Przyszła teściowa zepsuła wyczekiwane wakacje – jak rodzinny wyjazd do Tajlandii zamienił się w urlo…

Słuchaj, wiesz jak to jest sama z córką się bałam jechać. Dwie kobiety, języka nie znamy, coś się stanie machnęła ręką przyszła teściowa. Ale z wami dwojgiem to już inaczej, raźniej. Zawsze ktoś blisko, jakby co.

To Lidia nie wiedziała jeszcze, jak bardzo dosłownie „blisko” to będzie.

Ale mi przykro westchnęła Lidia.

Planowanie wakacji z Pawłem, Wiktorią i Krzyśkiem zaczęli już ze sześć miesięcy temu. Brat przyszłego męża i jego żona to była taka ekipa, że można śmiało z nimi iść do baru, jechać na urlop, nawet piekło by chyba przetrwali razem tak dobrze się dogadywali i rozumieli, jak chcą spędzać wolny czas.

Rok temu już dwa razy jechali razem na wyjazdy i zawsze wracali zadowoleni.

A tu nagle

Oczywiście, obwiniać przyszłej bratowej za to, że zachorowała w najgorszym momencie, Lidia nigdy by nie śmiała.

Ale rozczarować się, to chyba ma prawo, prawda?

No cóż, nic nie poradzę, będziecie musieli sami włóczyć się po tych wszystkich zabytkach westchnął Krzysiek.

Brata Pawła też wyraźnie męczyła cała sytuacja i niewypał z wakacjami, choć sumienie nie pozwoliłoby mu zostawić chorą żonę i wyjechać sobie na zabawę. I nikt z rodziny przecież by od niego tego nie oczekiwał.

Tylko szkoda tych pieniędzy za wycieczkę większości już nie odzyskają. I żal planów, wiadomo.

Pawle, Lidka, mam fantastyczny pomysł tego samego wieczoru odwiedziła ich Helena, mama Pawła i Krzyśka.

To nie był żaden ewenement Paweł miał bardzo dobre relacje z matką, często wpadała do niego w gości.

A i sama Helena była generalnie w porządku, nie licząc typowych tekstów każdej klasycznej teściowej, które czasem dawały Lidce popalić, ale akurat przyjaciółki miały gorzej, więc czuła, że trafiła jej się ta „łagodniejsza opcja”.

No, może wpadała do nich zbyt często (dobrze, że nie codziennie, a tak cztery razy w tygodniu), i co jakiś czas nachodziła ją potrzeba uczenia Lidii, jak prowadzić dom ale nieraz nawet się przy czymś przydały te rady.

Nie traktowała więc potencjalnej teściowej jak jakiegoś potwora, więc gdy zaproponowała wyjazd razem, Lidia pomyślała „czemu nie?”.

Helena wymyśliła, że weźmie młodszą córkę, Malwinę, odkupi miejsce w wycieczce po znajomym, no i wybierze się w czwórkę z Pawłem i Lidią na przykład na Kretę, trochę się ogrzać, nabrać nowych wrażeń.

Wiesz, sama z córką strach jeździć mówiła. Ale z wami to co innego, raźniej. I zawsze się przypilnuje, jakby co.

Czy Lidia mogła wtedy wiedzieć, jak bliska im ta teściowa się stanie?

Gdyby przewidziała, nigdy by się nie zgodziła, ale z drugiej strony, lepiej wiedzieć, z kim się wiąże na dłużej, zanim będą papiery do podpisania i potem rozwód przez pół roku.

Można powiedzieć, że i tak uchroniła się przed gorszym.

No i jak już się zgodziła, przyjaciółki miały niezły ubaw:

Ty zwariowałaś? Kto normalny zabiera teściową na wakacje? Ktoś cię tam przeczołga, wykończy, syna uczyni niewolnikiem, a ciebie animatorem dla córki.

