Przyjechałam do domu, a tam macocha i to jeszcze z dziećmi! A co z moim majątkiem?

Weronika dorastała na wsi. Ukończyła szkołę i pojechała do miasta, aby wstąpić na uniwersytet. Tam została i znalazła pracę. Minęło pół roku od śmierci matki, ojciec został sam. Od tego czasu Weronika nie odwiedzała go. Każdego dnia, wracając z pracy, myślała o tacie i jak się tam ma. Każdy jej telefon do niego był bardzo krótki: tata jest ciągle zajęty i po prostu nie lubi się denerwować.

W końcu Weronika jakoś znalazła czas. Poprosiła o dodatkowy, wolny weekend i pojechała do ojca. Kupiła ulubione kwiaty swojej matki na grób, ale postanowiła najpierw wrócić do domu, do taty.

Po drodze spotkała swoją ciotkę Grażynę, która zawsze była odpowiedzialna we wsi za przekazywanie wiadomości i plotek. Zobaczyła Weronikę i już szła jej na spotkanie.

– Och, Werka, dawno Cię nie było. Przyniosłaś kwiaty dla matki? I pewnie nie poznasz ojca – jest jakby młodszy. Nic nie wiesz, prawda?

– Co powinnam wiedzieć?

– Sama zobaczysz. Ojciec przyprowadził macochę. Już od miesiąca tam mieszka. Nie minął nawet rok, a on już przyprowadził nową kobietę.

Weronika przestała słuchać dalej. Tata mówił, że będzie żył sam, że nie znajdzie lepszej kobiety niż jej mama. Nie wierzyła, że tak szybko o niej zapomniał. Nie radził się jej, nie ostrzegał. A Grażyna ciągle rozprawiała o tej macosze z innej wsi, o jej dzieciach…

Werka odchodziła w ciszy. W jej myślach zapanował chaos. Jak ta kobieta mogła bezczelnie wkręcić się w czyjeś życie, przyjść z gotowym pakietem, nawet z dziećmi! I jeszcze młodsza…

Złapała ojca na codziennych czynnościach. Uśmiechnął się do córki.

– Przygotowujesz się do ślubu? Dlaczego mnie nie zaprosiłeś?

Ojciec podszedł bliżej i powiedział cicho:

– Jak mam Cię powiadomić, skoro odwiedzasz mnie raz w roku?

Córka zwróciła uwagę, że podwórko jest czyste i przytulne: drzewa są bielone, kwietniki mamy są wypełnione i podlewane. W domu jest taka sama sytuacja. Tata poszedł do ogrodu i przemówił do macochy, ta podniosła oczy i przemówiła do mnie:

– To u nas goście – powiedziała radośnie kobieta – Chodźmy się spotkać. Nic dziwnego, że zagniatałam ciasto na placki, czułam, że ktoś nas odwiedzi.

Weronika ryknęła niezadowolona na macochę.

– A, Jesteś Wercia! Poznałam Cię ze zdjęć. Chodźmy do domu na obiad!

– Dziękuję, nie jestem głodna.

Ojciec pochylił się smutno na płocie. Na początku powiedział, że nie poradził sobie z pracą, w jednej chwili spadło na niego trochę obowiązków, nie chciał być sam.

– Trzeba było sprzedać gospodarstwo

– Co? Miałem się poddać i siedzieć bezczynnie? Łatwiej jest żyć z pracą, myśli wtedy nie zaprzątają głowy. I sam siedziałem w domu, jak w pustce.

– Mogłeś znaleźć samotną kobietę! Teraz jej dzieci będą potrzebowały domu i to wszystko!

– Komu to potrzebne? Ma dość swojego!

Na progu niepostrzeżenie pojawiła się macocha z torbą w ręku, słyszała całą ich rozmowę:

– Nie krzycz. Idź do kuchni – czeka ciasto, prosto z pieca.

Ojciec od razu wskoczył:

– Dokąd idziesz?

– Do domu. Powiedz córce, że będę w domu i pozwól mi tam iść. Po prostu nie kłóć się, żyj spokojnie.

Tata poszedł z nią, nawet się nie wahając:

– A Ty tu posprzątaj, rób co chcesz!

Weronika patrzyła na nich.

Czy popierasz dziewczynę w jej działania?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × jeden =

Przyjechałam do domu, a tam macocha i to jeszcze z dziećmi! A co z moim majątkiem?