Widziałam moją starą przyjaciółkę w sklepie, rzadko z nią rozmawiamy, ale miałam wolną chwilę. Zawsze jest czymś zajęta, biega w kółko, żyje w ciągłym biegu.
– Zosia, nie widziałam Cię ostatnio, gdzie teraz byłaś?
– Och, robiłam zakupy dla męża, chciał swoją ulubioną sałatkę, Cezar, ale w domu nie ma kurczaka.
– Mogłaś pójść do sklepu jutro rano.
– Nie, jeśli mój mąż czegoś chce, musi to być zrobione od razu.
– Ale jest już późno, niebezpiecznie jest chodzić po ulicach po ciemku.
– To co mam zrobić, zostawić męża głodnego?
– Nie, mogę pójść z Tobą do sklepu. Mój mąż, na przykład, będzie tu za minutę. To dla kobiet niebezpieczny czas, nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć na ulicy. Zaprowadzimy Cię potem do bloku.
– Dziękuję bardzo, ale proszenie męża, by zszedł ze mną do sklepu, jest bezcelowe.
– Dlaczego nie pomaga Ci w domu?
– Rozśmieszyłaś mnie… To oczywiste, że jako głowa rodziny nie robi nic w domu.
W samochodzie Zosia powiedziała mi, że jej mąż jest jak król. Po prostu wraca do domu z pracy, siada na kanapie, włącza telewizor i ogląda go bez końca.
Nigdy nie pomagał Zosi w pracach domowych, nawet gdy dzieci były małe. Zaraz po porodzie to na nią spadł cały ciężar odpowiedzialności za dom. Jej mąż przyzwyczaił się do tego i teraz traktuje ją jak służącą.
– Ciężko mu nawet przynieść kubek wody z kuchni, muszę mu przynosić.
– Powinnaś po prostu powiedzieć „nie”. Niech sam coś zrobi w domu – poradziłam.
– Ale jest głową rodziny.
-Dlaczego niby on? Oboje pracujecie, nie jesteś od niego zależna finansowo.
-Ale on zarabia więcej. –
Czy dostajesz coś z tych pieniędzy?
– Nie, mamy osobny budżet.
-Więc jesteś dla niego tylko darmową służącą.



