„Przyjaźń na zawsze”

Krzysiek i Andrzej – przyjaciele na zawsze

Andrzej kończył omawiać sprawy służbowe z kolegami w swoim gabinecie, gdy na biurku zadzwonił telefon. Już chciał odrzucić połączenie, ale na wyświetlaczu zobaczył imię swojego przyjaciela z lat szkolnych.

– Przepraszam na chwilę – powiedział do współpracowników, sięgnął po telefon i wyszedł na korytarz.

– Słucham? – odezwał się ostrożnie.
W szkole miał kolegę, Krzysztofa, ale tyle lat minęło… Sam nie był pewien, czy jego numer jeszcze działa, bo przecież tyle razy zmieniał aparat.

– Andrzej? To naprawdę ty? Tu Krzyś. Myślałem, że dawno zmieniłeś numer, nawet nie miałem nadziei, że się dodzwonię – w słuchawce rozległ się radosny głos.

– Cześć, Krzyś. Co u ciebie? – Andrzej wciąż był zaskoczony i odpowiedział sucho, automatycznie. Ale tamten tego nie zauważył i mówił dalej z entuzjazmem:

– Świetnie! Jestem w Warszawie. Słuchaj, wiem, że pewnie pracujesz, może źle trafiłem… Spotkamy się? Tyle lat. Kiedy znaz będzie okazja?

– Wiesz, właśnie mam zebranie. Ale za godzinę będę wolny. Gdzie mam podjechać? Cholera, jak dobrze cię słyszeć – odpowiedział już cieplejszym głosem Andrzej.

– Stoję przed Dworcem Centralnym. Przed głównym wejściem.

– Znajdę cię. Tylko się nie ruszaj, dobrze? Czekaj – powiedział Andrzej i wrócił do gabinetu.

Próbował skupić się na dyskusji, ale myśli wciąż krążyły wokół Krzysia. Piętnaście lat… Odkąd wyjechał z rodzinnego miasta na studia, nie mieli kontaktu.

Zaparkował samochód i ruszył w stronę dworca. Jak zwykle tłumy ludzi. Rozglądał się, wpatrując w twarze przechodniów.

– Andrzej! – W jego stronę szedł uśmiechnięty mężczyzna, w którym dopiero po chwili rozpoznał szkolnego kolegę. Przez moment stali, mierząc się wzrokiem, potem podali sobie dłonie, a w końcu, bez słowa, mocno się przytulili.

– Andrzej…
– Krzyś…

– Nie wierzę własnym oczom – Krzyś znów objął przyjaciela. – Świetnie wyglądasz. Widać, że ci się udało. Zawsze wiedziałem, że zajdziesz daleko. Tu głośno. Może pójdziemy gdzieś na kawę?

– Jasne – zgodził się Andrzej. – Mam auto. Niedaleko jest dobra kawiarnia. Przyjechałeś w sprawach służbowych?

– Teściową przywiozłem na operację. Kolano zupełnie rozwalone, ledwo chodzi. Czekaliśmy na termin. O rany… To twoje auto? – Krzyś patrzył niedowierzająco na nowoczesnego SUV-a.

– Moje, wsiadaj – uśmiechnął się Andrzej, zadowolony z wrażenia.

Słuchając zachwytów Krzysia, włączył się do ruchu, po kilku minutach skręcił w boczną ulicę i zatrzymał się przed przytulną kawiarnią. Wnętrze tonęło w półmroku, mimo że na zewnątrz był dzień. Niewielu gości, cisza w porównaniu z dworcowym zgiełkiem.

– Tutaj chociaż pogadamy. Siadaj i opowiadaj. Ale zanim zdążyli usiąść, podeszła kelnerka.

– Dla mnie czarna bez cukru, a dla mojego przyjaciela… – Andrzej spojrzał pytająco.

– Dla mnie też kawa – pospieszył się Krzyś.

