Przez sześć lat tajemniczy nieznajomy na wschodzie Polski wrzucał przyzwoitą sumę pieniędzy pod drzwi mieszkańców małej wsi. Ludzie byli zdumieni, a każdy, kto otrzymał hojny prezent, musiał iść na policję i napisał oświadczenie. Odbiorcy tych środków byli różnego poziomu społecznego, różnych zawodów i mieszkali w różnych obszarach, ale otrzymali tę samą kwotę: 2000 złotych. Każdy z nich zakładał, że jakiś mężczyzna po prostu zgubił pieniądze. Przez lata odnotowano 13 takich przypadków. Policja, nie mogąc znaleźć właściciela pieniędzy, zwróciła je ludziom w ciągu 2 tygodni. Ludzie wynajęli detektywa do zbadania sprawy.
Kiedy informacja ta została opublikowana w mediach, a wieści rozeszły się po całym kraju, dobroczyńca postanowił sam się z nimi skontaktować. Okazało się, że pieniądze zostały podłożone przez dwie osoby: kobietę i mężczyznę. Wyznali oni policji, że nagle stali się bogaci i postanowili podzielić się swoim majątkiem z biednymi. Według kobiety, czuła ona emocjonalne powiązanie z tą wioską, w której zostawiali pieniądze. Kiedyś pomógł jej tamtejszy mieszkaniec, i teraz postanowiła podziękować całej wiosce. Pieniądze zostały specjalnie pozostawione w miejscach zamieszkałych głównie przez osoby o niskich dochodach.
Dobroczyńcy woleli zachować swoje nazwiska w tajemnicy. Zgłosili sprawę na policję tylko dlatego, że w wiosce panował chaos i chcieli uspokoić mieszkańców. Szczegółowo opisali każdy przypadek. Jacek Fornecki, oficer policji, powiedział, że on i jego koledzy byli bardzo zadowoleni, że nie był to przypadek przestępstwa lub osoby z zaburzeniami psychicznymi. Policjant podziękował również anonimowym osobom za zgłoszenie, a także uczciwym mieszkańcom wioski, którzy przez cały czas przynosili pieniądze na posterunek policji – aż do ostatniego znalezionego grosza.