Ale Lidia miała swoje zdanie Malwina miała już dziewiętnaście lat i ani trochę nie wyglądała na osobę, którą trzeba zabawiać. Szczerze mówiąc, w codziennym życiu ledwo się poznawały pogadały o pogodzie, powiedziały „dzień dobry”, przy obiedzie poprosiła o sól i to wszystko.

Więc jakim cudem na urlopie to miałoby się zmienić?

Co do Heleny No, wiadomo, trzeba brać pod uwagę, że to pani w średnim wieku, wycieczki się nie pokryją w całości z Lidki wyobrażeniami, ale przecież to tylko dwa tygodnie, trochę się przeżyje.

Zawsze potem będzie można powiedzieć „nie, nie jadę, bo już byłam” i nikt nie poczuje się urażony.

Bo odmawianie, jak się nawet nie spróbowało, to nieelegancko przynajmniej jej tak mama zawsze powtarzała.

A koleżanki nie znały Heleny osobiście, więc co się będą wypowiadały, tylko dlatego, że ich własne teściowe to istne typy do książki skarg i zażaleń.

W końcu jak mogła się już wycofać, skoro Helena się naprawdę ucieszyła, a Paweł chodził zachwycony, że zabierze mamę na Kretę?

Pierwsze sygnały ostrzegawcze przyszły już w samolocie.

Malwina wzięła miejsce przy oknie nikt nie wnosił sprzeciwu.

Lidia, przez swoje częste wyjazdy służbowe, na okno nie zwracała uwagi, jej było wszystko jedno, ważne, żeby miejsce przy przejściu żeby nie przeszkadzać, jak pójdzie do toalety.

Paweł z kolei nawet nie spojrzał w stronę okna od razu odpalił film z pokładowego systemu.

Sama Lidia właśnie miejsce przy przejściu sobie zarezerwowała, żeby mogła się spokojnie ruszyć, gdyby coś trzeba było.

Po drugiej stronie korytarza Helena, od początku poddenerwowana, a gdy tylko weszli w turbulencję, to aż się popłakała.

Łatwiej było zmienić się z nią na miejsca, żeby siedziała obok syna Lidia nie potrafiła odmówić.

Tylko potem, już po turbulencjach, nikt nawet nie zamierzał z powrotem oddać jej tego miejsca.

Mało tego, Helena zaczęła udawać zainteresowanie filmem Pawła, a w końcu położyła mu głowę na ramieniu i zasnęła.

Nie bądź złośliwa, Lidka sama wiesz, po takim stresie każdy już by chciał tylko odpocząć, a nie znowu przesiadać się dla zasady No i głupio budzić śpiącą osobę próbowała tłumaczyć się sama przed sobą.

Choć podświadomie czuła, że Helena przebudziła się dokładnie w tej chwili, kiedy stewardesa zaczęła rozdawać posiłki, a nie wcześniej.

No i przecież mogła się zamienić z Malwiną, która już dawno zamknęła okno i też odpaliła sobie film a niekoniecznie właśnie z Lidią. Ale nie.

I z każdym kolejnym momentem rodzinnej sielanki Lidia czuła narastającą irytację. To się jeszcze bardziej pogłębiło na lotnisku.

Paweł nie spojrzał nawet na Lidię, tylko od razu poleciał pomagać mamie z bagażami, odnaleźć automat z wodą.

Normalnie jakby była piątym kołem u wozu, przezroczysta.

Skarbie, co ty wymyślasz? Nikt cię tu przecież nie ignoruje. Po prostu mama jest pierwszy raz za granicą, ty widziałaś, jak się stresowała samym lataniem

To po co w ogóle miała z nami jechać? Lidia ugryzła się w język tej uwagi nie wypowiedziała.

Poza tym słyszała w głowie głos mamy: „oddaj czasem miejsce starszym, bądź życzliwa, nie skupiaj się wyłącznie na sobie” i jakoś jej się głupio zrobiło narzekać, że Paweł ledwie pomógł mamie taszczyć walizki czy dopytywał, czy wszystko w porządku.

