna poprawiała białą lnianą serwetę na kuchennym stole, jej palce drżały ze zmęczenia i nerwów. Dziś była ich dwudziesta piąta rocznica ślubu srebrna i od rana przygotowywała uroczystą kolację. Na kuchence dusił się kaczka z jabłkami i miodem, w piekarniku bulgotały ziemniaki z rozmarynem, a na desce do krojenia połyskiwały ziarna granatu do sałatki Tadeusz uwielbiał ich cierpki smak. Kuchnia pachniała przyprawami, wanilią z gruszkowego sernika i lekkim dymkiem z trzech świec w mosiężnych świecznikach. Na stole stała butelka czerwonego wina tego samego Cabernet, które pili na weselu Krystyna specjalnie zamówiła je w sklepie winiarskim. Założyła granatową sukienkę z koronkowym kołnierzykiem, rozpuściła włosy, które zwykle związuje w kok, i nawet pomalowała usta szminką w odcieniu czerwona Warszawa czego nie robiła od lat.

Spojrzała na zegar z wahadłem wiszący nad lodówką 20:15. Tadeusz obiecał być o siódmej. Krystyna wybrała jego numer, ale automatyczna sekretarka sucho oznajmiła, że abonent jest poza zasięgiem. Serce ścisnęło jej się w piersi, ale odgoniła złe myśli, mieszając śmietanowy sos. Zatrzymał się w pracy powiedziała sobie, poprawiając bukiet róż w wazonie.

Drzwi zatrzasnęły się i do mieszkania wpadła Zosia, ich dwudziestotrzyletnia córka, która przyjechała na weekend z Łodzi, gdzie pracowała jako graficzka. Jej rude loki były potargane od wiatru, a w rękach trzymała płócienną torbę i bukit żółtych chryzantem.

Mamo, jestem! krzyknęła Zosia, zrzucając adidasy i o mało nie upuszczając torby. O rany, co za stół! To coś specjalnego?

Krystyna uśmiechnęła się, biorąc kwiaty i wdychając ich gorzkawy zapach.

Ano, dwadzieścia pięć lat. Tatuś obiecał być o siódmej, ale chyba się zagalopował.

Zosia prychnęła, wieszając skórzaną kurtkę na wieszaku.

No cóż, przecież to tata. Zawsze w tej swojej fabryce. Pomóc ci z czymś?

Postaw wino i kieliszki powiedziała Krystyna, ale jej głos zadrżał. Znów spojrzała na zegar 20:30. Kaczka stygła, sos gęstniał, a świece dopalały się, kapiąc woskiem na obrus.

O dziewiątej Krystyna siedziała już przy stole, nerwowo gniotąc serwetkę z haftowanymi inicjałami prezent ślubny od nieżyjącej już cioci Heleny. Zosia, usadowiwszy się naprzeciwko, przeglądała telefon, próbując rozładować ciężką atmosferę.

Mamo, może spróbujesz jeszcze raz zadzwonić? zaproponowała, popijając herbatę z kubka z kotkiem.

Krystyna pokręciła głową, zaciskając usta.

Bez sensu, Zosiu. Zapomniał. Znowu.

Zosia zmarszczyła brwi, odkładając telefon.

Nie dramatyzuj. Może ma ważne sprawy. Wiesz przecież, że jest kierownikiem działu, tam ciągle jakieś awarie. Wczoraj dzwonił, mówił, że maszyna się zepsuła.

Krystyna ścisnęła serwetkę tak mocno, że kostki jej palców zrobiły się białe.

Sprawy? Zosiu, to nasza rocznica! Cały dzień stałam przy garach, ubrałam się odświętnie, a on nawet nie zadzwonił!

Drzwi zaskrzypiały i do kuchni wszedł Tadeusz. Jego szara kurtka była pognieciona, włosy potargane, a pod oczami miał cienie jak po nieprzespanej nocy. W ręku trzymał wytarty aktówkę, ale ani kwiatów, ani uśmiechu nie było.

Cześć mruknął, stawiając torbę przy ścianie. Co to za przyjęcie? Jakaś okazja?

Krystyna zastygła, jej oczy rozszerzyły się, jakby właśnie dostała w twarz.

Okazja? Tadeusz, dziś nasza rocznica. Dwudziesta piąta!

Tadeusz zbladł, aktówka o mało nie wypadła mu z rąk.

Cholera, Kryśka Ja zapomniałem. W fabryce był chaos, cały dzień biegałem. Awaria, potem raport

Krystyna wstała, jej głos zadrżał jak struna.

Zapomniałeś? Cały dzień gotowałam, czekałam, świece zapaliłam! A tobie wszystko jedno!

Tadeusz zdjął kurtkę, rzucając ją na krzesło.

Wszystko jedno? Kryśka, ja haruję, żebyśmy mieli na życie! A ty od razu robisz scenę o kolację!

Zosia zakaszlała, próbując interweniować.

No ludzie, bez kłótni. Tato, usiądź, zjedz. Mamo, on nie specjalnie.

Ale Krystyna odwróciła się do córki, jej oczy błysnęły.

Nie specjalnie? Zosiu, on zawsze tak! Ja dla rodziny wszystko, a on udaje, że to nic wielkiego!

Tadeusz uderzył dłonią w stół, zabrzęczały kieliszki.

Wszystko? A ja niby nic nie robię? W fabryce jestem od szóstej rano, Kryśka! A ty wiecznie niezadowolona, wiecznie czegoś chcesz!

Kolacja, która miała być świętem, zamieniła się w pole bitwy, gdzie każdy talerz był jak mina gotowa wybuchnąć.

Następny dzień zaczął się od ciszy ciężkiej jak listopadowa mgła za oknem. Krystyna robiła kawę, nie patrząc na Tadeusza. On siedział przy stole, przeglądając Gazetę Wyborczą, ale nerwowo skubał róg gazety. Zosia, czując napięcie, próbowała je rozładować, smarując masłem tost.

Mamo, ta kaczka wczoraj była boska powiedziała, odgryzając kawałek. Może ją jeszcze zjemy? Zrobię sałatkę.

Krystyna burknęła, nie odrywając się od kuchenki.

Jedz, jeśli chcesz. Nie mam ochoty.

Tadeusz odłożył gazetę, jego głos brzmiał zmęczonym.

Kryśka, przestań się dąsać. Winien jestem, zapomniałem. Ale ty też nie lepsza od razu do ataku.

Krystyna odwróciła się, jej łyżka zadzwoniła o kubek.

Do ataku? Tadeusz, ja się starałam! Sukienka, wino, wszystko! A ty wszedłeś, jakby to był zwykły wieczór! W ogóle ci zależy na rodzinie?

Tadeusz wstał, jego głos stał się głośniejszy.

Zależy? Dla was dwadzieścia lat w tej fabryce się m

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 14 =

Rocznica, o której wszyscy zapomnieli