Drogi Dzienniku,
Dziś znów musiałem zmierzyć się z sytuacją, która nie daje mi spokoju. Właśnie po powrocie z pracy w Warszawie, kiedy wpadłem do domu, słyszałem podniesiony głos to był Walerian, znajomy mojego przybranego syna. Zrobił mi wrażenie, że chce się ze mną kłócić, więc podszedłem i od razu zareagowałem.
Nie macie prawa nękać mojej córki! zadrwił Walerian, a ja, nie myśląc dwa razy, chwyciłem go za kurtkę i machnąłem ręką, gotów go przygnieść.
W tym momencie Jadwiga, nasza dziewczyna, krzyknęła przerażona:
Peteczko!!! i natychmiast puściła mnie.
Zrozumiałem, że to już za daleko. Wyrzuciłem Waleriana z pokoju, a on, zaskoczony, odszedł z drobnym warkotem. Co to było? myślałem.
Mój żal i winy nie szczędzą mi myśli o Larysie, z którą wziąłem ślub, kiedy Jadwiga miała zaledwie dziesięć lat. Pamiętała jeszcze pośmierć mojego własnego ojca, który zmarł dwa lata przed jej narodzinami, i początkowo podchodziła do mnie ostrożnie. Ja jednak udało mi się zdobyć jej zaufanie, choć nigdy nie używała słowa tata. Z czasem jednak jej zdrobnienie Peteczka stało się dla mnie najpiękniejszym dźwiękiem.
Dzięki Jadwidze udało się utrzymać rodzinę, kiedy po sześciu latach małżeństwa wpadłem w kłopoty z koleżanką z pracy Iga. To był wieczór firmowy, trochę za dużo wódek, a ja po prostu straciłem kontrolę. Nie pamiętam dokładnie, co się stało, ale Larysa dowiedziała się o wszystkim. Zostało mi jasno, że muszę się naprawić. Larysa groziła rozwodem, a ja błagałem o wybaczenie, choć ona nie chciała słuchać.
W szkole Jadwiga zauważyła, że coś jest nie tak, i bardzo się zmartwiła. Larysa, ze łzami w oczach, powiedziała mi wtedy:
Tylko dla Jadwigi ci wybaczam, ale to jednorazowo. Następnym razem będzie rozwód.
Od tamtej chwili starałem się spędzać więcej czasu z rodziną, by naprawić zaufanie. Po kilku latach, gdy Jadwiga osiągnęła osiemnaście lat, przyprowadziła do domu swojego chłopaka przystojnego, choć trochę zarozumianego, Waleriana. Nie podobał mi się on od razu: wydawał się zbyt smukły i zawsze uśmiechał się w nieodpowiedni sposób. Mimo to, dla dobra przybranej córki, trzymałem się w ryzach i zapytałem pod nosem:
Jadwigo, czy naprawdę uważasz, że to ten właściwy?
Ona odpowiedziała z rozczarowaniem:
A co, Peteczko, nie podobał ci się? Walerian jest naprawdę dobry.
Westchnąłem ciężko, ale wymusiłem uśmiech. Zobaczymy, pomyślałem, nie powinnaś popełnić złego wyboru.
Walerian odczuł moje niechętne spojrzenie i starał się zachować dystans, będąc jednocześnie niezwykle uprzejmy, choć niełatwo mu to szło. Wtem znowu pojawiły się problemy w moim małżeństwie Larysa ponownie oskarżyła mnie o zdradę z Igą. Odpowiedziałam jej:
Co, podobała ci się tak bardzo, że nie mogłaś się powstrzymać? Idź do niej! Dlaczego tak się zmagasz?
Larysa była w szoku, a ja nie mógł już pomyśleć o kolejnej zdradzie. Zadzwoniłem do Igi i włączyłem głośny telefon.
Piotrze, powiedziała, tonem pełnym zaskoczenia, czy ty naprawdę jesteś pijany?
