— Dziś rozmawiałam z Jadwigą. Wyobraź sobie, Krzysiek znowu się ululał — powiedziała Danuta, gdy telewizor wypełniła reklama, przerywając serial na drugim kanale.
Spojrzała na męża. Leżał półsiedząc, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem śledził reklamowy przekaz.
— Władek, słyszysz mnie? Krzysio znowu się zagubił — powtórzyła, nie doczekawszy się odpowiedzi.
— Słyszę. A ciebie to co? — odparł.
— Jak to co? Jadzia to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Krzysiek nic ci nie mówił? — dopytywała ostrożnie Danuta, wpatrując się w jego profil.
— Nie musi mi się spowiadać. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, mówiąc szczerze, to histeryczka. Ja też bym od takiej uciekał. I dość już o tym. Serial się zaczyna.
— Ach tak? To on ci tak powiedział? Jadzia jest winna. U was zawsze kobieta za wszystko odpowiada, byle tylko usprawiedliwić swoją karierę kobieciarza. A kto ją taką zrobił? Całe życie ugania się za spódnicami. — Danuta mocno zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.
— Słuchaj, ja cię też często krytykuję. Ile razy ci mówiłam, żebyś buty wycierał przed wejściem? Wnosisz całe błoto do mieszkania. Wanny po sobie nie spłukujesz… Czy ja też jestem histeryczką? Może i ty łazisz na boku? Dla towarzystwa? — Danuta wpiła wzrok w męża.
— No i zaczęło się. Dogoniłaś i mnie. — Władysław odsunął kołdrę i wstał z łóżka. — Resztę serialu oglądam w kuchni.
— Po prostu żal mi przyjaciółki — rzuciła Danuta w plecy mężowi.
— Mieli taką miłość. Właził do niej przez okno na drugie piętro z kwiatami. I czego wam brakuje, facetów nie starcza? — krzyknęła w stronę otwartych drzwi.
— Dopóki się staracie, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, kochaniami. A jak tylko znajdziecie sobie lżejszą kobietę, od razu stajemy się histeryczkami — mówiła sama do siebie, jakby mógł ją usłyszeć. — Ile razy Jadzia mu przebaczała? Pierwszy raz klęczał, przysięgał na wszystko, że nigdy więcej nie spojrzy w stronę innej, łzy lał. Dla dzieci przebaczyła. Nie, Krzysiek to dobry człowiek. Tylko duszę jej wypruł. Chyba dopóki mu nie odpadnie, tak będzie ciągle uciekał… — Danuta zamilkła i nadsłuchiwała. Z kuchni nie dobiegał żaden dźwięk.
„A może Władysław też mnie zdradza? Czemu tak się zirytował? Dotknęłam czułej struny? Nie, on jest leniwy. Krzysiek choć dba o siebie, chodzi na siłownię. A mój już ma brzuch, łysina się zarysowuje…”
Lecz zasiane w jej duszy zwątpienie nagle wypuściło pędy niepokoju. Danuta już nie patrzyła na ekran, straciwszy zainteresowanie serialem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i podeszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, założywszy nogę na nogę, i palił, kierując strumienie dymu w uchylone okno. Powiało przeciągiem, a Danuta wzdrygnęła się.
— Dlaczego nagle zapaliłeś?
Mąż drgnął, słup popiołu opadł na stół.
— Tfu, przestraszyłaś mnie. — Władysław zdmuchnął popiół na podłogę. — Może ja też się martwię. W końcu z Krzyśkiem jesteśmy kumplami.
— To byś z nim porozmawiał. Nie wstyd mu przed dziećmi? Jaki przykład daje synom? — Danuta podeszła do okna, wzięła z parapetu popielniczkę i postawiła ją przed mężem.
— Czy on mnie będzie słuchał? Nie będę się wtrącał. To jego życie, wie, co robi. — Mąż zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.
— Chodźmy spać. — Minął żonę.
Danuta pokręciła głową, zgasiła światło i również udała się do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony do niej plecami. W telewizorze leciał już program z Krzysztofem Skórzyńskim. Danuta wyłączyła telewizor i światło, położyła się. Właściwie od kilku miesięcy zasypiali w ten sposób, odwróceni od siebie.
Poznali się w szczęśliwych studenckich latach, nie mogli się sobą nacieszyć. Dwa lata później wzięli ślub. Życie toczyło się zwyczajnie: kłócili się, godzili, szli dalej. Córka dorosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. O szczęściu Danuta nie myślała. A przecież była szczęśliwa. Przyjaciele się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją historię. A oni byli już razem dwadzieścia siedem lat, w małżeństwie dwadzieścia pięć. Ćwierć wieku.
Myśli wróciły do Jadwigi. W uszach wciąż brzmiał jej głos: „Za co on mi to robi? Wszystko dla niego zrobiłam. Dzieci urodziłam. A teraz ani młodości, ani męża, na stare lata sama zostałam…”
A po drugiej stronie łóżka Władysław leżał z otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie poruszyć.
Dwa dni później Władysław spóźnił się z pracy. Danuta się nie denerwowała. Zdarzało się to wcześniej. Przyczyn mogło być wiele: korki w godzinach szczytu, spotkanie ze znajomymi, pilna robota do skończenia. Po samym wyglądzie męża potrafiła odgadnąć powód spóźnienia. Jeśli wracał wesoły i podchmielony — znaczyło, że wpadł na kumpli, wspólnie wychylili po kieliszku. Skwaszony i zirytowany — problemy w pracy.
Wreszcie klucz dwukrotnie zaskoczył w zamku. Danuta słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłych sapań i pomruków. Potem przeszedł do kuchni.
Gdy weszła, Władysław siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na rozluźnionego — przeciwnie, przypominał ściśniętą sprężynę. Czuła jego nerwowe napięcie. Serce Danuty opadło. Niepokój obudził się w niej na nowo, jak tamtej nocy. Władysław wpatrywał się przed siebie, jakby ważył ważną decyzję.
— Coś się stało? — spytała cicho, podczas gdy lęk rozrastał się w niej, wypełniając ją całą, sącząc sięDanuta przygarnęła go mocniej, wiedząc, że wybaczy, bo w końcu prawdziwa miłość nie zna granic, nawet tych wyznaczonych przez zdradę.



