Telefon zadzwonił niespodziewanie. – Halo, Kinga? – rozległ się znajomy głos. Serce zamarło jej w piersi, uderzając głośno i szybko. Gdyby nie włączony telewizor, jego dźwięk mógłby obudzić męża. – Stęskniłem się. Nie mogłem dłużej czekać. Ciągle o tobie myślę. Spotkajmy się – mówił przyjemny męski głos w słuchawce.
Kinga wyszła z pokoju, cicho zamykając drzwi. Oparła się o ścianę w przedpokoju. Nogi stały się jak z waty, bezwładne. – Kinga, jesteś tam? – głos wołał, kusił, przerażał swoją realnością.
Nie powinna była odbierać. Próbowała zapomnieć, wymazać z pamięci tę szaloną noc. Powtarzała sobie, że ma stabilne małżeństwo, dobrego męża – Wojtka. Znali się od podstawówki. Wojtek był zawsze pilnym uczniem, zdobywał nagrody w konkursach matematycznych. W liceum zaczął nosić okulary, co przysporzyło mu przezwiska „Kujon”. Był spokojny, trochę pulchny, z różowymi policzkami – typowy wzór przeciętnego, porządnego chłopaka.
Kinga, jak większość dziewczyn w klasie, nie widziała w nim obiektu westchnień. Spisać zadanie? Proszę bardzo. Ale związek? Wolni byli bardziej atrakcyjni, pewni siebie, z poczuciem humoru.
Pewnego dnia spotkali się przypadkiem na ulicy w Krakowie. Rozmawiali o dawnych klasowych kolegach. Wojtek nosił już soczewki. „Faktycznie, całkiem sympatyczny” – pomyślała wtedy.
Wojtek ukończył studia w Warszawie, Kinga była na ostatnim roku medycyny. Wymienili się numerami – tak na wszelki wypadek. Po latach organizowano zjazd absolwentów. Wojtek obiecał zadzwonić z datą. Kinga nie zamierzała iść. Ale kilka dni później zaprosił ją do kina.
– Idź, zobacz, zostaniesz starą panną – mówiła matka.
Poszła. Tak zaczęły się ich spotkania. Wojtek szybko wyznał miłość i oświadczył się. Był spokojny, pracował w dużej firmie, miał perspektywy.
– Zastanawiasz się? Weź go, ulepić z niego można, co chcesz – radziła matka. Kinga zgodziła się.
Żyli spokojnie. Kłótnie zdarzały się rzadko i tylko z jej winy. Później urodziła się córka, Ola. Teściowie nie wtrącali się, ale chętnie pomagali z wnuczką. Drugiego dziecka Kinga nie chciała.
Z czasem ich życie intymne stało się coraz rzadsze, nudne. Ale był wierny – to coś znaczyło. Wiele koleżanek opłakiwało niewiernych mężów.
Ola wyrosła, skończyła szkołę, studiowała w Warszawie projektowanie. Żyła na wysokim poziomie, bo babcie rywalizowały w rozpieszczaniu.
Pół roku temu Kinga została ordynatorem przychodni po przejściu poprzedniej kierowniczki na emeryturę. Nowe obowiązki pochłaniały czas – spotkania, konferencje.
Na jednej z nich poznała Krzysztofa. Był wysoki, przystojny, zadbany. Od razu przykuł uwagę kobiet. Młodsze zalecały się do niego, starsze traktowały po macierzyńsku, ale też uśmiechały się chętniej niż zwykle.
Ostatniego wieczoru był bankiet. Kinga chciała wyjść, ale koleżanka namówiła ją, by została. – To tu nawiązuje się ważne kontakty – mówiła.
Po toastach atmosfera się rozluźniła. Lekarze opowiadali dowcipy, śmiali się. Kinga nie piła, tylko udawała.
– Też się pani nudzi? – podszedł Krzysztof. – Uciekajmy stąd.
Wyszli. Szli długim korytarzem hotelowym. – Chodźmy do mnie. Mam dobre wino, a pić samemu smutno – zaproponował.
Kinga zgodziła się, nie wiedząc dlaczego. Może dlatego, że był atrakcyjny. Może dlatego, że sama była ciekawa.
W jego pokoju rozmawiali, ale gdy ją pocałował – nie oponowała. Obudziła się w jego łóżku. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego. Z Wojtkiem – zawsze przewidywalnie, nudno.
Ale bankiet się skończył. Rano musieli wyjechać – ona do Katowic, on do Gdańska.
– Zostańmy jeszcze dzień – błagał. – Pociągi? Niech się przewalają, kupimy nowe.
– Jestem zamężna – szepnęła słabo.
– Nie jesteś z nim szczęśliwa. Czuję to.
Wstała, zaczęła się ubierać. – Musisz się spieszyć. Masz pociąg za półtorej godziny.
Wróciła do swojego pokoju, spakowała się. Koleżanka patrzyła wymownie, ale nie pytała.
W pociągu uspokoiła się. „Zapomnieć” – powtarzała. Wojtek odebrał ją z dworca. W domu zamknęła się w sobie.
Ale teraz ten telefon. Ten głos. – Jestem w „Hotelu Stary” niedaleko twojego domu. Przyjdź, kiedy możesz.
Nie odpowiedziała. Wróciła do prania, udając spokój.
– Kto dzwonił? – Wojtek przeciągnął się.
– Nikt, w telewizji był hałas.
W południe nie wytrzymała. – Jadę do Oli, jest przeziębiona – skłamała.
Wojtek spojrzał uważnie. – Dlaczego wcześniej powiedziałaś, że nikt nie dzwonił?
Wyszła bez słowa. „Tylko go zobaczę, powiem, że to koniec” – oszukiwała samą siebie.
Krzysztof czekał w holu. Gdy wzięła ją za rękę – serce wyskoczyło z piersi.
– Jedź ze mną. Nie mogę bez ciebie żyć.
– Zapomnij o mnie – mówiła, ale ciało nie słuchało.
Wróciła nad ranem. Wojtek siedział na kanapie. Czekał.
– Kochasz go? Chcesz odejść? – zapytał cicho.
Milczała. Wstyd? Nie. Tylko żal, że miłość przyszła za późno.
– Nie zostawię cię – szepnął. – Bez ciebie zginę.
„Zginie” – pomyślała.
Rano wyłączyła telefon. Krzysztof nie mógł się dodzwonić. Wojtek chodził za nią jak cień, wszystko mu z rąk leciało.
– Przestań! Nie odchodzę – warknęła.
Ale gdy zbliżał się czas odjazdu pociągu – nie wytrzymała. Pobiegła na dworzec.
Pociąg ruszał. Biegła wzdłuż wagonów, zaglądając w okna. Nagle drzwi się otwarły – Krzysztof wyskoczył na peron.
– Wiedziałem, że przyjdziesz – szepnął, obejmując ją mocno.
– Co teraz będzie? – zapytała przez łzy.
– Wszystko będzie dobrze.
I stali tak, gdy pociąg znikał w oddali.
**Czasem– Wracajmy do domu – szepnęła Kinga, patrząc na niego przez łzy, i w tej jednej chwili zrozumiała, że najtrudniejsze decyzje są właśnie tymi, które zmieniają całe życie.



