Raz mąż zaprosił do nas swojego kolegę z czasów szkolnych, a potem przychodził do nas codziennie i nie dawał nam spokoju. Trzeba było położyć temu kres!

Jakiś miesiąc temu mąż wracał do domu ze sklepu i przypadkowo spotkał swojego dobrego kolegę jeszcze z czasów szkolnych. Po szkole jakoś ich drogi się rozeszły i nie mieli ze sobą kontaktu, więc kiedy teraz tak niespodziewanie na siebie wpadli, nie mogli się nagadać. Mąż więc postanowił zaprosić go do nas na obiad, a ten się oczywiście zgodził. Postanowiłam ugotować pyszny obiad, aby mąż miał czas na spokojną rozmowę z dawnym kolegą. Szczerze mówiąc, nie bardzo lubię gotować i nie chciałam też robić jakieś bardzo skomplikowane dania, więc postanowiłam na klasyczny kotlet schabowy z ziemniakami i surówką, a z zupy wybrałam zupę pomidorową. Leszek – tak miał na imię kolega męża – powiedział, że od dawna nie jadł takiego domowe obiadu, ponieważ zwykle jada na mieście coś na szybko albo zamawia coś podobnego do domu. Jeśli już coś przygotowywuje sobie w domu, to są to gotowe już dania, które niewiele wspólnego mają z domowymi obiadami. 

W sumie to był bardzo miły wieczór, naprawdę można było go uznać za udany. Niestety, potem Leszek stał się u nas stałym gościem mimo, że niekoniecznie chcieliśmy się tak często widywać. Bo owszem, nie mieliśmy nić przeciwko temu, aby spotkać się od czasu do czasu, ale przychodzenie do nas codziennie na obiad to była już przesada!  Mamy własne dzieci, własne tematy do rozmowy i ogólnie własne życie, więc czuliśmy się bardzo skrępowani jego obecnością. Odbierał nam także możliwość spędzenia wieczorem czasu z dziećmi, którego nam przez pracę stale brakowało. Zarówno ja, jak i mój mąż jesteśmy osobami, które ciężko wyznaczają granice i nie potrafimy powiedzieć komuś wprost, żeby np. poszedł już do domu, bo chcemy odpocząć w najbliższym gronie. 

W końcu jednak znaleźliśmy rozwiązanie. Pewnego razu postanowiliśmy poczekać na niego przy pustym stole, sugerując, że obiadu nie będzie, a my nie mamy czasu z nim siedzieć i sobie ucinać pogawędki. Za którymś razem Leszek w końcu zaczął rzadziej do nas przychodzić, przedtem jednak próbując podczas spotkań nam sugerować, że jest głodny. My jednak postanowiliśmy mu nie ulegać i jedyne na co mógł z naszej strony liczyć, to na herbatę. 

Jego wizyty jednak wciąż się zdarzały, dlatego zdałam sobie sprawę, że to nie może tak dłużej trwać i trzeba raz na zawsze definitywnie to skończyć. Mąż postanowił go po prostu zignorować. Przez cały miesiąc nie odbieraliśmy od niego telefonu, nie otwieraliśmy mu drzwi, kiedy do nich dzwonił. W końcu chyba zdał sobie sprawę, że go u nas nie chcemy i przestał przychodzić. Ogólnie jesteśmy cierpliwymi ludźmi, ale jego zachowanie już naprawdę mocno nas wkurzyło. Nie rozumiem, jak można być tak bezczelnym? Czy naprawdę miło było mu przebywać w kręgu ludzi, którzy go u siebie nie chcieli widzieć?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × dwa =

Raz mąż zaprosił do nas swojego kolegę z czasów szkolnych, a potem przychodził do nas codziennie i nie dawał nam spokoju. Trzeba było położyć temu kres!