Przyjechali bez zaproszenia
– Popatrz na to! Nie można przyjeżdżać bez zaproszenia. Trzeba przed podróżą zadzwonić. Żeby się umówić. Nie warto mieszkać tam dłużej niż tydzień, bo, jak widać, są zmęczeni i chcą odpocząć. Dzieci mają tam lekcje. A my, jakby nie było, mamy urlop.
Wszystkie te myśli Zosia wyraziła swojej mamie.
– I nie mów. Zupełnie już, – potakiwała mama.
– Rozmawiałam wczoraj z tą… Klarą, – kontynuowała Zosia, – Powiedziała mi, że im „nie pasuje” gościć nas w maju. Dzieci mają zajęcia, ona i Michał pracę.
– Coś odpowiedziałaś?
– Oczywiście. Mogli przecież wziąć urlop.
– A ona?
– Poinformowała, że urlop mają w lipcu, że na zmianę terminów jest za późno, że gdzieś jadą. Oni nie chcą anulować swojego urlopu, a my musimy się dostosować.
Nikt z domowników nie próbował wytłumaczyć Zosi i jej mamie, że inni ludzie też chcą odpocząć. I tak nie miałoby to sensu.
– Co ci mówiłam? Weźcie torby i jedźcie. Będą musieli się na to zgodzić, gdy już tam będziecie. Nigdzie się nie wymigają.
– To prawda, ale chcielibyśmy, by nas oczekiwali…
Głównie mówili o Klarze, a nie o Michale. Michał, rzecz jasna, wszystko rozumiał, ale najczęściej zgadzał się ustąpić.
– Jak zamieszkał z tą Klarą, to inny człowiek. Trzeba się dogadywać, – nie przestawała Zosia.
– Wszystko przez nią.
– No pewnie. Na Michała można wpłynąć, na Klarę – nie.
W planach Zosi były w majówkę odwiedziny w stolicy i zabawa. Chcieli się zatrzymać u kuzyna Michała. Chciał tego czy nie – to dla nich nieważne. Oni chcieli. Zadzwonili, porozmawiali, a Klara, jego żona, potrafiła wyjaśnić, że to niemożliwe. Wtedy Zosia się zdenerwowała.
– Nie słuchaj. Po prostu się pakujcie.
– Zadzwonię jeszcze raz.
Nowa rozmowa nic nie zmieniła.
Klara bardzo uprzejmie, ale stanowczo oznajmiła, że w majówkę są zajęci. Dzieci mają dodatkowe zajęcia, a oni wspólny wyjazd. Poza tym brak im funduszy na gości.
– Mówią, że wyjeżdżają, – powiedziała Zosia swojej mamie.
– Nie wierz. Celowo tak mówi.
W ich rodzinie Klary generalnie nie lubili. Jak tylko się pojawiła, Michał zaczął mieć swoje zdanie. Wcześniej można go było na wszystko namówić. Teraz trzeba było dyskutować.
– Myślisz?
– Oczywiście. Nawet się nie martw. Jutro zaczynaj pakować rzeczy. W sobotę – na pociąg. Przyjmą was w domu, nie będą mieli innego wyboru, więc na pewno was wpuszczą.
Były wątpliwości, oczywiście. Zosia to cała jej mama. Ale nawet ona kwestionowała, czy warto jechać do ludzi, którzy wyraźnie powiedzieli, że nie mają możliwości spotkać się.
– Nie mają chęci. Ale możliwość się znajdzie, – jakby czytając myśli, powiedziała mama, – Widzę, że masz wątpliwości. Chcesz wypocząć? Wypoczywaj. Poza tym rzecz nie tylko w tobie. Irena i Aleks też chcą odpocząć, podobnie jak twój mąż. Więc nie wahaj się. Przyjedziecie – nie będą mieli wyboru.
– Dobrze.
Wszystko było już zaplanowane. Dlatego mama zdołała przekonać Zosię. Dziewczyna nie zaprzeczała, że taki wariant jej odpowiada. Im trzeba. Reszta jakoś wytrzyma.
***
Stojąc przed okazałymi drzwiami mieszkania Klary i Michała z torbami, Zosia wybierała numer. Dlaczego do tej pory nikt nie otworzył?
– Cześć. Gdzie jesteście? – zapytała Zosia, ponownie naciskając przycisk dzwonka.
– Cześć. W sensie? Właśnie wybieramy się na ryby.
– Na jakie? Przecież u was rzeki nie ma.
– Jak to? I rzeka, i jezioro. Świetny hotel. Dokładnie to, czego chcieliśmy. Wieczorem będzie program rozrywkowy.
– Nie jesteście w domu?
– Klara mówiła wam. Przy mnie. Tak, na pewno pamiętam.
Oczywiście, Zosia pamiętała. Ale nie przypuszczała, że to prawda.
– Przyjechaliśmy do was. Stoimy przed drzwiami. Co mamy teraz zrobić, skoro najpierw zaprosiliście, a potem sami wyjechaliście?
– Przepraszam, ale my wcale nie zapraszaliśmy.
– Jaka różnica? My tu jesteśmy.
– Znajdźcie sobie hotel. Przepraszam. Ale naprawdę mówiliśmy, że nie możemy was gościć.
Dalsza rozmowa się nie odbyła. Zosia była pewna, że Klara i Michał źle postąpili.



