Przez długi czas, mieszkałem za granicą. Wróciłem rok temu i zadzwoniłem do przyjaciół. Niektórych już nie było, niektórzy wyjechali tak jak ja. Kuba zaprosił moją żonę i mnie, do swojego domu na przedmieściach, żeby się pochwalić, a jednocześnie posiedzieć w ciepłej, przytulnej atmosferze. Po wyjeździe za granicę, nie straciłem kontaktu z przyjaciółmi. Media społecznościowe ułatwiają utrzymywanie kontaktu z dowolnego miejsca na świecie. Wiedziałem więc, że mój kolega z klasy, budował dom przez długi czas. On i jego żona, zainwestowali całą swoją energię i pieniądze w budowę.
Mieszkali nawet w dwupokojowym mieszkaniu z rodzicami i dwójką dzieci. Znosili ciasne warunki w imię swojego celu. Dom był imponujący, miał trzy piętra. Został zbudowany w przemyślany sposób, jest ogrzewanie podłogowe, cztery sypialnie, salon, kuchnia z jadalnią, sala bilardowa, łazienka na każdym piętrze i przytulne, czyste podwórko. Kryty basen jest wciąż w budowie. Po zwiedzeniu domu, zostaliśmy zaproszeni do stołu. W kominku paliło się drewno, astmosfera była przytulna. Stół był przepełniony smakołykami. Gospodyni, Magda, dała z siebie wszystko, ale wtedy zauważyłem, że ręka Kuby się trzęsie.
Wiem, że mój przyjaciel jest absolutnym abstynentem i daleko mu do zniedołężnienia.
– Co jest nie tak z Twoją ręką? – Zapytałem go.
– To się nazywa budowa i jej konsekwencje – odpowiedział Kuba.
– Nie zbudowałeś tego sam. Zatrudniłeś firmę budowlaną. Skąd się biorą konsekwencje? – zastanawiałem się dalej.
– Pewnego dnia, przyszedłem i zobaczyłem, że konstrukcja dachu, lekko się zawaliła. Straciłem więc do nich zaufanie i zacząłem uważnie monitorować proces. Przychodziłem prawie codziennie, bez względu na pogodę. Nosiłem cegły, worki z cementem, wspinałem się do wszystkich zakamarków. Poślizgnąłem się i złamałem rękę.- Powiedział przyjaciel.
„Więc budowa nie jest taka prosta, jak się wydaje” – pomyślałem, patrząc na dom i wyobrażając sobie siłę, pracę i środki, które trzeba zainwestować, aby uzyskać takie piękno.



