PRZYCZEPA – Twój niezawodny partner na polskich drogach

PRZYCZEPA
Kamil miał już dosyć szalonych imprez, przelotnych romansów i niekończących się randek.
Gdy tylko poznał wesołą, zwyczajną, a jednocześnie bystrą Jagodę, od razu poczuł, że właśnie ona jest tą jedyną.
Poszli razem do kawiarni na Rynku Głównym w Krakowie, wysłuchali ulicznych grajków, rozmawiali o jego karierze w bankowości i o jej pasji do współczesnej poezji.
Gdy odkryli, że oboje wolą sałatkę jarzynową z jabłkiem, wiedzieli czas by przejść na kolejny etap.
Jako miejsce rozwoju nowych relacji wybrali mieszkanie Jagody.
Zaprosiła go na kolację.
Kamil założył swoją najlepszą, świeżo wyprasowaną koszulę, ogolił się, nauczył się kilku przedziwnych wierszy ulubionego przez Jagodę poety Różewicza, kupił jej bukiet frezji i butelkę dobrego czerwonego wina.
Szedł na spotkanie lekki jak piórko i całkowicie wyluzowany.
W jego przekonaniu wieczór zapowiadał się dokładnie tak, jak przewidywał zaskoczeń nie planowano.
Wszystko sobie przemyślał.
Wszystko poza słowami: Dobry wieczór, jestem Szymon.
Mama się kąpie, proszę wejść.
Kamil zamarł.
Patrzył na niego z góry masywna, dziecięco-męska twarz chłopca.
Dłoń Szymona była tak wielka, że z łatwością objęłaby głowę Kamila.
Najpierw Kamil pomyślał, że pomylił mieszkania.
Ale gdy Szymon kichnął tak głośno i dziwacznie, nie otwierając ust i zatykaąc nos palcami zupełnie jak robiła to Jagoda Kamil już wiedział, że trafił tam, gdzie trzeba.
Jego nastrój runął w przepaść, wino jakby zaczęło kwaśnieć, a kwiaty nagle straciły świeżość.
Wszedł dalej i spojrzawszy na adidasy Szymona, aż gwizdnął z wrażenia.
Mógłby je założyć na własne buty i nadal wyglądałyby na dwa rozmiary za duże.
Jagoda sięgała mu ledwie do klatki piersiowej.
Przez chwilę Kamil żałował, że złoty pierścionek czy obrączka nie miałby podobnych właściwości przez lata powiększyłby się tak, jak rośnie dziecko.
Rozważając to, poszedł do kuchni, gdzie stoł już był zastawiony, a Szymon zmieniał firanki bez używania stołka.
Pięć minut i wychodzę!
usłyszał zza łazienkowych drzwi głos Jagody.
Po pięciu powtórzeniach piątki minęło wreszcie tyle czasu, ile trzeba.
Jagoda wyszła z łazienki w eleganckiej sukni, z twarzą rozświetloną makijażem, ale widząc skwaszoną minę Kamila, od razu domyśliła się, o co chodzi.
Cały romantyzm gdzieś wyparował.
Bez słowa nałożyła jedzenie sobie i gościowi, sama nalała wino i zaczęła jeść, nie czekając na Kamila.
Dlaczego nie powiedziałaś, że masz dziecko?
wydukał zawiedziony Kamil.
Przestraszyłeś się przyczepy?
uśmiechnęła się smutno.
To nie przyczepa to istny skład towarowy!
wymsknęło się Kamilowi.
Duży jest, co?
Wdał się w tatę.
Ten mój były to olbrzym spod Suwałk.
Jeszcze wyższy od Szymka.
Gołymi rękami łapał dziki.
A gdzie on teraz?
przełknął ślinę Kamil.
W trasie.
Pojechał z tym swoim dzikiem występować po Polsce.
Czasem pisze listy.
Przysięgam, ta bazgranina wygląda jakby to faktycznie dzik nam pisał.
Tyle że on ma więcej skrupułów.
A ile Szymon ma lat?
Kamil wskazał głową w stronę korytarza.
Czternaście.
Niedawno odebrał dowód.
Siłą?
Bardzo śmieszne.
Dalsza rozmowa się nie kleiła.
Milcząc, zjedli, co było na stole.
Można dokładkę mięsa?
Kamil podał talerz.
Smakuje?
Najlepsze, jakie jadłem Co to za mięso?
Dziczyzna.
Szymon sam przyrządził.
Niezły z niego kuchmistrz!
Po ojcu.
Dostał w spadku starą książkę kucharską, zestaw noży, wędki, ponton i mnóstwo innego żelastwa.
Ponton?
Kamil poczuł uciekające śliny.
No.
W piwnicy trzymamy.
Jak się zmieści, bo Szymon jest zapalonym wędkarzem.
Zadzwonił telefon.
Jagoda przeprosiła i poszła odebrać rozmowę.
Chyba już czas się zbierać pomyślał Kamil.
Nie miał tu już czego szukać.
Kamil, słuchaj, taka sprawa…
Jagoda wróciła do kuchni roztrzęsiona.
Zawaliła się instalacja wodna w pracy.
