Rita pakuje swoje rzeczy i odchodzi. – Dokąd? – A tobie co do tego? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie jest moje i taty. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych lekkoduchów. Szukaj sobie innego lokum.

Elżbieta pakuje swoje rzeczy i odchodzi od ciebie.
Dokąd?
A tobie co do tego? Ty też zwalniaj mieszkanie, to nasze z ojcem. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych hulaków. Szukaj sobie lokum.

Elżbieta wróciła z pracy i znów zastała męża wśród przyjaciół, pijącego i świętującego. Przy stole siedział sąsiad Piotr oraz jego brat, Mikołaj, który przyjechał w odwiedziny. Trzeci dzień z rzędu świętowali jego urlop.

Wojciech, mąż Elżbiety, rzadko się tak zachowywał. Może tylko przy wyjątkowych okazjach. Ale teraz przyjazd przyjaciela, dobra kompania. Sam rozumiał, że źle postępuje, ale nie potrafił odmówić kolegom.

Przyjaciel czy nie przyjaciel? powtarzał Mikołaj.

Wojtku, odstaw już gości i idź spać. Ledwo stoją na nogach.

Zamknij się, kobieto! warknął Mikołaj.

Elu, zaraz idziemy cicho powiedział Piotr, wstając od stołu.

Jak ty się zwracasz do mojej żony?!

Uspokój się. Wszyscy do domów. Wynocha.

Elżbieta wypchnęła gości za drzwi, męża na kanapę i zabrała się za sprzątanie. Wkrótce miała przyjechać teściowa. Niech zobaczy, czym zajmuje się jej syn!

Zdołała wszystko ogarnąć przed przybyciem Teresy. Nawet przygotowała kolację w pośpiechu, bo goście zdążyli zjeść wszystko, co było gotowe. Resztki ze stołu wylądowały w śmietniku.

Tereso, Marysiu, jakże za wami tęskniłam!

Mamusiu, u babci jest kotek! Rudy. Dziadek mówi, że to spryciarz.

Marysiu!

Dziadek tak mówi!

Myjcie ręce, zaraz zjemy i napijemy się herbaty.

A gdzie Wojtek? Dzwoniłam, ale nie odebrał.

Śpi. Trzeci dzień imprezują z sąsiadem. Wracam z pracy wyrzucam ich, a rano zaczyna się od nowa. Może zamknąć go rano na dworze bez kluczy? Zanim ten brat Piotra nie przyjechał, było spokojnie. A teraz? Mieszkanie mają wspólne, żona Piotra nie pozwala tam imprezować małe dzieci. Więc przyleźli do nas.

Przyjaźnią się od pierwszej klasy. Jak tylko tu zamieszkaliśmy, tak się zżyli. Nie da się tego tak po prostu przerwać. Powinniście się wyprowadzić.

Dokąd? Dom jeszcze nie skończony, choć niewiele brakuje. Trzeba tam pojechać, sprawdzić. I jak go zostawić?

Sam przybiegnie.

Kto przybiegnie? w drzwiach kuchni stanął Wojciech.

Ty. Kto by inny? Już przybiegłeś, poczuł zapach jedzenia?

Nic mi nie trzeba.

To dobrze. Elżbieta pakuje rzeczy i odchodzi.

Dokąd?!

A tobie co do tego? Ty też zwalniaj mieszkanie, to nasze z ojcem. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu hulaków. Szukaj sobie lokum.

Jakiego lokum, mamo? Mikołaj zaniemówił. Przecież budujemy dom!

Dom? Zastanów się, czyj to dom. Kto w niego wkładał pieniądze? Elżbieta i ty. Ale ty wkładałeś nasze pieniądze. Tam będą mieszkać Elżbieta i Marysia. Elu, nie stój, pakuj swoje rzeczy i Marysi.

Nie oddam wam córki!

Ojej, przestraszyłeś mnie.

To moje dziecko! Elżbieta nie ma do niej prawa!

A gdy zastępowała jej matkę, to miała? Wstydź się. Ona jest jej matką! I nie waż się mówić przy córce takich rzeczy. Lepiej się pakuj.

Mamo, jestem twoim synem! A co ze mną?

I co? Jutro mieszkanie ma być wolne. Zaraz jedziemy z dziewczynami.

Dokąd?!

Obejrzymy ich dom i pogonimy budowlańców. Mało zostało. Wszystko skończą. Meble zamówimy.

A ja?

Co ty wciąż się martwisz? Masz przyjaciół przygarną cię.

Nie, tak nie można.

Powiedziałam wszystko. Elżbieta, wszystko spakowane? To jedziemy. Kluczyki od auta weź.

Moim autem?

Wolisz, żebyśmy szły pieszo? Ty nie możesz prowadzić.

Teraz pojedziemy do nas, a jutro sprawdzimy dom powiedziała teściowa. Przed nami weekend. Przewietrzymy się, odpoczniemy. A niech on się martwi.

Następnego ranka Wojciech stał z walizkami na progu rodziców. Z matką nie było żartów. Jeśli coś powiedziała, tak się stało.

Czego chcesz?

Mamo, kazałaś zwolnić mieszkanie. Jest wolna. Na razie u was, potem znajdę coś dla siebie. Zabiorę Marysię i Elżbietę. Gdzie one są?

Na razie tu, ale wkrótce pojedziemy obejrzeć ich dom.

Szukałem ich! Mamo, możemy porozmawiać? To moja wina. To przez braci. No wiesz, Mikołaj, Piotr. Nie da się od nich uwolnić.

Właśnie dlatego nie będziesz tam więcej mieszkać.

Elżbieta i Wojciech się pogodzili. Była urażona, ale mu uwierzyła.

Koniec. Żadnych więcej sąsiadów, przyjaciół.

Uważaj, bo Marysi już nie zobaczysz. Zostanie ze mną. I syn też

Syn?! Syn! Trzeba szybko kończyć dom. Muszę powiedzieć mamie!

Nie krzycz, już wie. Może to nie syn, tylko kolejna córka. Jeszcze za wcześnie.

Wszystko mi jedno, córka czy syn. Jesteś moją Elą! Wojciech złapał żonę i zakręcił się z nią po pokoju.

Ostrożnie! Postaw mnie.

Rodzina wprowadziła się do nowego domu. Braciszek Marysi urodził się zaraz po zamieszkaniu.

Marysiu, chodź zobaczyć brata powiedziała babcia.

Jaki malutki. A mój jest większy. Mama mi go dała. Teraz mamy dwie mamy. Tak, babciu?

Tak, kochanie.

Nie jestem malutka. To on jest malutki. A mama obiecała, że weźmiemy rudego spryciarza. No wiesz

Marysiu!

Dziadek tak mówi!

Żeby nie przegapić kolejnych ciekawych historii, obserwuj naszą stronę! Dzielcie się wrażeniami w komentarzach i lajkujcie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 2 =

Rita pakuje swoje rzeczy i odchodzi. – Dokąd? – A tobie co do tego? Ty też się wyprowadzaj, to mieszkanie jest moje i taty. Będę je wynajmować. Nie potrzebuję tu żadnych lekkoduchów. Szukaj sobie innego lokum.