Rita postanawia spędzić samotnego Sylwestra, ale los szykuje niespodziankę: podczas wizyty u przyjac…

31 grudnia

Dzisiaj odwiedziłem mieszkanie mojej przyjaciółki, Jagody, żeby podlać jej kwiaty i nakarmić żółwia. Jagoda pojechała z mężem na urlop w góry. Otworzyłem drzwi kluczem, który zostawiła mi przed wyjazdem. Wszedłem do przedpokoju i od razu mnie zatkało! Wszędzie paliło się światło, choinka świeciła tysiącem lampek, a w telewizorze rozbrzmiewał hałas. Z łazienki dobiegały jakieś odgłosy. Otworzyłem drzwi, a tam… aż klasnąłem w dłonie ze zdumienia.

Zostałem na święta Nowego Roku w samotności. No, może nie w dumnej samotności, raczej w smutnej…

Najlepsza przyjaciółka, Jagoda, razem z mężem pojechała w Beskidy pięć dni przed Sylwestrem.

Powierzyła mi odpowiedzialną misję miałem podlewać jej kwiaty i pilnować, żeby żółw był najedzony. Nawet nie przewidywałem wtedy, co mnie czeka.

Mieszkaliśmy w tym samym bloku, ale w innych klatkach.

Zgodziłem się, bo wydawało mi się, że to nic wielkiego. Tym bardziej, że wtedy jeszcze świat wydawał mi się uporządkowany.

Wszystko się zmieniło tydzień przed Sylwestrem. Moja dziewczyna, Małgorzata dla mnie zawsze Gośka z którą spędziłem dwa lata, przy kolacji zakomunikowała, że zakochała się w kimś innym.

A ta inna dziewczyna była już w czwartym miesiącu ciąży! Gośka twierdziła, że jako uczciwy facet musi się z nią ożenić.

Właściwie to głównie matka i babcia tej dziewczyny nalegały na ślub. Gośka nie zamierzała się sprzeciwiać. Zgodziła się.

A co ze mną? zapytałem nieco zdezorientowany.

Gośka spokojnie dokończyła kolację, wytarła usta serwetką i rzuciła:

Ty? Daj spokój. Przecież dobrze wiesz, że z naszego związku dawno już uleciało uczucie. Zostały tylko przyzwyczajenia.
Tak bywa. Powinieneś być mi wdzięczny, że cię wybawiam od siebie.

Pomożesz mi się spakować? Nie? No to trudno, zrobię to sam.

I zaczęła pakować rzeczy…

Cztery dni przesiedziałem w mieszkaniu, nie wychodząc w ogóle. Jedyną osobą, która mnie odwiedziła, była Ola. Z rozmowy wyszło, że przez te dni nie jadłem zupełnie nic, tylko piłem kawę.

Planowaliśmy razem z Gośką i Olą spędzić Sylwestra w restauracji, stolik był już zamówiony. Teraz Gośka zamierzała przyprowadzić nową żonę do naszego towarzystwa.

Ani trochę nie miałem ochoty na takie towarzystwo. Świętowanie z rodzicami też odpadało. Mama Gośki nigdy nie lubiła…

31 grudnia, jak co roku, łudziłem się, że stanie się cud. Czemu? Chyba byłem już do tego przyzwyczajony.

Człowiek wie, że cuda nie dzieją się na co dzień, a jednak co roku marzy o czymś niezwykłym…

Dzień powoli przechodził w wieczór. Nic się nie działo. Pomyślałem o prezencie, który przygotowałem dla Gośki, a którego nie zdążyłem wręczyć. Świetny, niebieski, puszysty sweter z prawdziwej wełny, ostatnio kupiony za niemałe pieniądze 300 złotych.

Rozpakowałem go, przymierzyłem. Za duży, szerokie ramiona. Nawet na Gośkę byłby za szeroki, pomyślałem i odłożyłem go z powrotem w torbę.

Pomalowałem sobie myśli na lepsze kolory, obiecałem sobie, że nie będę płakał i wyszedłem na miasto.

Zawsze wierzyłem, że jakiego Sylwestra przeżyjesz, taki będzie cały rok. Lepiej było przejść się po zimowym Krakowie niż spędzić noc w pustym mieszkaniu.

Do północy zostało półtorej godziny. Miałem nadzieję, że szybko miną i wrócę do domu.

Na sercu było szaro i pusto, a na zewnątrz lało jak z cebra.

Przechodziłem obok spożywczaka i sięgnąłem do kieszeni po listę zakupów tę, którą zostawiła mi Jagoda. Zaraz pod podlej kwiatki widniała notatka: nakarmić żółwia dwa razy w tygodniu.

Aż mi się cień niepokoju przemknął przez myśl. No to pięknie! W tym wszystkim całkiem o żółwiu zapomniałem! Jeśli coś mu się stanie, Jagoda się wścieknie!
Jaki tam Sylwester, czas ruszać!

Pognałem więc do mieszkania przyjaciółki, żeby nakarmić żółwia.

Otwieram drzwi, wchodzę, a tam światło w każdym kącie, choinka mieni się światełkami, telewizor gra na cały regulator.

Z łazienki słyszę śmiech i … dźwięk golarki? Otwieram drzwi i aż podskoczyłem z wrażenia.

W łazience stoi nieznany facet i goli się, nucąc przy tym jakąś melodię!

Pierwsza myśl włamywacz! Ale po co włamywacz miałby się golić?

Kim pan jest?! warknąłem groźnie.

Facet szybko zmył pianę i odwrócił się z uśmiechem.

Spokojnie, proszę się nie denerwować. Nazywam się Tomek, jestem kuzynem Jagody, na co dzień pracuję we Wrocławiu. Przyjechałem na konferencję, miałem wracać, ale się nie udało. Na szczęście mam klucz od mieszkania kuzynki. Skontaktowałem się z nią, pozwoliła zostać na parę dni.

Widzi pan żółwia? wypaliłem nagle.

Jasne, już go nakarmiłem. Pewnie gdzieś się schował, wskazał ręką kąt za kanapą.

Założył koszulę.

Dobrze, poznajmy się. Tomek, jestem. A pan?

Podałem imię. Uścisnął mi dłoń i zaproponował:

Może świętujmy razem? Do północy zostało 10 minut.

Nagle mnie tknęło. Wybiegłem z mieszkania, Tomek pobiegł za mną.

Halo! Nie przestraszyłem pana?! Gdzie pan leci?

Pobiegłem do siebie, złapałem torbę z prezentem i wróciłem do mieszkania Jagody. Drzwi nadal były otwarte.

Gdy wpadłem do środka, zegar wybił dwunastą.

Tomek podał mi kieliszek szampana, ja jemu wręczyłem torbę.

To dla pana, z okazji Nowego Roku! powiedziałem.

Tomek rozpakował prezent. W torbie leżał puszysty niebieski sweter z wełny. Przyłożył do siebie idealnie pasował, nawet w ramionach.

W życiu nie miałem takiego noworocznego zaskoczenia powiedział Tomek.

A ja mam nawet dwa rozstanie z Gośką i poznanie Tomka, pomyślałem, ale nie mówiłem tego na głos tylko się uśmiechnąłem.

Rok później Nowy Rok świętowaliśmy już razem z Tomkiem… i naszą malutką córeczką, w jego mieszkaniu. Tego wieczoru zrozumiałem życie czasem odbiera, by zaraz potem podarować coś pięknego. Trzeba mieć odwagę przyjąć oba te prezenty.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × pięć =

Rita postanawia spędzić samotnego Sylwestra, ale los szykuje niespodziankę: podczas wizyty u przyjac…