Z okazji swoich dziewiętnastych urodzin, mój dobry znajomy utworzył wcześniej rozmowę online, do której dodał mnie oraz kilku swoich kolegów z klasy i dawnych znajomych, tak że w rozmowie z nim uczestniczyło około dziesięciu osób. Przypomniał nam o swoich urodzinach i powiedział, że chciałby się z nami spotkać w pewnej restauracji o określonej godzinie. Rzucił też zdjęcie menu, pytając, na co mamy ochotę.
Uczestnicy rozmowy rozpoczęli dyskusję, której nie śledziłem. Wybrano coś tam, opracowano wstępne menu, przygotowano napoje, przekąski i dania główne.
Minęło około pół godziny, gdy mój kolega na czacie zrobił zrzut ekranu kalkulatora, na którym obliczył sumę całkowitą, a następnie sumę rabatu dla solenizanta. Podzielił je między wszystkich oprócz siebie i podał nam numer karty, na której mamy zarezerwować stolik.
W ogóle tego nie rozumiałem. Dlaczego miałbym chcieć wesprzeć jego imprezę? I tak musiałem przynieść jakiś prezent, a w restauracjach taniej było zapłacić za siebie lub zjeść w domu.
Jakoś tak się u nas przyjęło, że ten, kto zaprasza, zapewnia jedzenie i wodę, a goście przynoszą prezenty. To trochę za drogo płacić za restaurację i jeszcze przynosić prezenty.
Nie wiem, jak inni się z tym czują, bo nie potrafię wejść im do głowy, ale napisałem mojemu przyjacielowi, że jestem zajęty i nie przyjdę. W ten sposób dam mu prezent.



