Przyrodnia siostra

**Siostra przyrodnia**

Zosia po pracy wstąpiła do galerii handlowej. Za kilka dni jubileusz głównej księgowej. Zespół zlecił Zosi wybór prezentu. Coś wypatrzyła, zrobiła zdjęcie telefonem. Jutro pokaże koleżankom – co wybiorą, to kupią. Zeszła ruchomymi schodami na parter. Chciała już wyjść na zewnątrz, uciec od zgiełku i tłumu.

— Zosia?! — nagle zawołał ją kobiecy głos.

Odwróciła głowę w lewo, wpatrując się w twarze ludzi jadących w górę. Ale twarze były obce, nieznane.

— Zosia! — znów ją zawołano.

Zosia spojrzała za siebie i zobaczyła dziewczynę z płomiennorudymi włosami. Próbowała zejść po schodach, które niestrudzenie wiozły innych w górę.

— Zaczekaj na dole, nie odchodź! — krzyknęła dziewczyna.

Zosia zeszła i czekała. Jaskraworude włosy na chwilę zniknęły u szczytu schodów, by zaraz znów się pojawić, szybko zbliżając się w dół. Dziewczyna biegła po ruchomych stopniach, potrącając ludzi. Włosy odwracały uwagę od jej twarzy.

— Krysia! — wykrzyknęła Zosia, rozpoznając w rudowłosej swoją przyrodnią siostrę.

— No ja. Nie spodziewałaś się? A ja chodziłam po mieście i wypatrywałam cię. Wiedziałam, że kiedyś się spotkamy. Na parterze są kawiarenki, chodźmy usiąść.

— Dawno przyjechałaś?

— Dwa tygodnie już. Tak się cieszę, że cię znalazłam — powiedziała szczerze Krysia.

Wybrały kawiarnię, usiadły przy stoliku. Zosia przyglądała się siostrze. Jaskraworude włosy, rzęsy sklejone tuszem, sterczące jak igły sosny. Na cienkich wargach szminka w kolorze włosów. Uroda drobna, niemal lalkowata.

Krysia była młodsza tylko o cztery lata, powinna mieć koło dwudziestki, ale wyglądała na nastolatkę przez chudość i strój. Krótka plisowana spódniczka, rajstopy w kolorze ciała, czarne getry i białe tenisówki na grubej podeszwie. Rozpięta dżinsowa kurtka, pod nią różowy top. Ubrana jak nastolatka, a nie dwudziestolatka.

Zosia zauważyła, że ludzie się na nie oglądali.

— Świetnie wyglądasz — powiedziała Krysia.

W tej chwili podeszła kelnerka, kładąc przed nimi menu. Krysia natychmiast wbiła w nie wzrok. Zamówiła pizzę, ciastko i kawę. Zosia ograniczyła się do kawy.

— Tak mi się jeść chce, że mi się w głowie kręci. Masz szczęście, możesz jeść, co chcesz, i tak nie utyjesz. A ja muszę wiecznie być na drakońskiej diecie — westchnęła Krysia.

— Naprawdę? — Zosia uniosła niedowierzająco brew.
Jak pamiętała, Krysia zawsze była chudzielcem.

— Nie widziałaś mojej mamuśki. Ważyła ze sto kilo, nie mniej. Dlatego tata od niej uciekł. A ty masz dobrą genetykę. Słuchaj, oni mają piwo?

— Zapytaj, ale ja nie będę, jestem po kierownicy — odparła Zosia.

— Masz auto? No nieźle! Słuchaj, a u was w pracy nie szukają ludzi? Ja przyjechałam, a jeszcze pracy nie mam.

— A z czego żyjesz od dwóch tygodni?

— Ojca ograbiłam — zaśmiała się Krysia. — I tak by przepił. Jak ty uciekłaś, tak on zaczął pić, wyrzucili go z roboty. Łapał jakieś dorywcze zajęcia. Potem przyprowadził jakąś kucharkę, ona wynosiła jedzenie z baru. No i wtedy już poszedł na całego.

Zosia słuchała, nie wierząc własnym uszom. Chociaż czemu się dziwić. Ojciec Krysi nigdy jej się nie podobał. Ale mama, gdy go przyprowadziła, powiedziała, że Zosia po prostu zazdrości. Razem z nim pojawiła się jego córka Krysia. Zosia była wtedy w maturalnej klasie, szykowała się na studia.

Z Krysią od początku się nie dogadywały. Przyrodnia siostra brała bez pytania ubrania Zosi, brudziła je. Mama zawsze stała po stronie Krysi.

— Tobie nie brakuje, a Krysia rosła bez matki.
Zosia rozumiała, że mama po prostu unikała kłótni, ale i tak było jej przykro. A zimą u mamy wykryli straszną chorobę. Cztery miesiące później umarła.

Tak zwany ojczym liczył, że Zosia po szkole pójdzie do pracy, ale dziewczyna uciekła do wojewódzkiego. Już za życia mamy odkładała pieniądze z tych, które dostawała na jedzenie czy kino. Dostała się na studia, mieszkała w akademiku, wieczorami pracowała w barze szybkiej obsługi.

Po studiach dostała pracę jako menedżerka, zaczęła zarabiać przyzwoicie. Wszystko sobie odmawiała i po roku kupiła kawalerkę na kredyt. Z Tomkiem zaczęli się spotykać, gdy Zosia dostała pracę. Pół roku temu pomógł jej kupić używane niemieckie auto.

— A ty jakie masz wykształcenie? — zapytała Zosia, wracając do rzeczywistości.

— Zosia, co ty? Gdzie ja, a gdzie wykształcenie. Ledwo skończyłam szkołę, pracowałam w budce. W końcu tacie od alkoholu kompletnie odbiło. Wyrzucili go z roboty. Myślisz, że dlatego tu przywlokłam? Znalazł sobie drugą pijaczkę, teraz piją razem. Nie mogłam tam dłużej wytrzymać. I perspektyw tam żadnych.

Zosia się uśmiechnęła. No tak. Sprzedawczyni w budce rzeczywiście nie ma perspektyw.

— A na jakie stanowisko byś chciała? — spytała Zosia.

— Znalazłabym się jako sekretarka. A szef u was młody?

— Nie specjalnie, i żonaty, i sekretarka już jest.

— Szkoda. Tylko sprzątaczką nie pójdę, od razu mówię — oświadczyła Krysia, pochłaniając wzrokiem przyniesioną pizzę.

— Jeśli chodzi o kasę, to czy rozkładasW końcu Zosia zrozumiała, że życie samo odseparowało ją od Krysi, jak gdyby chciało naprawić dawną pomyłkę losu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − trzy =

Przyrodnia siostra