– …i stek z frytkami, kawa oraz ciasto.

Kelnerka odeszła.

– Nie patrz tak. Jeszcze musisz wracać pociągiem. Pewnie od rana nic nie jadłeś.

– Masz rację. Z teściową szliśmy do szpitala trzy godziny. Ledwo się rusza… Ale ja sam zapłacę.

Andrzej nie odpowiedział.

– Nie myśl, że proszę o pomoc. Operacja na NFZ, więc nic nie płacę. Po prostu… chciałem cię zobaczyć. Wybrałem numer, myślałem, że dawno go zmieniłeś, a ty odebrałeś – powtórzył Krzyś.

– Rozumiem. Mów, jak ci się żyje. Żonaty?

– Tak. Dwójka dzieci. Syn ma jedenaście, a Kasia siedem, kończy pierwszą klasę. Teść zostawił mi warsztat po sobie, teraz nim zarządzam. Jak powiem Magdzie, że cię widziałem, nie uwierzy.

– Magdzie? – Andrzej uniósł brwi. – Czekaj, ożeniłeś się z Magdą?

– Pamiętasz ją? Właśnie z nią – Krzyś rozpromienił się. – W szkole za tobą latała. Nie dawała ci spokoju. Pamiętasz, jak uciekaliśmy po lekcjach? A mi się podobała, jeszcze wtedy. Nie wiedziałeś? Jak wyjechałeś, bardzo przeżywała. Nawet chciała za tobą jechać do Warszawy. Matka nie puściła. A potem zaczęliśmy się spotykać. Tak jakoś wyszło. Tym razem to ja wygrałem. A ty? Widać, że żonaty – skinął na obrączkę na dłoni Andrzeja.

– Tak – potwierdził Andrzej. – Ale dzieci jeszcze nie ma.

– Rozumiem. Gdzie pracujesz?

– W korporacji. Kieruję działem sprzedaży.

– No proszę cię. W Warszawie mieszkasz, auto z górnej półki… Wszedłeś najwyżej ze wszystkich nas – Krzyś pokiwał głową z uznaniem.

Andrzej uśmiechnął się skromnie.

– Pamiętasz, jak łowiliśmy ryby w jeziorze? Albo jak uciekliśmy z domu na „wyprawę na biegun”? Oj, dostaliśmy wtedy od rodziców… Ja przez tydzień nie mogłem usiąść.

– A jak prawie spaliliśmy szopę na działce? – przerwał mu Andrzej.

– No właśnie, jakie to były czasy – oczy Krzysia zaszły smutkiem. – Zawsze wiedziałem, że zajdziesz daleko.

– Nie zazdrość – powiedział Andrzej.

– Nie zazdroszczę, może tylko troszeczkę. Nie narzekam. Po teściu zostało stare poloneza, wyremontowałem go, dałem nowe życie, teraz jeździ jak marzenie. Magda to dobra gospodyni, dzieci mam. Dałbym się za nich pokroić. Jak tak myślę, to nie mam prawa narzekać. A ty?

– Co ja? – nie zrozumiał Andrzej.

– W Warszawie mieszkasz, pracę masz, auto, pieniądze. Jesteś szczęśliwy? – wzrok Krzysia stał się poważny.

– Nie wiem. Nie myślałem o tym. Do czego zmierzasz?

– No daj spokój. Wszystko rozumiesz. My z tobą jesteśmy z innych światów. Patrz na ciebie, w garniturze… Nawet nie wiem, o czym z tobą rozmawiać.

– Krzyś, przestań. Strasznie się cieszę, że się spot– Wiesz co, może masz rację, czas wrócić do siebie – powiedział Andrzej, patrząc przez okno na zachodzące słońce i uśmiechając się do myśli o wspólnej wyprawie z Krzysiem, bo w głębi duszy wiedział, że to właśnie takie chwile będą najważniejsze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

„Przyjaźń na zawsze”