Bo przecież Lidia nic nie straciła na tym, że jej facet wykazał się troską wobec mamy.

Choć jeszcze nie wiedziała, że te incydenty z samolotu i lotniska to dopiero początek.

Bo już następnego wieczoru teściowa z pełnym przekonaniem, wręcz z uroczystą miną i fanfarami, przeprowadziła się do ich pokojuJuż pierwszego wieczoru, gdy dotarli do hotelu, Lidia zorientowała się, że prawdziwy test dopiero przed nią. Helena bez pytania rozpakowała się w tym samym pokoju co ona i Paweł Będzie weselej! zaśmiała się, zupełnie nie zauważając spłoszonego spojrzenia syna. Malwina zdążyła wymknąć się z własnym kluczem rozpływając się w tłumie młodych ludzi na korytarzu.

Następnego dnia od rana Helena dzierżyła harmonogram zwiedzania jak generał rozkaz, wytyczając marszrutę na każdy dzień: od ruin pałacu w Knossos po każdą, najmniejszą cerkiewkę w okolicy. Paweł, urodzony mediator, kiwał głową, a Lidia gryzła się w język, by nie zaproponować choćby godziny leniwego leżenia na plaży. Przecież i tak nikt nie słuchał jej sugestii.

Czas mijał w rytmie ułożonym przez Helenę, powolnych spacerach po zatłoczonych uliczkach i zbiorowych zdjęciach robionych przez obcych turystów. Kiedy Lidia próbowała na chwilę odłączyć się od ekipy i zgubić na bazarze między straganami pełnymi oliwek i szmatek, Paweł dzwonił po nią już po dziesięciu minutach, z niepokojem w głosie: Mama się martwi.

Jedyna chwila oddechu przyszła niespodziewanie pewnego popołudnia, gdy Malwina zaproponowała, by razem skoczyć do miasteczka. Zdystansowana na co dzień dziewczyna okazała się zaskakująco szczerą towarzyszką. W kafejce nad samym morzem, między jednym frappe a drugim, Malwina spojrzała Lidii prosto w oczy.

Masz przechlapane powiedziała beznamiętnie, ale z błyskiem współczucia. Mama jest najfajniejsza, jak się jest daleko. W domu no, sama widzisz Ale Paweł cię kocha. Jakoś sobie poradzisz.

Lidia zaśmiała się pierwszy raz od dawna.

Masz rację. Chyba się nie dam zabić przez dwa tygodnie.

Reszta urlopu minęła między drobnymi irytacjami a cichymi momentami sojuszu z Malwiną, próbując przetrwać zapędy Heleny. Pod koniec wyjazdu Lidia przestała się już martwić, co pomyślą inni po prostu mówiła wprost, kiedy miała ochotę zostać w hotelu, a kiedy wyjść sama na zachód słońca. Paweł po raz pierwszy chyba zauważył, że świat nie kręci się tylko wokół niego i mamy, i kilka razy odważył się zaproponować mamie, że wyjdą z Lidią bez niej.

W ostatni dzień, siedząc w podrzędnej tawernie i zajadając się pieczonym serem, Lidia poczuła, jak z jej ramion zsuwa się cały ciężar. Przygoda z teściową przeżyta. Granice wyznaczone. Wkrótce wróci do domu bogatsza o najbardziej niecodzienne wspomnienia i zupełnie nowe poczucie siły.

A gdy samolot startował w drodze powrotnej Helena, do końca trzymająca Pawła za rękę, Malwina z nosem w telefonie Lidia uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że ostatecznie dobrze, że wyjechała.

Teraz już wiedziała: żaden przyszły ślub, żadna teściowa i żadna wycieczka nie jest w stanie sprawić, że zrezygnuje z „siebie” na rzecz „rodzinnej harmonii”. I może, właśnie dlatego, ten urlop będzie wspominać z największym uśmiechem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 16 =

Przyszła teściowa zepsuła wyczekiwane wakacje – jak rodzinny wyjazd do Tajlandii zamienił się w urlo…