Dzisiaj rozmawiałam z Jadwigą. Wyobraź sobie, Jan znów się zabawiał – powiedziała Grażyna, gdy telewizor przerwał serial reklamami na drugim kanale.
Spojrzała na męża. Leżał półsiedząc, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem wpatrywał się w reklamę.
– Wiesiek, słyszysz mnie? Jan znów się zagubił – powtórzyła, nie doczekawszy się odpowiedzi.
– Słyszę. A tobie co? – odparł.
– Jak to co? Jadzia to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Jan ci nic nie mówił? – Grażyna przyglądała się profilowi męża.
– Nie musi mi się spowiadać. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, mówię ci szczerze, to histeryczka. Ja też bym od takiej uciekał. I koniec tematu. Serial się zaczyna.
– Aha, więc to ona jest winna? Kobieta zawsze u was wszystkiemu winna, byle tylko usprawiedliwić wasze psie charaktery. A kto ją doprowadził do tego stanu? Całe życie się włóczy. – Grażyna zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.
– Słuchaj, ja też cię często krytykuję. Ile razy mówiłam, żebyś wycierał buty przed drzwiami? Wnosisz całe błoto i piasek do mieszkania. Po kąpieli nigdy nie spłukujesz wanny… Więc i ja jestem histeryczką? Może też się zabawiasz? Dla towarzystwa? – Grażyna wbiła wzrok w męża.
– No i zaczęło się. Teraz na mnie kolej. – Wiesiek zrzucił kołdrę i wstał z łóżka. – Obejrzę odcinek w kuchni.
– Po prostu żal mi przyjaciółki – rzuciła Grażyna za odchodzącym mężem.
– Mieli taką miłość. Właził do niej przez okno na drugie piętro z kwiatami. I czego wam brakuje? Faceta w domu nie ma? – krzyknęła w stronę otwartych drzwi.
– Dopóki się staracie, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, kochanymi. A jak już znajdziecie sobie inną, od razu stajemy się histeryczkami – mówiła do siebie, jakby mąż mógł ją słyszeć. – Tyle razy Jadzia mu wybaczała. Pierwszy raz klęczał, przysięgał, że więcej nie spojrzy w stronę innej, łzy lał. Dla dzieci wybaczyła. Nie, Jan to dobry człowiek. Tylko duszę jej wypruł. Pewnie do śmierci będzie się włóczył… – Umilkła i nasłuchiwała. Z kuchni nie dochodził żaden dźwięk.
*A może Wiesiek też mnie zdradza? Dlaczego tak się poderwał? Trafiłam w czuły punkt? Nie, on jest leniwy. Jan przynajmniej dba o siebie, chodzi na siłownię. A mój już ma brzuch i łysinę się rysuje…*
Zasiało się w niej ziarno niepokoju. Grażyna już nie patrzyła na ekran, straciła zainteresowanie serialem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i poszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, założywszy nogę na nogę, i palił, wypuszczając dym w uchylone okno. Zawiało przeciągiem, a Grażyna wzdrygnęła się.
– A ty czemu nagle zapaliłeś?
Mąż drgnął, popiół strzelił na stół.
– Tfu, przestraszyłaś mnie – Wiesiek zdmuchnął popiół na podłogę. – Może i ja się martwię. W końcu Jan to mój kolega.
– To porozmawiaj z nim. Nie wstyd mu przed dziećmi? Jakie daje im wzorce? – Grażyna podeszła do okna, wzięła popielniczkę z parapetu i postawiła przed mężem.
– A on mnie będzie słuchał? Nie będę się wtrącał. To jego życie, wie, co robi. – Wiesiek zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.
– Chodźmy spać. – Minął żonę.
Grażyna pokręciła głową, zgasiła światło i też poszła do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony plecami. W telewizji leciał już program z Krzysztofem Skórzyńskim. Grażyna wyłączyła telewizor i światło, położyła się. Od kilku miesięcy zasypiali tak – odwróceni do siebie plecami.
Poznali się w szczęśliwych studenckich czasach, nie mogli się sobą nacieszyć. Pobrali się dwa lata później. Wszystko było jak u innych – kłótnie, pogodzenia, życie toczyło się dalej. Córka dorosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. Grażyna nie myślała o szczęściu. A przecież była szczęśliwa. Przyjaciele się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją historię. A oni byli razem już dwadzieścia siedem lat, dwadzieścia pięć w małżeństwie. Ćwierć wieku.
Myśli wróciły do Jadzi. W uszach wciąż brzmiał jej głos: *„Za co on tak ze mną? Wszystko dla niego zrobiłam. Dzieci urodziłam. A teraz ani młodości, ani męża, na starość sama zostałam…”*
A po drugiej stronie łóżka Wiesiek leżał z otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie poruszać.
Dwa dni później Wiesiek spóźnił się z pracy. Grażyna się nie denerwowała. Zdarzało się to wcześniej. Może korki, może spotkał znajomych, może musiał dokończyć projekt. Po samym wyglądzie męża potrafiła odgadnąć powód. Jeśli wracał wesoły i podpity, znaczyło to, że wpadli na jedno z kumplami. Jeśli ponury – problemy w pracy.
W końcu w zamku zaskrzypiał klucz. Grażyna słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłego stękania. Poszedł do kuchni.
Gdy weszła, Wiesiek siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na rozluźnionego – przeciwnie, przypominał ściśniętą sprężynę. Czuła jego nerwowość. W sercu Grażyny zawirowało. Niepokój, jak tamtej nocy, znów się obudził. Wiesiek wpatrywał się przed siebie, jakby ważył jakąś decyzję.
– Coś się stało? – spytała cicho, a niepokój rósł, wypełniał ją, sączył się z oczu. – Podgrzać kolację?
– Nie, jestem najedzony. – Wstał i, nie patrząc na żonę, wyszedł z kuchni.
Grażyna wyczuła ledwo zauważalny zapach perfum. Obcy, ale znajomy. Już go kiedyś czuła.
Czekała w salonie przed telewizorem, ale mąż nie wrócił. Zasnął? Weszła do sypialni. Wiesiek siedział na brzegu łóżka, w garniturze, ze splecionymi na kolanach dłoGrażyna westchnęła głęboko, wzięła go za rękę i powiedziała: „Wiesz co, Wisiu, może po prostu zaczniemy od nowa, ale tym razem bez głupich tajemnic i cudzych perfum.”



