Przywitaj gościa, mamo

Halina wstała późno. Nie miała się gdzie śpieszyć – na emeryturze była już od siedmiu lat, nikogo nie musiała się opiekować. Mogła sobie poleżeć. Ale dziwnym trafem w sercu czuła niepokój. Skąd? Przecież wszystko było w porządku, nie miała powodów do zmartwień. A jednak.

Wstała, doprowadziła się do porządku, postawiła czajnik na kuchence i wyjrzała przez okno. Nad domem naprzeciwko niebo zabarwiło się na malinowo – za chwilę miało wyjść niskie zimowe słońce. Więc po dwutygodniowej odwilży wreszcie przyszły mrozy. *„No i dobrze. Napiję się herbaty i pójdę do sklepu”*, pomyślała Halina i zdjęła z ognia wrzący czajnik.

Nalała herbatę do filiżanki i piła małymi łykami. Po ciele rozlało się ciepło. Niska, drobna, nawet po urodzeniu jedynego syna nie przytyła. A mąż był wysoki, postawny. Czułe nazywał ją *„Moja mała”* albo *„Halinką”*. Ale odszedł już dziesięć lat temu.

Podniosła filiżankę, gdy nagle rozległ się ostry dzwonek do drzwi. Zaskoczona, drgnęła, herbata wylała się, parząc jej wyschniętą dłoń z brązowymi plamami. Ledwie nie upuściła filiżanki. *„No i mamy kłopoty. Przeczucie mnie nie myliło. Czego jeszcze można się spodziewać?”* Ledwie to pomyślała, gdy znów rozległ się natrętny, długi dzwonek.

Halina zdmuchnęła dłoń i poszła otworzyć, mamrocząc pod nosem: *„Kogo diabli niosą o tej porze?”*. Nie od razu zrozumiała, że wysoki mężczyzna w pogniecionej odzieży to jej syn. *„Jak on się zmienił”*, westchnęła. Andrzej pewnie też był zaskoczony widokiem postarzałej matki.

– Witaj gościa, mamo – ocknął się i uśmiechnął.

– Andrzej, to ty? Dlaczego nie uprzedziłeś? Nie spodziewałam się cię – przywarła do jego klatki piersiowej. On niezdarnie objął ją jedną ręką.

Halina wyczuła zapach drogi, nieświeżej odzieży syna i coś jeszcze, co wzbudziło w jej sercu niepokój. Odsunęła się i spojrzała na niego uważnie. Zauważyła zaniedbaną szczękę na opuchniętej twarzy, podpuchnięte worki pod zaczerwienionymi oczami.

– Jesteś sam? A gdzie Kasia, córka? – spytała Halina.

– A samemu ci nie jestem miły? – Andrzej spojrzał gdzieś ponad głową matki.

– Tylko się zdziwiłam – Halina cofnęła się, robiąc mu miejsce w mieszkaniu. – Wchodź, rozbierz się, synku.

Andrzej przekroczył próg, postawił na podłodze dużą sportową torbę i rozejrzał się po przedpokoju.

– Jestem w domu. Nic się nie zmieniło.

– Przyjechałeś na urlop? W środku zimy? – Halina nie spuszczała wzroku z torby.

– Później, mamo. Jestem zmęczony – Andrzej zdjął kurtkę i powiesił na wieszaku.

– Tak, tak, oczywiście. Mam właśnie gorącą herbatę – pospiesznie wróciła do kuchni, sięgnęła po starą filiżankę syna.

Andrzej wszedł za nią, usiadł bokiem do stołu, rozłożył szeroko nogi, zajmując prawie całą przestrzeń maleńkiej, schludnej kuchenki. Halina postawiła filiżankę przed nim.

– Może zjesz coś po podróży? Mam barszcz. Zrobiłam wczoraj, jakby przeczuwając – zatrzymała się, czekając na jego reakcję.

– Niech będzie – rzucił obojętnie Andrzej. – Tęskniłem za twoim barszczem. – Jego usta drgnęły w uśmiechu.

Halina gorączkowo wyjęła garnek z lodówki. Podgrzała barszcz i postawiła parującą miskę przed synem, położyła obok ciężką łyżkę, którą lubił jeść jej mąż, kromkę chleba, usiadła naprzeciwko i podparła głowę ręką.

– A jest coś mocniejszego do barszczu? – Andrzej rzucił matce szybkie spojrzenie, mieszał łyżką.

– Nie trzymam – odparła Halina, nagle surowa.

Patrzyła, jak syn łapczywie i głośno je, mrużąc oczy z zadowolenia, jak kot na słońcu.

– Jak Kasia? A córka, do której klasy chodzi? Dlaczego nie przyjechały z tobą?

Andrzej jadł dalej, nie podnosząc wzroku, jakby nie słyszał.

Halina już po jego wyglądzie zrozumiała, że syn pije. Żona nie wytrzymała i wyrzuciła go. A dokąd miał iść, jak nie do matki? Nie miał już gdzie. Oczywiście była rada. Syn wrócił. Ale niepokój nie mijał, narastał w środku.

Syn odsunął pustą miskę. Halina natychmiast wstała, nalała gorącej herbaty, postawiła przed nim i przysunęła cukierniczkę.

– Rozwiedliśmy się z Kasią. Wróciłem na dobre – Andrzej nie podniósł wzroku.

– No nic, odpoczniesz, znajdziesz pracę. Wszystko się ułoży – Halina wzięła miskę do zlewu. Potem znów usiadła naprzeciwko syna.

Andrzej hałaśliwie popijał herbatę, patrząc gdzieś obok. W końcu odsunął filiżankę i wstał.

– Dobrze, mamo. Jestem zmęczony. Położę się, dobrze? Pogadamy później – wyszedł do pokoju.

Halina zmywała naczynia i myślała, że serce jej nie myliHalina stała przy oknie, patrząc na śnieg za szybą, i wiedziała już, że jej dom nigdy nie będzie już taki sam.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − dwanaście =

Przywitaj gościa, mamo