Mam na imię Adam. Mam 65 lat. Od 34 lat jestem żonaty z Krystyną. Przez większość życia byliśmy zgodną parą, ale ostatnio wszystko się zmieniło. Niedawno zakochałem się w innej kobiecie. Czuję się zagubiony i nie wiem, jak dalej żyć.
Krystyna ma 62 lata. Mamy dorosłego syna, Bartosza, który założył własną rodzinę i ma już dwie córki; przez to wszyscy rzadko się spotykamy. Od kiedy Bartosz wyfrunął z domu, zauważyłem, że z Krystyną zaczęło nas coraz mniej łączyć. Każde z nas zaczęło żyć swoim życiem.
Po przejściu na emeryturę próbowałem ożywić nasz związek, namawiając Krystynę, żebyśmy kupili niewielki domek na Mazurach. Marzyło mi się spokojne życie na łonie natury. Krystyna podeszła do tego pomysłu bez entuzjazmu, ale w końcu się zgodziła. Latem przenieśliśmy się do naszego domku. Ja byłem zachwycony możliwością pracy w ogrodzie i codziennym kontaktem z przyrodą, podczas gdy Krystyna wolała zostać w domu, czytać powieści i oglądać seriale w telewizji. Zawsze, gdy prosiłem ją o pomoc przy warzywach czy kwiatach, odmawiała, tłumacząc się złym samopoczuciem. Wszystkie obowiązki spadły na mnie.
Gdy nastała jesień, wróciliśmy do Warszawy. Krystyna była szczęśliwa, ja wręcz przeciwnie. Szybko podjąłem decyzję spakowałem się i powróciłem na Mazury. Tam naprawdę czułem się na swoim miejscu. Od tej pory żona została w mieście, a my widujemy się tylko od święta.
Na wsi poznałem Jolantę, 60-letnią wdowę o pogodnym usposobieniu. Początkowo traktowaliśmy się ze sporą rezerwą, ale z czasem narodziło się między nami ciepłe uczucie. Każde spotkanie z Jolantą cieszy mnie coraz bardziej. Myślę o rozwodzie, ale bardzo obawiam się reakcji Bartosza. Póki co mówię Krystynie, że jestem pochłonięty pracą na działce i opieką nad domem, ale prawda jest taka, że dużą część czasu spędzam z Jolantą.
Krystyna nadal nie wie o moim uczuciu. Wciąż nie potrafię podjąć decyzji, czy uczciwie wszystko powiedzieć i pójść za głosem serca, czy trwać w dotychczasowym życiu. Boję się skrzywdzić rodzinę, lecz nie chcę żyć wyłącznie z poczucia obowiązku.
Ostatecznie jednak wiem, że szczęście każdego człowieka leży w szczerości wobec siebie i innych tylko żyjąc uczciwie i otwarcie, można odnaleźć prawdziwy spokój ducha. Nawet najtrudniejsze wybory stają się prostsze, gdy są podejmowane z serca i w zgodzie z własnymi wartościami.



