Kasia zamknęła plik i wysłała go na służbową skrzynkę. W poniedziałek w biurze otworzy, wydrukuje, podbije pieczątką i złoży raport. Koniec! Wolność!
Pracowała jako księgowa w niewielkiej firmie w Warszawie. Obciążenie duże, ale wynagrodzenie dobre, a biuro mieściło się dwa kroki od domu – nie musiała tracić czasu na dojazdy, tłocząc się w komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. Codziennie szła piechotą, oddychając świeżym powietrzem.
Zespół księgowych składał się wyłącznie z kobiet. Nie zaprzyjaźniła się z nikim szczególnie. Większość miała rodziny, dzieci, a Kasia była samotna. Gdy proszono ją o pomoc, by wzięła na siebie część pracy innej osoby, nie odmawiała, pracowała w domu wieczorami i w weekendach, jak dziś.
W sobotę wstała wcześnie i od razu przysiadła do laptopa, jeszcze raz sprawdziła wszystko i wysłała plik. Teraz mogła się ogarnąć, zjeść śniadanie, a potem… Zastanawiała się, co zrobi dalej, gdy przeszkodzić jej zadzwonił telefon.
– Kasia, cześć! – rozległ się w głos radosny kobiecy głos.
– Cześć… – odpowiedziała ostrożnie. – Kto mówi?
– No co ty. To ja, Gosia!
– Gosia? – powtórzała niedowierzająco. – Jesteś w Warszawie?
– Jeszcze nie, ale już dojeżdżam – zaśmiała się tamta.
Kasia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Ostatnią osobą, której się spodziewała usłyszeć, była jej szkolna przyjaciółka. Po zdradzie sprzed piętnastu lat nie utrzymywały kontaktu. Teraz żałowała, że nie zmieniła numeru.
– Kasiu, w Warszawie nie mam nikogo o cprócz ciebie – przerwała ciszę Gosia. – Możesz mnie spotkać? Proszę. Rozwiodłam się z Tomkiem. Postanowiłam zacząć nowe życie. – Głos Gosi brzmiał cicho i zawstydzono.
Kasia nie chciała widywać się z byłą przyjaciółką. Ale tyle lat minęło, dawno się pożegnała z przeszłością. No i cicho było ciekawość, co słychać w rodzinnym mieście. No dobrze. Spotka ją, odprowadzi, jeśli będzie trzeba, i koniec.
– O której jest twój pociąg? – spytała bez entuzjazmu.
– Za dwadzieścia minut. Przyjedziesz? – głos Gosi ożywił się.
– Autobusem zajmie mi około dwudziestu minut, potem metrem. Będę za godzinę. Poczekasz? Więc nie ruszaj się, czekaj w głównej hali dworca. – Kasia słyszała własne głos i nie wierzyła, że faktycznie jedzie na spotkanie.
– Będę czekać – obiecała tamta.
Kasia westchnęła, spojrzała na zimny czajnik i poszła do łazienki. Umyła się, nałożyła makijaż, ubrała i wyszła. Wynajmowała małe kawalerke na jednym z warszawskich osiedli. Dla jednej osoby wystarczało, a i tanio.
Wchodząc do głownej hali dworca, Kasia się zagubiła. Jak wśród tylu osób znajdzie Gosię? Ostatni raz widziała ją piętnaście lat temu – czy w ogóle ją rozpozna? Szła środkiem, by była widoczna z każdej strony.
– Kasia! – ktoś radośnie zawołał.
Od kiosków podbiegła do niej znajoma, choć zmieniała się Gosia. Przytyła, rozjaśniła włosy, mocny makijaż postarzał ją, ale Kasia natychmiast ją poznała.
Gosia rzuciła się jej na szyję.
– Nareszcie. Ledwo stoję na nogach. – Wzięła Kasię pod rękę i porywała do kiosku, gdzie stała jej walizka na kółkach i duża torba.
– Nie wolno tak zostawiać bagażu, mogą ukraść – powiedziała Kasia, czując, że musi coś powiedzieć.
– Nie ukradli. Zresztą tam nic nie ma, pieniądze i dokumenty mam przy sobie. – Gosia spojrzała znacząco na swój dekolt.
Kasia pokręciła głową i rozejrzała się. Wszyscy zajęci byli sobą, nikt na nie nie zwracał uwagi.
Gosia postawiła na walizkę torbę i spojrzała pytająco na byłą przyjaciółkę.
– Gdzie chcesz jechać? – westchnęła Kasia.
– Wciąż się gniewasz? Chciałam cię prosić… Mogłabym u ciebie zostać kilka dni, aż nie wynajmę mieszkania? – Gosia zagryzła wargę.
*Taka bezczelność. Odebrała mi chłopaka, a teraz chce się mieszkać. Powinnam w ogóle nie odbierać telefonu…* – pomyślała Kasia.
– Chodź – powiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia.
Gosia coś mówiła, pytała, ale Kasia udawała, że skupia się na omijaniu tłumu i bagaży. W końcu Gosia zamilowała i sapała z tyłu, by nie zostać.
– Myślałam, że mieszkasz w centrum. Nawet nie przypomina Warszawy – powiedziała rozczarowana, gdy Kasia wprowadziła ją do swojej niewielkiej kawalerki. – Spokojnie, wynajmę coś i się wyprowadzę. Mieszkasz sama? W przedpokoju widziałam męskie kapcie.
*Zauważyła. Trzeba było posprzątać*, pomyślała Kasia, ale głośno rzekła:
– Mieszkam sama, to dla gości.
Gosia rzuciła się na kanapę i wyciągnęła długie nogi.
– Jestem w Warszawie! Niemo w uwierzyć.
Kasia zagotowała wodę, wyjęła z lodzenia chleb i wędlinę, zaczęła robić kanapki.
– Masz wino? Wypijemy za spotkanie – zaproponowała Gosia.
Kasia wyjęła z lodówki niedokończoną butelkę wina, postawiła na stole dwa kieliszki.
Gosia piła, nie zauważając, że Kasia ledwo dotknęła ustami trunku, i opowiadała. Z Tomkiem rozwiodła się niewiele po ślubie. Na pozór przystojny, ale charakter okropny. Drugi mąż był o wiele starszy, ale Gosia go nie kochała, wyszła dla pieniędzy. Zdradziła go z jego kierowcą i została z hańbą wyrzucona z domu. Rozwód wyssał z nieej siły, ale została jej gotówka. Postanowiła przyjechać do Warszawy i zaczac od nowa.
– Dobrze zrobiłaś, że zaraz po szkole tu wyruszyłaś. W naszym zadupiu nie ma nic do roboty. Nuda śmierci…
Wcale nie musiała jechać do Warszawy, by uczyć się na księgową. Z Tomkiem przyjaźniła się od podstawówki. W przeddzień matury planowałi ślub po tym, jak Kasia skończy studium. Potem Gosia upiła Tomka i przespała się z nim. Potem powiedziała, że jest w ciąży, co okazało się kłamstwem. Ale Tomek o tym nie wiedział i ożenił się z Gosią.
Kasia wypłaka- „Dzięki, Iwo, że jesteś przy mnie i pomogłeś się jej pozbyć,” szepnęła Kasia, tuląc się do niego mocniej, a on tylko pogłaskał ją po włosach, bo wiedział, że od dziś ich związek będzie jeszcze silniejszy.



