Przyjaciółka

Marta zamknęła plik i wysłała go na służbową skrzynkę. W poniedziałek w biurze otworzy, wydrukuje, podbije pieczątkę i odda raport. Koniec! Wolność!

Pracowała jako księgowa w małej firmie w Warszawie. Obowiązków było sporo, ale wynagrodzenie dobre, a biuro miała dwa kroki od domu – nie musiała tracić czasu na dojazdy, dusząc się w zatłoczonej komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. Szła na piechotę, oddychała świeżym powietrzem.

W dziale księgowości same kobiety. Z nikim się specjalnie nie zaprzyjaźniła. Prawie wszystkie miały rodziny, dzieci, a Marta była samotna. Gdy proszono ją o pomoc, żeby przejęła czyjąś robotę, nie odmawiała, pracowała wieczorami i w weekendy, tak jak teraz.

Wstała w sobotę wcześnie rano i od razu siadła do laptopa, sprawdziła wszystko jeszcze raz i wysłała plik. Teraz mogła się ogarnąć, zjeść śniadanie, a potem… Zastanowić się, co dalej. Przerwał jej dzwonek telefonu.

– Marto, cześć! – rozbrzmiał wesoły kobiecy głos.

– Cześć – odpowiedziała niepewnie. – Kto mówi?

– No co ty! To ja, Małgosia!

– Małgosia? – powtórzyła niedowierzająco. – Jesteś w Warszawie?

– Jeszcze nie, ale już dojeżdżam – zaśmiała się tamta.

Marta nie wiedziała, co powiedzieć. Ostatnią osobą, której się spodziewała, była jej szkolna przyjaciółka. Po jej zdradzie piętnaście lat temu nie miały ze sobą kontaktu. Teraz żałowała, że nie zmieniła numeru.

– Martuś, nie mam w Warszawie nikogo poza tobą – przerwała ciszę Małgosia. – Możesz mnie przyjąć? Proszę. Rozwiodłam się z Kubą. Postanowiłam zacząć nowe życie. – Głos Małgosi brzmiał cicho i jakby z poczuciem winy.

Marta nie chciała się spotykać z dawną przyjaciółką. Ale tyle lat minęło, dawno to przeżyła i puściła w niepamięć. No i ciekawa była, co słychać w rodzinnym mieście. Dobrze. Przyjmie ją, pokaże, gdzie trzeba, i koniec.

– O której przyjeżdża pociąg? – spytała bez entuzjazmu.

– Za dwadzieścia minut. Przyjedziesz? – Głos Małgosi zabrzmiał radośniej.

– Autobusem dojadę w dwadzieścia minut, potem metro. Minimum godzina. Będziesz czekać? To nie ruszaj się, stój w głównej hali dworca. – Marta sama nie wierzyła, że zdecydowała się jechać po dawną przyjaciółkę.

– Będę czekać – obiecała tamta.

Z westchnieniem spojrzała na zimny czajnik, poszła do łazienki, umyła się, nałożyła lekkie makijaże, ubrała i wyszła. Mieszkala w małym kawalerku na jednym z warszawskich osiedli. Dla jednej osoby wystarczało, a przy tym tanio.

Wchodząc na dworzec, Marta się zagubiła. Jak w tłumie ludzi odnajdzie Małgosię? Ostatnio widziała ją piętnaście lat temu – czy w ogóle ją rozpozna? Szła środkiem hali, żeby była lepiej widoczna.

– Martaa! – rozległ się radosny okrzyk.

Od kiosków podbiegła rozpoznawalna, choć zmieniona Małgosia. Przytyła, rozjaśniła włosy, mocny makijaż postarzał ją, ale Marta od razu ją poznała.

Małgosia rzuciła się jej w objęcia.

– Nareszcie. Ledwo stoję na nogach. – Chwyciła Martę pod rękę i pociągnęła do kiosku, gdzie stała walizka na kółkach i duża torba.

– Nie zostawia się tak bagażu, możesz zostać bez niego – powiedziała Marta, czując, że musi coś powiedzieć.

– Nie ukradli. Zresztą nie ma tam nic ważnego, pieniądze i dokumenty mam przy sobie. – Małgosia spuściła wzrok na swój dekolt.

Marta pokręciła głową i rozejrzała się. Wszyscy byli zajęci sobą, nikt na nie nie zwracał uwagi.

Małgosia ułożyła torbę na walizce i spojrzała pytająco na byłą przyjaciółkę.

– Gdzie chcesz iść? – spytała z westchnieniem Marta.

– Nadal się na mnie gniewasz? Chciałam cię prosić… Mogłabym u ciebie zostać kilka dni, dopóki nie wynajmę mieszkania? – Małgosia przygryzła wargę.

„No i bezczelność. Zabrala mi chłopaka, a teraz chce u mnie mieszkać. Powinnam była od razu się wyłączyć…” – pomyślała Marta.

– Chodź – powiedziała i skierowała się do wyjścia.

Małgosia coś mówiła, pytała, ale Marta nie odpowiadała, udając, że skupia się na omijaniu ludzi i bagaży. W końcu tamta też zamilkła, sapiąc z wysiłku, żeby nadążyć.

– Myślałam, że mieszkasz w centrum. Nawet nie wygląda jak Warszawa – powiedziała rozczarowana, gdy Marta zaprowadziła ją do swojego małego mieszkania. – Nie martw się, wynajmę coś i się wyprowadzę. Zresztą mieszkasz sama? W przedpokoju stoją męskie kapcie.

„Zauważyła. Trzeba było sprzątnąć” – pomyślała Marta, ale powiedziała tylko:

– Mieszkam sama, to dla gości.

Małgosia rzuciła się na kanapę i wyciągnęła długie nogi.

– Jestem w Warszawie! Nie mogę uwierzyć.

Marta zagotowała wodę, wyjęła z lodówki chleb i wędlinę, zaczęła robić kanapki.

– Masz może wino? Wypijemy za spotkanie – zaproponowała Małgosia.

Marta wyjęła z lodówki niedopitą butelkę, postawiła dwa kieliszki.

Małgosia piła, nie zauważając, że Marta tylko przytknęła usta do szkła, i opowiadała. Z Kubą rozwiodła się niedługo po ślubie. Z wyglądu przystojny, ale charakter okropny. Drugi mąż był dużo starszy, ale nie kochała go, wyszła dla pieniędzy. Zdradziła go z kierowcą i została wygoniona z domu. Rozwód wyczerpał ją, ale zostawił jej trochę pieniędzy. Postanowiła jechać do Warszawy i zacząć od nowa.

– Ty to masz szczęście, że od razu po szkole tu pojechałaś. W naszym zadupiu nic się nie dzieje. Nuda…

Jechać do Warszawy na studia księgowe wcale nie było Marcie konieczne. Z Kubą przyjaźnili się od pierwszej klasy liceum. Przed maturą planowali ślub po tym, jak Marta skończy technikum. A po balu Małgosia upiła Kubę i przespała się z nim. Potem powiedziała, że jest w ciąży, co okazało się kłamstwem. Ale Kuba nie wiedział i ożenił się z nią.

Marta popłakała się i postMałgosia próbowała jeszcze kilka razy się odezwać, ale Marta już nigdy więcej nie odpowiedziała, bo zrozumiała, że prawdziwych przyjaciół poznaje się nie w chwilach radości, ale wtedy, gdy odchodzą, nie zostawiając za sobą nawet żalu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − 15 =

Przyjaciółka