Mama mojej żony, nie jest zbyt dobrą osobą, mówiąc wprost. Jest trudną osobą, niegrzeczną, zrzędliwą kobietą, która, jak dotąd, po cichu mnie nienawidzi. Czuję, widzę i słyszę to od czasu mojego zaangażowania i poślubienia żony Nataszy. Ona mnie nie lubi, to wszystko.
W ciągu dziesięciu lat naszego małżeństwa, słyszałem od niej różne przykre rzeczy i wiele razy wbijała mi nóż w plecy, ale nic nie mogłem na to poradzić – była moją teściową.
W pewnym sensie mogę ją zrozumieć, bo też mam córkę i trudno mi sobie wyobrazić, że pewnego dnia wyjdzie za kogoś za mąż i dobrze, jeśli wyjdzie za kogoś dobrego, a nie… Ale żeby być tak kategorycznym i nieuprzejmym wobec mnie, po tym, jak przez trzydzieści lat żyjemy bardzo dobrze z żoną i córką?
Łatwo się domyślić, że cały ten gniew, który gromadziłem przez lata, pewnego dnia zostanie na kimś wyładowany. Stało się to podczas jednej z wizyt mojej teściowej. Przyszła, niby dla wnuczki i córki, ale tak naprawdę po to, żeby mnie skontrolować. Kiedy Natasza była w pracy, a moja córka na spacerze z dziećmi, teściowa zaczęła narzekać, że drzwi są źle przykręcone, że brakuje półki, że coś jest brudne i że w ogóle nie jestem pomocny.
Nie mogłem tego znieść i powiedziałem, że to nie jej sprawa, co i jak jest w naszym domu, bo nie zainwestowała w niego ani grosza, powinna raczej zadbać o swój własny. Powiedziałem to nieco brutalnym i lodowatym tonem, a moja teściowa najpierw się zdziwiła, a potem zalała łzami.
Jestem pewien, że teraz opowie o mnie Nataszy, przy czym na pewno zrobi ze mnie potwora. Zastanawiałem się, czy nie przesadziłem i czy ten incydent nie przerodzi się w kłopoty rodzinne lub kłótnię z żoną.



