Przyjaciółka zaprosiła gości na naszą działkę z okazji swoich urodzin, nie pytając nas o zgodę

Sześć lat temu razem z mężem kupiliśmy przytulną działkę z małym domkiem pod Warszawą. Sami remontowaliśmy każdy zakamarek, przekopywaliśmy ogród i sadziliśmy kwiaty oraz warzywa. Staraliśmy się jeździć tam w każdy weekend, a jeśli nie było to możliwe, przynajmniej raz na dwa tygodnie.

Nie zakładaliśmy ogromnego ogrodu warzywnego zasialiśmy tylko trochę ogórków, pomidorów, świeżych ziół, cebuli, cukinii i papryki. Wszystko powoli, skromnie.

Kiedy kupowaliśmy dom, na działce już rosły soczyste krzewy malin, czerwonych i czarnych porzeczek. Były także rzędy słodkich truskawek. Często przynosiłam owoce do pracy, żeby częstować koleżanki i kolegów. Każdy był zachwycony takimi smakołykami.

W tym roku do naszego zespołu dołączyła nowa koleżanka Zofia. Była bardzo miła, uczynna, wszystko z uśmiechem na twarzy. Akurat tego dnia przyniosłam truskawki, więc poczęstowałam i ją. Była zachwycona rozpływała się nad ich smakiem, dopytywała skąd pochodzą, jak wygląda nasz domek. Opowiedziałam o wszystkim z wielką ochotą.

Kilka dni później Zofia podeszła do mnie stanowczo i poprosiła o klucze do naszego domku. Tłumaczyła, że jej córka, będąca na urlopie macierzyńskim, chciałaby na kilka tygodni spędzić czas z dziećmi pod Warszawą. Nie będzie was tam przez tydzień, a dzieci odpoczną od miejskiego zgiełku mówiła, próbując mnie przekonać.

Stanowczo odmówiłam. Zofia się obruszyła, ale nie nalegała.

Minęły dwa tygodnie. Spokojnie piłam kawę, gdy koleżanka z działu przyszła do mnie z pytaniem, jak może dojechać do naszego domku. Oniemiałam.

Po chwili wyjaśniła, że Zofia zaprosiła ją wraz z innymi koleżankami na swoje urodziny i to właśnie do NASZEGO domku. Każdy miał dojechać we własnym zakresie.

Byłam w szoku.

Pobiegłam do Zofii i zapytałam wprost, co wyprawia.

Popatrzyła na mnie wyzywająco, z niewinnym uśmiechem: Przecież nic się nie stanie, jeśli jedna noc spędzimy w twoim domku, świętując moje urodziny. To tylko kilka godzin, nikt przecież się tam nie wprowadza. Nie bądź taka, naprawdę ci żal?

Tak, żal mi. Żal mi naszej pracy, poświęconych weekendów, dbania o trawnik, klomby i maliny.

Poza tym nawet mnie nie zaprosiła. Nawet nie zapytała o zgodę jakby wszystko jej się należało.

Odmówiłam. Uraziła się. Ale trudno, nie dbam o to. Od lat dzielę się owocami z koleżankami z pracy, ale jeszcze nikt nie był na tyle bezczelny, by wpraszać się do mojego domu bez pytania.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − jedenaście =

Przyjaciółka zaprosiła gości na naszą działkę z okazji swoich urodzin, nie pytając nas o zgodę