Ja, zaskoczony, odpowiedziałem:
Przepraszam, to był błąd.
Larysa spojrzała na mnie ze wstydem, ale w końcu wyszła z pokoju. Przez kilka dni nie rozmawialiśmy, a potem wszystko wróciło do normy. Jadwiga musiała wymyślić wymówkę, by wytłumaczyć nasz spór przed swoimi znajomymi, bo była zaniepokojona naszymi kłótniami.
Kilka tygodni później zostałem potrącony samochodem. Nagłe zdarzenie coś mnie popchnęło w stronę jezdni, a auto uderzyło w moje nogi. Na szczęście prędkość była niska, więc mam tylko naciągnięcie i lekkie wstrząśnięcie mózgu. Poruszałem się po domu z trudem, a Jadwiga otaczała mnie troską, podając jedzenie, czytając książki i rozmawiając o niczym.
Pewnego wieczoru, gdy słyszałem rozmowę Jadwigi i Waleriana w przedpokoju, podszedłem i zapytałem:
Co robisz z nim? To dorosły mężczyzna, niech sobie radzi sam
Walerian, wyraźnie poirytowany, szepnął:
Peteczko, jesteś dla mnie jak ojciec! Kocham cię i będę o ciebie dbał, nieważne co mówią ludzie!
Uśmiechnąłem się, dumny z tego, jaką dziewczynkę wyhodowaliśmy razem z Laryszą.
Niedługo potem mój szef, Leonid Sergiusz, przybył do nas w sprawie klienta, który zarzucił nam niedokładne wykonanie sufitu podwieszanego w jego mieszkaniu w Krakowie. Mówił, że krawędzie są krzywe, a sufit pada. Dodał jeszcze, że podobno żądamy dodatkowych pieniędzy, co nie było prawdą. Leonid był wyjątkowo wybredny i uparty, ale ostatecznie klient był zadowolony. Mimo to szef kazał mi jechać do niego i naprawić coś, by nie groziło mu pozwaniem.
Wieczorem, po powrocie do domu, Jadwiga podniosła mnie na duchu:
Nie martw się, Peteczko! Może po prostu pomylił się. Chcesz, żebym pojechała z tobą?
Larysa westchnęła:
Nie potrzebuję już kolejnych problemów.
Kiedy Leonid przybył do naszego mieszkania, wytoczył mi rękę i krzyczał:
Co wy chcecie? Rozwiążemy to w sądzie! Nie ma tu miejsc na specjalistów!
Moja cierpliwość się wyczerpała. Spojrzałem na niego surowym wzrokiem i powiedziałem:
A pieniądze? Czy naprawdę mnie okradłeś?
Zaskoczony, Leonid zbladł i potknął się, uderzając w kąt ściany. Zawołał o policję, ale ja odezwałem się spokojnie:
Powiedz mi prawdę sam wiesz, co się stało, czy ktoś ci podpowiedział?
Z trudem języka wypluł, że młody chłopak o imieniu Walerian podsunął mu pomysł, by skarżyć nas i wymusić odszkodowanie. Wtedy pokazałem mu zdjęcie rodzinne, na którym widać Waleriana.
To on? zapytał zaskoczony.
Tak odparłem, a on zbladł jeszcze bardziej.
Wtedy Walerian wstał i krzyknął:
Nie mam nic przeciwko temu, że się bronię! Nie chcę, żebyś mnie dotykał!
Zawołałem go jeszcze raz, by przestał się podnosić, a on odpowiedział:
Nie, nie, nie! Nie chcę więcej kłopotów!
Jadwiga, dowiedziawszy się całości, zerwała z Walerianem, mówiąc, że chce skupić się na nauce. Rodzice ją wspierają, a ja wciąż staram się naprawić to, co się dało, choćby za cenę kolejnych trudnych dni.
Z wyrazami wdzięczności za wszystkie lekcje,
Piotr Kowalski (Peteczka)



