Kiedy wyszłam za Zbigniewa, miałam zaledwie 25 lat i byłam świeżo upieczoną absolwentką.
Zawsze miałam poczucie, że jestem inteligentna i piękna oraz, że mogłabym wyjść za mąż za każdego, kogo tylko bym chciałam. Mężczyźni krążyli wokół mnie i widziałam w ich oczach, że mnie pragną.
Zbigniew był jednym z nich- taki trochę niepozorny, ale bardzo dobry i miły facet. Chodził za mną i był gotów spełnić każdą moją zachciankę.
Pewnego wieczoru byliśmy w restauracji z przyjaciółmi, wypiłam sporo i nie opierałam się, kiedy zaprosił mnie do siebie. Było mi dobrze i spokojnie, a Zbigniew sprawił, że się odprężyłam i rozczuliłam. Mimo tego to było zapewne to tylko jednorazowe spotkanie, gdyby nie to, że zaszłam z nim w ciążę. Kiedy powiedziałam mu, że spodziewam się z nim dziecka on był tak szczęśliwy, że od razu mi się oświadczył.
Przyjęłam te oświadczyny, choć miałam inną wizję tego, jaki powinien być mój przyszły mąż.
Wyprawiliśmy ślub, a ja wprowadziłam się do Zbyszka i czekaliśmy na narodziny naszego dziecka. On dosłownie nosił mnie na rękach przez ten cały czas, nie pozwalał mi nic robić, obsypywał mnie prezentami i rozpieszczał. Urodziłam syna i jeszcze będąc na urlopie macierzyńskim zaszłam ponownie w ciążę. Myślałam wtedy o aborcji, ale moja mama przekonała mnie, że skoro już jestem w ciąży, to powinnam urodzić.
Zbigniew wciąż był dla mnie miły i troskliwy wobec mnie, nie powiedział mi nigdy ani jednego złego słowa i nie zatrzymywał mnie, gdziekolwiek chciałam iść. Przywiązałam się do niego i kochałam go na swój sposób, ale głęboko w duszy marzyłam o wielkiej, porywającej miłości. I szczerze mówiąc, próbowałam to nadrobić kilkoma romansami na boku, które miałam na przestrzeni lat. Moi kochankowie napełniali mnie pasją i ogniem, ale zawsze wracałam do domu, bo tutaj naprawdę czułam się najlepiej. Myślę, że Zbigniew domyślał się, że go zdradzam, ale nigdy mnie o nic nie oskarżył i nawet nie pokazał, że się domyśla.
Dzieci dorastały, lata mijały, ale do niedawna nie opuszczało mnie poczucie, że zasługuję na coś lepszego niż Zbigniew. Mimo tego godziłam się z tym, bo było mi wygodnie, że jest przy mnie.
Pół roku temu mój mąż zachorował. Na początku myśleliśmy, że to coś, co szybko minie, i ani on, ani ja nie zwracaliśmy na to większej uwagi. Jednak jego choroba się przedłużała, aż w końcu dowiedzieliśmy się, że to najgorsze – rak. I wtedy nagle mój świat się zmienił.
Zdałam sobie sprawę, że nie mogę bez niego żyć.
Zrozumiałam, że go kocham, że jest ojcem moich dzieci i najważniejszym mężczyzną w moim życiu. Od miesięcy jestem przy nim w szpitalach i u lekarzy. Lekarze twierdzą, że jest szansa na wyzdrowienie, ale ja strasznie się o niego boję.
Jestem gotowa zrobić wszystko, byle by tylko wyzdrowiał. Przysięgam, że już nigdy nie spojrzę na innego mężczyznę ani nie zdradzę Zbigniewa.
Proszę Boga, żeby mi wybaczył moje grzechy i zachował mojego męża żywego i zdrowego. Chcę się z nim zestarzeć i pragnę przy nim umrzeć.



