No wiesz, bałabym się jechać sama z córką, dobrze wiesz dwie kobiety, języka nie znamy, a jak coś się stanie przyszła teściowa machnęła ręką. Z wami to już jednak raźniej.
I będziemy razem, jakby co.
O, Marta wtedy nawet nie przewidywała, jak blisko razem to faktycznie będzie.
Ale pech westchnęła Marta.
Plany wakacyjne omawiała z Bartkiem, Wiktorią i Krzyśkiem od pół roku.
Brat narzeczonego i jego żona byli tą wymarzoną ekipą, co to do pubu, na mecz, albo do Zakopanego pod namiot zawsze zgodni, zawsze fajnie.
W ubiegłym roku dwa razy byli razem na wyjeździe i za każdym razem było świetnie.
A teraz
Cóż, wytykać przyszłej szwagierce, że się rozchorowała w najgorszy możliwy moment, nawet przez myśl by Marcie nie przeszło.
Ale poirytować się ma chyba prawo, prawda?
I co teraz? Sami będziecie po ruinach zamków się szwendać westchnął Krzysiek.
Też mu było szkoda wyjazdu, ale wiadomo zostawić chorą żonę i jechać sobie na all inclusive do Grecji, tego mu żaden sumienie nie pozwalało.
Nikt zresztą nawet nie wspominałby o czymś takim na poważnie.
Ale szkoda pieniędzy za te wczasy bo wiadomo, że całości za rezygnację już nie zwrócą. Szkoda też tych planów.
Bartek, Martuś, mam fantastyczny pomysł tego samego wieczora zjawiła się u nich pani Danuta, mama Bartka i Krzyśka.
Wizyty pani Danusi nie były niczym nadzwyczajnym Bartek miał z matką bardzo dobre relacje.
Ogólnie kobieta do rany przyłóż.
Większych fiksacji nie miała czasem, jak to typowa polska teściowa, próbowała Martę nauczyć jak prać zasłony albo gotować barszcz zgodnie z rodzinną recepturą, ale przyjaciółki twierdziły, że Marta i tak trafiła chyba na najbardziej eko teściową na świecie.
No fakt, pani Danusia była u nich często (średnio cztery razy w tygodniu). Ale tylko raz na dwa tygodnie nachodziła ją potrzeba wygłaszania wykładów z zakresu gospodarności czy porządników domowych.
Niektóre z tych rad nawet Marcie się przydały, więc absolutnie nie miała ochoty bić na alarm przed tym wspólnym wyjazdem.
Tym bardziej, że zaproponowano, żeby pani Danusia wzięła ze sobą młodszą córkę, Zosię, wykupiła wczasy od Krzyśka i Wiktorii i pojechała z Bartkiem i Martą na Kretę. No, żeby wymoczyć kości, zobaczyć coś nowego, a przy okazji spędzić czas z rodziną.
No bo sama z córką to strach jechać, języka nie znamy, sam wiesz A z wami to już nie tak straszno!
I będziemy razem, jakby co.
O, Marta wtedy nawet nie przewidywała, jak blisko razem
Jakby wiedziała w życiu nie zgodziłaby się na taki układ.
Z drugiej strony Może dobrze, że prawdziwe twarze przyszłych rodziców i męża zobaczyła jeszcze przed ślubem, a nie po bo potem tylko papiery, urzędy i suszarka
Można powiedzieć, że wyszła z tego z lekkimi zadrapaniami.
Zanim polecieli, Marta słuchała od koleżanek utyskiwań na swoją lekkomyślność.
Kto normalny leci na wakacje z przyszłą teściową? pytały, z niedowierzaniem i współczuciem patrząc na Martę. Przecież przeczołga ją, zmusi do obsługi i Bartka, i teściowej, i Zosi. Jeszcze ją wciągnie w animowanie własnej córki!
Odpowiadała, że Zosia to już dziewczyna dorosła, dziewiętnaście wiosen co ona będzie się niańczyć z własną siostrą?
W życiu codziennym nawet z Martą nie rozmawiała zbytnio, poza tym, że mruknęła dzień dobry czy prosiła o sól.
No a pani Danusia? Pewnie, trzeba będzie zorganizować dzień z myślą o obecności kobiety w wieku hmm średniego plus, ale przecież będzie to przygoda na dwa tygodnie.
Najwyżej potem, z czystym sumieniem, można będzie powiedzieć: Ej, no próbowałam, starczy.
W końcu nawet koleżanki przyznawały, że im trafiły się teściowe z piekła rodem, a Marta miała szczęście.
A teraz nagle zmiana frontu, żeby czasem od razu nie rezygnować?
Trudno zrezygnować, kiedy już wszyscy się nakręcili: teściowa w skowronkach, Bartek dumny, że mamę wywiezie za granicę
Pierwszy dzwonek zadzwonił już w samolocie.
Zosia zgarnęła miejsce przy oknie wszyscy byli okej. Marta, która latała służbowo po Europie, miała serdecznie dość widoku chmur; Bartka nigdy nie interesowały pejzaże za szybą, on zaraz włączył film. Marta wolała miejsce przy przejściu, żeby spokojnie wyjść do toalety, nie taranując martwych aniołów śpiących w fotelach.
Po drugiej stronie siedziała pani Danusia, coraz bardziej zdenerwowana. A jak tylko samolot zaczął się rzucać w turbulencjach, to niemal zapłakała.
Marta, wiadomo, nie mogła odmówić, kiedy pani Danusia poprosiła, żeby się zamienić kobieta spokojna będzie tylko przy synku.
Tylko, że kiedy turbulencje minęły miejsca jej nikt nie zwrócił.
Ba, przyszła teściowa zaczęła z zainteresowaniem patrzeć na to, co u synka na ekranie, po czym uroczo zasnęła, opierając głowę na jego ramieniu.
No już nie przesadzaj, przekonywała się Marta. Też byś po takim horrorze połowę świata zamieniła, byle się nie ruszać… I wiadomo, nie budzi się śpiących
Tylko wewnętrzny głos podpowiadał, że ludzie nie budzą się dokładnie w momencie, w którym stewardessa ciągnie wózek z jedzeniem.
No i przecież mogła przecież zamienić się z Zosią! Ona już dawno miała dość okna, zasłoniła roletę i, tak jak Bartek, zajęła się filmem.
Im dłużej Marta patrzyła na ten obrazek rodzinny, tym bardziej się irytowała. A złość wzrosła na lotnisku.
Bo Bartek nawet na Martę nie spojrzał: pobiegł po walizki matki, potem szukał maszyny z wodą, jakby narzeczona była zupełnie niewidzialna.
Kochanie, nie przesadzaj, nikt cię nie lekceważy Po prostu mama pierwszy raz jest za granicą, widziałaś jak się stresowała lotem
To po co w ogóle twoja mama postanowiła lecieć z nami? tego, rzecz jasna, Marta nie wypowiedziała.
A głos rozsądku, ćwiczony przez mamę od lat: pierwszeństwo dla starszych, wspieraj słabszych, dbaj nie tylko o siebie, ale o innych chciał się odezwać i przypomnieć, że jest zdrową młodą kobietą, którą nie trzeba niańczyć na każdym kroku.
A i pani Danusia przeżyła właśnie swój koszmar, więc mogła liczyć na współczucie syna.
Marta nie zemdlała od tego noszenia walizek czy braku pytań czy wszystko w porządku.
Ale nie miała pojęcia, że to był dopiero początek. Bo już następnego wieczoru pani Danusia z wielką pompą, niemal w blasku fleszy, przeprowadziła się do ich hotelowego pokoju.