Mogłbyś zostać z Szymonem na parę godzin?
Ja?
Z Szymonem?
Po co?
nie ukrywał zdziwienia Kamil.
Jest niepełnoletni, nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć.
Zresztą, różni ludzie chodzą po mieszkaniach…
Boisz się, że go porwą?
Sprawa jest prosta zapłacę Ci za stracony wieczór i usługę niani, a potem nie będę Cię więcej nachodzić, okej?
A co z nim mam robić?
Oj, dogadacie się.
Chłop do chłopa, pogadacie na swoje tematy.
Ja lecę.
Jagoda nie poczekała nawet, aż odpowie.
Wybiegła z domu, dalej z mokrymi włosami.
Kamil chwilę przesiedział na kuchennym krześle, wyssał całą baterię z telefonu, dokończył mięso i dopił resztkę wina.
Jagody długo nie było.
Podszedł pod drzwi do pokoju Szymona i usłyszał znajome, ledwie wyczuwalne dźwięki.
No nie, to niemożliwe, pomyślał i zapukał.
Otwórz.
Kamil wszedł delikatnie do środka.
Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy ogromna tarcza do rzutek z wbitymi w nią nożami i strzałkami.
Na ścianie, co ciekawe, nie było żadnej dziury widocznie celny był zawsze.
Pod oknem gramofon, a z głośnika cicho leciał Iron Maiden, którego Kamil uwielbiał.
Sam Szymon siedział w rogu, naprawiając sprzęt wędkarski.
Pokój pełen był trofeów, pod sufitem zwisał worek bokserski, obok telewizora leżała nowa konsola.
Niezłe gniazdko ci mama urządziła Kamil zagwizdał z zazdrości.
O takim pokoju marzył niegdyś sam dla siebie.
Sam sobie urządzam, latem pracuję rzucił chłopak i Kamilowi zrobiło się lekko głupio.
Już miał przed oczami Jagodę dźwigającą ciężary dla swojego syna, a on tu radził sobie lepiej niż niejeden dorosły.
Masz może ładowarkę do telefonu?
zapytał, pokazując swoją.
Przy pociągu stoi odparł Szymon.
Przy pociągu?
Kamil myślał, że źle słyszy, ale widząc na środku pokoju potężną, rozłożystą makietę, oniemiał.
Sam zbudowałeś?
spytał z szacunkiem, jakby zakłócając czar.
Tak.
Wszystko na raty kupuję, chcę dorobić drugi poziom i mosty.
Ostatnio przyszła paczka z nowymi torami, ale jeszcze nie miałem czasu rozłożyć.
Kamila ogarnął gorący przypływ dumy i podziwu.
A włączysz mi pociąg?
Jasne, moment Szymon odstawił sprzęt i jednym krokiem przeszedł cały pokój.
***
Jagoda wróciła dopiero po godzinie.
Była niemal pewna, że Kamil już uciekł, więc pobiegła prosto do pokoju syna, gdzie zastała ich obu nad makietą kolejek.
Patrząc na nich, nie wiadomo było, który z nich jest starszy.
Kamil, już czas się zbierać szepnęła.
Ale mamo…
O rany!
poderwał się Kamil.
Która godzina?
Dziesiąta trzydzieści ziewnęła wyczerpana Jagoda.
Ja rano znów do awarii, muszę iść spać.
Odprowadziła Kamila do drzwi, dając mu przy tym kopertę z drobnymi.
Ja od kobiet pieniędzy nie biorę odparł Kamil z godnością.
Dziękuję, że przypilnowałeś mojej przyczepy.
Uśmiechnął się krótko i wyszedł.
***
Hej!
Wiesz co…
chciałbym jeszcze odwiedzić was kiedyś zadzwonił Kamil kilka dni później.
Słuchaj, mam mega zamieszanie w pracy, nie mam głowy do randek, a po naszej ostatniej wizycie…
Ale ja bym chciał…
do Szymona wpaść.
Do Szymona?!
zaskoczyła się Jagoda.
No.
Może potrzebujesz, żeby z nim posiedzieć czy popilnować trochę?
Nie wiem…
Trzeba się go zapytać.
Już go spytałem.
Jest za.
Kupiłem mu nową grę na Xboksa, posiedzę z nim cicho, a ty sobie załatwisz swoje sprawy.
Dobrze.
Przyjdź dziś.
Tego wieczoru Kamil pojawił się u Jagody w zupełnie innym wydaniu: żadnej koszuli, perfum, żadnych wymuszonych spojrzeń.
Tylko czarny t-shirt z logo ulubionego zespołu, plecak wypchany chipsami i colą, a na twarzy szczeniacki uśmiech.
Tylko bądźcie cicho, za chwilę mam wideorozmowę Jagoda przywitała go w szlafroku, z maseczką na twarzy i zapachem cebuli unoszącym się w kuchni.
Kamil skinął głową i wszedł do Szymona.
Wieczorem trudno było ich rozdzielić kłócili się o filmy Koterskiego i Smarzowskiego, z pasją podważali swoje argumenty, chcąc rozstrzygać spór podczas sześciogodzinnego kinomaratnu.
