Rita pakuje swoje rzeczy i odchodzi od ciebie. – Dokąd? – A tobie co do tego? Ty też się wynoś z mieszkania, ono należy do mnie i taty. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych darmozjadów. Szukaj sobie nowego lokum.

**Dzisiejszy wpis w dzienniku**

Renia pakuje rzeczy i wychodzi od ciebie. Gdzie? A tobie co do tego? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie jest moje i taty. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu hulaków. Szukaj sobie lokum.

Renia wróciła z pracy i znów zastała męża wśród pijatyki. Nie był sam siedzieli z nim znajomi. Przy stole grali w karty sąsiad Piotr i jego brat, Mirek, który przyjechał w odwiedziny. Świętowali jego urlop już trzeci dzień z rzędu.

Wacek, mąż Reni, rzadko kiedy pozwalał sobie na takie imprezy. Ot, czasem przy wyjątkowej okazji. Ale teraz wizyta przyjaciela, dobra kompania. Wacek wiedział, że źle robi, ale nie potrafił odmówić kolegom.

Przyjaciel czy nie przyjaciel? powtarzał uparcie Mirek.

Waciu, odprowadź ich i idź spać. Ledwo stoją na nogach.

Zamknij się, kobieto! ryknął Mirek.

Reniu, już wychodzimy cicho powiedział Piotr i wstał od stołu.

Jak ty się zwracasz do mojej żony?!

Uspokój się. Wszyscy do domów. Wynocha.

Renia wypchnęła gości za drzwi, męża na kanapę i wzięła się za sprzątanie. Za chwilę miała przyjść teściowa. Niech zobaczy, czym zajmuje się jej syn!

Zdołała uporać się ze wszystkim przed przyjazdem Teresy. Nawet ugotowała kolację w pośpiechu, bo goście zjedli, co było w lodówce. Resztki ze stołu wylądowały w śmietniku.

Tereso, Marysiu, jak ja za wami tęskniłam!

Mamusiu, a babcia ma kotka. Jest rudy. Dziadek mówi, że to spryciarz.

Marysiu!

Dziadek tak mówi.

Myjcie ręce, zjemy kolację i napijemy się herbaty.

A gdzie Wacek? Dzwoniłam, ale nie odebrał.

Śpi. Trzeci dzień świętuje z sąsiadem. Wracam z pracy wyrzucam ich, a rano zaczyna się od nowa. Może wyrzucić go rano bez kluczy? Dopóki ten brat Piotra nie przyjechał, wszystko było w porządku. A teraz dowiaduję się, że został na dłużej. Mieszkanie mają wspólne. Żona Piotra nie pozwala im hulać dzieci małe, więc przyczepili się do nas.

Znają się od podstawówki. Jak tylko się tu wprowadziliśmy, tak się zaprzyjaźnili. Tak po prostu się nie skończy. Musicie się wyprowadzić.

Dokąd? Dom jeszcze nie wykończony, choć zostało niewiele. Trzeba podjechać, sprawdzić. Ale jak go zostawić?

Sam przybiegnie.

Kto przybiegnie? Wacek stanął w drzwiach kuchni.

Ty. A kto inny? Już przybiegł, poczuł zapach jedzenia czy co?

Nic mi się nie chce.

To dobrze. Renia pakuje rzeczy i odchodzi od ciebie.

Gdzie?!

A tobie co do tego? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie moje i taty. Wynajmę je. Hulaków tu nie potrzebuję. Szukaj sobie lokum.

Jakiego lokum, mamo? Mirek oniemiał. Przecież budujemy dom!

Dom? No to pomyśl, czyj to dom. Kto w niego włożył pieniądze? Dokładnie Renia i ty. Ale ty włożyłeś nasze pieniądze. W tym domu będą mieszkać Renia i Marysia. Reniu, nie stój, pakuj swoje i Marysi rzeczy.

Nie oddam wam córki!

Och, przestraszyłeś mnie.

Ona jest moja! Renia nie ma z nią nic wspólnego!

A kiedy zastępowała jej matkę, to miała? Nie wstyd ci? Ona jest jej matką! I nie waż się przy córce tak mówić. Lepiej spakuj swoje rzeczy.

Mamo, przecież jestem twoim synem. A co ze mną?

I co z tego? Jutro mieszkanie ma być puste. Teraz jedziemy z dziewczynami.

Dokąd?!

Obejrzymy ich dom i pogonimy budowlańców. Zostało niewiele. Wszystko skończą. Meble też zamówimy.

A ja?

O co się tak martwisz? Masz przyjaciół przyjmą cię.

Nie, tak nie może być.

Powiedziałam wszystko. Reniu, spakowane? To jedziemy. Kluczyki do auta weź.

Moim autem?!

A chcesz, żebyśmy szły pieszo? Tobie nie wolno za kierownicę.

Teraz pojedziemy do nas, a jutro zobaczymy, jak tam z domem powiedziała teściowa. Przed nami weekend. Przewietrzymy się, odpoczniemy. A niech on sobie myśli.

Nazajutrz Wacek z walizkami stał w progu rodziców. Z matką nie było żartów. Jeśli coś powiedziała, tak właśnie będzie.

Czego chcesz?

Mamo, kazałaś mi się wyprowadzić. Mieszkanie puste. Na razie u was, potem coś znajdę. Zabiorę Marysię i Renię. Gdzie one są?

Na razie tu, ale wkrótce pojedziemy oglądać ich dom.

Szukałem ich. Mamo, możemy porozmawiać? To moja wina. To przez tych braci. No znasz Mirka i Piotra nie odczypisz się od nich.

Właśnie dlatego nie będziesz tam więcej mieszkać.

Renia i Wacek się pogodzili. Była mocno urażona, ale mu uwierzyła.

Koniec. Żadnych więcej sąsiadów, przyjaciół.

Uważaj, bo Marysi już nie zobaczysz. Zostanie ze mną. A syn też

Syn?! Syn! Trzeba szybko kończyć dom. Muszę powiedzieć mamie!

Nie wrzeszcz, już wie. Może to nie syn, tylko kolejna córka. Jeszcze za wcześnie.

Wszystko jedno. Córka czy syn. Przecież ty jesteś moja Reniu! Wacek złapał żonę i zaczął z nią krążyć po pokoju.

Ostrożnie! Postaw mnie.

Rodzina wprowadziła się do nowego domu. Braciszek Marysi urodził się tuż po nowym lokum.

Marysiu, chodź zobaczyć braciszka powiedziała babcia.

Jaki malutki. A mój jest większy. Mama mi go dała. Teraz mamy dwie mamy. Tak, babciu?

Tak, mała.

Nie jestem mała. On jest mały. A mama obiecała, że weźmiemy jeszcze rudego spryciarza. No albo

Marysiu!

Dziadek tak mówi

**Lekcja na dziś:** Czasem trzeba twardej ręki, by uratować to, co najcenniejsze. Nawet jeśli to boli. Rodzina to nie tylko krew to ci, którzy trwają przy tobie, gdy zawiedziesz. I czasem tylko matka wie, jak postawić syna na nogi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 9 =

Rita pakuje swoje rzeczy i odchodzi od ciebie. – Dokąd? – A tobie co do tego? Ty też się wynoś z mieszkania, ono należy do mnie i taty. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych darmozjadów. Szukaj sobie nowego lokum.