Dziennik, sobota, 6 maja
Właśnie zamknęłam plik i wysłałam go na służbowy mail. W poniedziałek w biurze wydrukuję, podbiję pieczątkę i złożę raport. Koniec! Wolność!
Pracuję jako księgowa w małej firmie w Warszawie. Obłożenie duże, ale pensja przyzwoita, a biuro mam dwa kroki od domu – nie tracę czasu na dojazdy, nie muszę się tłuc w zatłoczonej komunikacji w godzinach szczytu. Spaceruję, oddycham świeżym powietrzem.
Zespół księgowych to same kobiety. Nie zaprzyjaźniłam się z nikim specjalnie. Większość ma rodziny, dzieci, a ja jestem sama. Jeśli proszą o pomoc, żebym wzięła na siebie część czyjejś pracy, nie odmawiam. Pracuję wieczorami i weekendami, jak dziś.
W sobotę wstałam wcześnie, od razu siadłam do laptopa, jeszcze raz sprawdziłam wszystko i wysłałam plik. Teraz mogę się ogarnąć, zjeść śniadanie, a potem… Zastanowić, co dalej. Przerwał mi dzwonek telefonu.
„Krysia, cześć!” – usłyszałam czyjś radosny kobiecy głos.
„Cześć…” – odpowiedziałam ostrożnie. „Kto mówi?”
„No co ty? To ja, Magda!”
„Magda?” – powtórzyłam niedowierzająco. „Jesteś w Warszawie?”
„Jeszcze nie, ale zaraz będę” – roześmiała się.
Zamarłam. Ostatnią osobą, której się spodziewałam, była moja szkolna przyjaciółka. Po jej zdradzie piętnaście lat temu nie miałyśmy kontaktu. Żałowałam, że nie zmieniłam numeru.
„Krysia, nie mam w Warszawie nikogo oprócz ciebie” – przerwała ciszę Magda. „Możesz mnie przyjąć? Proszę. Rozwiodłam się z Tomkiem. Chcę zacząć od nowa.” Głos miała cichy i winny.
Nie chciałam jej widzieć. Ale tyle lat minęło, dawno to przeżyłam i puściłam w niepamięć. No i ciekawość – co słychać w rodzinnym mieście. No dobrze. Spotkam, odprowadzę, gdzie trzeba, i koniec.
„O której twój pociąg?” – zapytałam bez entuzjazmu.
„Za dwadzieścia minut. Przyjedziesz?” – w głosie Magdy zabrzmiała nadzieja.
„Autobusem + metro – zejdzie mi z godzina. Poczekasz? Nie ruszaj się z głównej hali.” Słuchałam własnych słów i nie wierzyłam, że naprawdę zamierzam jechać po nią.
„Będę czekać” – obiecała.
Westchnęłam, spojrzałam na zimny czajnik, umyłam się, nałożyłam lekki makijaż, ubrałam i wyszłam. Mieszkam w małym kawalerku na warszawskim Ursynowie. Dla jednej osoby wystarczy, a tanio.
W głównej hali dworca poczułam dezorientację. Jak w tłumie odnajdę Magdę? Widziałam ją ostatnio piętnaście lat temu – czy w ogóle ją rozpoznam? Szłam środkiem, żeby była mnie łatwiej zauważyć.
„Krysia!” – usłyszałam znajomy głos.
Spod kiosku poderwała się rozpoznawalna, ale inna Magda. Przytyła, rozjaśniła włosy, mocny makijaż postarzał ją, ale od razu wiedziałam, że to ona.
Podbiegła i gwałtownie mnie objęła.
„Nareszcie. Już myślałam, że padnę.” Wzięła mnie pod rękę i pociągnęła w stronę kiosku, gdzie stała jej walizka na kółkach i ogromna torba.
„Nie można tak zostawiać rzeczy, mogły zniknąć” – powiedziałam, tylko po to, żeby coś powiedzieć.
„Nie ukradli. Zresztą nic tam nie ma, dokumenty i pieniądze mam przy sobie.” Magda spojrzała na swój dekolt.
Pokręciłam głową. Wokół każdy zajęty był sobą.
Magda ułożyła torbę na walizce i spojrzała pytająco.
„Gdzie musisz się zatrzymać?” – spytałam z rezygnacją.
„Wciąż się gniewasz? Chciałam cię prosić… Mogłabym u ciebie pospać kilka dni, aż wynajmę mieszkanie?” – przygryzła wargę.
*No bezczelność. Odebrała mi chłopaka, a teraz chce się wprowadzić. Powinnam odmówić, nawet nie odbierać…*
„Chodź” – powiedziałam i skierowałam się do wyjścia.
Magda coś mówiła, pytała, ale udawałam, że uważnie omijam innych pasażerów. W końcu i ona zamilkła, tylko sapała z tyłu, żeby nie odstawać.
„Myślałam, że mieszkasz w centrum. Nawet nie wygląda jak Warszawa” – powiedziała rozczarowana, gdy wprowadziłam ją do swojego małego mieszkanka. „Nie martw się, szybko znajdę coś i wyjdę. Mieszkasz sama? W przedpokoju stoją męskie kapcie.”
*Zauważyła. Trzeba było schować.* – „Mieszkam sama, to dla gości.”
Magda rzuciła się na kanapę i wyciągnęła długie nogi.
„Jestem w Warszawie! Nie wierzę.”
Zagotowałam wodę, wyjęłam chleb i wędlinę, zaczęłam robić kanapki.
„Masz wino? Wypijemy za spotkanie” – zaproponowała.
Wyciągnęłam otwartą butelkę, nalałam do dwóch szklanek.
Magda piła, nie zauważając, że ja tylko przytknęłam szklankę do ust, i opowiadała. Z Tomkiem rozwiodła się zaraz po ślubie. Z wyglądu przystojny, ale charakter okropny. Drugi mąż był starszy, ale go nie kochała – wyszła dla pieniędzy. Zdradziła go z kierowcą i została wyrzucona z domu. Rozwód wykończył ją, ale przynajmniej miała trochę gotówki. Postanowiła zacząć od nowa w Warszawie.
„Dobrze zrobiłaś, że od razu po szkole stąd wyjechałaś. W naszym zadupiu tylko nuda…”
Nie musiałam jechać do Warszawy, żeby skończyć kurs księgowości. Z Tomkiem przyjaźniłam się od pierwszej klasy liceum. W przeddzień matury planowaliśmy ślub po moich studiach. A po balu Magda upiła go i przespała się z nim. Potem kłamała, że jest w ciąży. Tomek nie wiedział prawdy i się z nią ożenił.
Płakałam, ale postanowiłam wyjechać. Nie byłam orłem, nie ciągnęło mnie na uczelnię. Trzeba było szybko zdobyć zawód i zarabiać. Nie można wiecznie żyć na garnuszku rodziców. Gdy prawda wyszła na jaw, Magda z Tomkiem się rozwiedli.
„Nic, córeczko. Nie wpuszczaj Magdy z powrotem do życia. A Tomek… Skoro tak łatwo cię zastąpił, to znaczy, że nie kochał. Lepiej, że stało się to przed ślubem.”
Siedząc w kuchni i słuchając Magdy, przypomniałam sobie słowa mamy. Cieszyłam się, że nie wspomniałam jej oNastępnego dnia, gdy Krysia wróciła do domu, z ulgą odkryła, że w powietrzu nie unosi się już ciężki zapach perfum Magdy, a na kanapie leżała tylko jej własna, znoszona książka – życie wreszcie wracało do normy.