Dopiero Jagoda sprowadziła obu na ziemię i wyprosiła Kamila za drzwi.
Nie zapomnij w sobotę zanętę kupić!
Szymon krzyknął z pokoju.
Zanętę?
Jagoda spojrzała wnikliwie na Kamila.
Idziemy na szczupaka.
Znam sklep z super zanętą.
Tak się cieszę, wieki nie byłem na rybach.
Przyjaciele, nie ma co…
A ze mną nie chcesz spędzić czasu?
Możesz iść z nami pokroisz kanapki.
Dobre sobie.
Idźcie, idźcie na ryby zaśmiała się Jagoda, wypychając go przez drzwi.
I dobrze, niech dziecko ma zajęcie.
***
Minął miesiąc.
Jagoda poświęciła się pracy, nie miała nawet czasu pomyśleć o sprawach sercowych.
Tymczasem Kamil i Szymon owocnie spędzali czas rozbudowali kolejkową makietę, pojechali na raki, przygotowali domowy kwas według wiekowej receptury.
Szymon nauczył Kamila obsługiwać się w lesie, a Kamil wdrożył go w tajniki flirtu nawet pomógł umówić się z dziewczyną z sąsiedniej klasy.
Spokój trwał do wieczoru, gdy ktoś zapukał do drzwi tak mocno, że spadł plafon z sufitu.
Jagoda otworzyła.
Zamiast powitania poczuła silny zapach pieczonego dzika.
Na progu stał jej były mąż i ojciec Szymona.
Wszystko zrozumiałem powiedział, klękając.
Nawet na kolanie patrzył jej na czubek głowy.
My z Rumcajsem mamy dość, chcemy rodzinnej ciszy.
Odkładałem złotówki, zabiorę was do rodzinnej wioski.
Ty rzucisz pracę, my z Szymkiem będziemy chodzić na ryby i polować.
Ha!
Zabawny jesteś.
Dziesięć lat cię nie było, teraz się obudziłeś.
Rumcajs też chce do rodziny?
Skąd!
Podpisał kontrakt z wytwórnią filmową za moimi plecami i poszedł w aktorstwo mruknął były.
A więc o to chodzi Jagoda skrzyżowała ręce.
Po prostu cię wystawili.
Nieważne!
Ważne, że przyszedłem po was!
Nie zdążył skończyć, bo do przedpokoju wyszedł Kamil w koszulce Jagody.
Jagoda, pożyczyłem twoją koszulkę, bo swoją zabru…
urwał, widząc sytuację.
Czy w tym domu ktoś potrafi skończyć zdanie?!
jęknęła Jagoda, patrząc na obu mężczyzn.
Kto to?
warknął były, unosząc pięść naprzeciw głowy Kamila.
To to bąknęła zdezorientowana Jagoda.
Tu do akcji wkroczył Szymon.
Sprawnie, jak na boksera przystało, wygiął rękę ojca za plecy i docisnął go do ściany.
To jest nasza przyczepa!
syknął Szymon.
Szymku!
Synku!
Przecież to ja, twój tata!
Jaka przyczepa?!
Ta, która pomaga nam z mamą wywieźć wszystko, co nam zostawiłeś!
Ale ja wam nic nie zostawiałem…
odezwał się, nagle pojmując znaczenie swoich słów.
Kamil i Jagoda stali w kącie, patrząc z niedowierzaniem na szamotaninę w przedpokoju.
Dobra, wystarczy zawył były, a Szymon w końcu odpuścił uścisk.
No, widać, że masz charakter po mnie.
Już możemy iść razem na dzika rozcierał rękę były.
Chodźmy jutro na polowanie.
Może uda się nam pogadać, odbudować relację?
Jestem twoim tatą.
Jagoda spojrzała niepewnie to na Kamila, to na byłego.
Zrozumiem powiedział Kamil i przygotował się do wyjścia.
Wybacz…
***
Nazajutrz ojciec i syn wyszli bladym świtem.
Szymon wrócił późnym wieczorem sam.
A gdzie tata?
zapytała zniecierpliwiona Jagoda.
Poszedł odparł, zdejmując buty.
Jak to poszedł?!
Po prostu tak?
Nie do końca pokręcił głową Szymon.
Z dzikiem pojechał.
Załadował go do przyczepy i ruszył trenować.
Znalazł nowego towarzysza do występów.
Mnie odstawił do miasta i odjechał.
O Boże, co za naiwna ze mnie kobieta Jagoda złapała się za głowę.
Muszę zadzwonić do Kamila sięgnęła po telefon.
Nie trzeba.
Właśnie się z nim żegnałem.
Odwiózł mnie do domu.
Jutro ma przyjść.
Ale przecież zostawiłeś telefon w domu!
Skąd wiedział, gdzie cię odebrać?
Powiedział, że śledził nas całą drogę.
Chciał być pewien, że wszystko w porządku.
Naprawdę tak powiedział?
Tak.
I dodał jeszcze, że się do nas doczepił i już raczej się nie odczepi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 + siedemnaście =

PRZYCZEPA – Twój niezawodny partner na polskich drogach