Przetrwać ciosy losu

**Wytrzymać ciosy losu**

Drzwi do gabinetu otworzyły się, a na progu stanął wysoki, opalony mężczyzna. Spojrzał na Halinę uważnie i powiedział przyjemnym głosem:

Dzień dobry, Halino Romanowno, jestem Marek, pański wspólnik.

Halina poczuła, jak przebiegł ją dreszcz. Uśmiechnęła się grzecznie i odparła:

Dzień dobry, proszę usiąść. Była zdenerwowana, ale wkrótce zaczęli rozmawiać.

Za oknem lał deszcz, zbliżała się północ. Halina spojrzała na zegar wiszący w kuchni, schłodziła kolację w lodówce i poszła spać. Ostatnio już nie dzwoniła do męża, nie czekała na niego. Zmęczyła się tym, a może po prostu przywykła. Nie widziała sensu w histerii.

Michała, swojego męża, kochała. Pobrali się z miłości, która zaiskrzyła jeszcze na trzecim roku studiów. Po półtora roku urodził się im syn Staś teraz miał pięć lat.

Rodzice Haliny podarowali im mieszkanie w nowym budynku na ślub. Mieszkali tam, ale planowali kiedyś powiększyć metraż.

Niedługo po studiach Michał wraz z przyjacielem Dominikiem zajęli się biznesem. Dominik skończył medycynę, początkowo pracował w przychodni, potem założył prywatną klinikę. Michał był ekonomistą, przyjaciel zaproponował mu współpracę, a później ściągnął też innych kolegów z roku. Klinika się rozrosła, nawet otworzyli dwie filie w mieście.

Halina została w domu, zajmowała się synem. Też chciała pracować w końcu była ekonomistką ale mąż odradził:

Halinko, zostań z synkiem, ja zapewniam nam wygodne życie. Jak Staś pójdzie do szkoły, wtedy pomyślimy o twojej pracy.

Zgoda, Misza, choć w domu trochę nudno.

Rozumiem, ale na razie niech tak będzie. Żona nie protestowała.

Żyli dostatnio, jeździli co roku do Tajlandii. Halina nie narzekała na brak pieniędzy. Michał kupił jej nawet samochód na urodziny. Ale im lepiej szło mu w biznesie, tym trudniejszy stawał się jego charakter. Nie był już tym wesołym, zakochanym studentem.

Wieczory spędzała sama, czekając, aż mąż wróci po północy. Czasem jadł kolację, ale częściej od razu szedł spać. Czuła, jak się od niej oddala. Dawno już nie mieli szczerych rozmów.

Zmienię swój wizerunek zdecydowała. Odświeżę się. Poszła do salonu piękności.

Po metamorfozie włożyła elegancką sukienkę i niespodziewanie zajrzała do pracy męża. Gdy weszła do gabinetu, ten się zdziwił.

Halina? I do tego taka przemieniona! Świetnie, wieczorem idziemy do restauracji. Ale widać było, że nie cieszy go jej wizyta. Był spięty.

Kolacja minęła przyjemnie. Michał wręczył jej kwiaty i mały prezent. Chwalił jej nowy wygląd. Halina była zadowolona pomysł okazał się trafiony, a oni spędzili razem miły wieczór.

Misza, może pomyślimy o drugim dziecku? zaproponowała.

O drugim? zdziwił się. Nie wiem, nie myślałem o tym. Zobaczymy. Odpowiedź była wymijająca.

Halina już zasypiała, gdy zadzwonił telefon. Ze szpitala prosili, by natychmiast przyjechała, nie tłumacząc dlaczego. Drżąca, poprosiła sąsiadkę, by została z synem. W głowie kłębiły się myśli co się stało? Była pewna, że chodzi o męża. Wypadek?

Podeszła do wózka, na którym leżał mężczyzna z zakrwawioną twarzą. To był Michał. Jej ukochany mąż. Nie żył. Płakała, krzyczała, nie chciała uwierzyć. Ale to była prawda. W pamięci zostały tylko urywki: wypadek, reanimacja, jakaś dziewczyna

Po tej nocy Staś zamieszkał z rodzicami Haliny. Ona po pogrzebie zamknęła się w mieszkaniu na kilka dni. Wypiła całą butelkę koniaku nie od razu, ale stopniowo. Nic nie pomagało. Godzinami przeglądała zdjęcia, wspominając, jak byli szczęśliwi. A teraz nagle wszystko runęło.

Policjant wyjaśnił, że ktoś wyjechał na przeciwległy pas i uderzył w samochód, w którym jechali Michał i Dominik.

Minęło trochę czasu. Rodzice nie zostawiali jej samej.

Córeczko, nie zatracaj się, męża nie wrócisz. Masz syna, żyj dla niego. Teraz musisz pracować, żeby was utrzymać mówiła matka.

Halina wiedziała, że udziały męża przechodzą na nią. Zebrała się w sobie i poszła do kliniki. Za recepcją zamiast Asi siedziała nowa sekretarka.

Dzień dobry, gdzie Asia?

Dzień dobry, to pewnie Halina Romanowna?

Tak, gdzie Asia?

Tymczasowo zastępuję, a Asia jest w szpitalu. Nie wiedziała pani?

Nie, co się stało?

Była w tym samym samochodzie, w którym zginął Michał Stanisławowicz.

Dopiero teraz Halina przypomniała sobie, że ktoś wspominał o dziewczynie w reanimacji. Wtedy była zbyt zszokowana. Pojechała do szpitala, ale Asi jeszcze nie można było odwiedzać. Dopiero po kilku dniach pozwolono jej wejść.

Dziewczyna patrzyła na nią przerażona. Nie wiedziała jeszcze, co stało się z resztą.

Witaj, Asia, jak się czujesz?

Lepiej odparła, po czym zapytała cicho: A co z Michałem Stanisławowiczem i Dominikiem? Też są w szpitalu?

Asiuko nie żyją. Pogrzebaliśmy ich.

Dziewczyna odwróciła się do okna, łzy spływały po jej twarzy. Halina wyszła, myśląc, że może źle się poczuła.

Po kilku tygodniach w szpitalu powiedziano Halinie, że Asię wypisują.

Wszystko w porządku z nią i dzieckiem. Jutro wychodzi.

Z dzieckiem? Jest w ciąży?

Tak. Nie wiedziała pani? zdziwiła się pielęgniarka.

Halina była zaskoczona Asia nie miała nikogo, nikt jej nie odwiedzał. Wróciła do sali, dziewczyna wyglądała już lepiej, nawet miała zdrowsze policzki.

Lekarz mówi, że jutro wychodzisz. Przyjechać po ciebie, czy mąż cię odbierze?

Nie mam męża szepnęła Asia.

A ojciec dziecka? I dlaczego nie mówiłaś, że jesteś w ciąży?

Bałam się pani

Halina znów się zdumiała.

Mnie? W pracy nie masz się czego bać. Zostaniesz, a potem pójdziesz naHalina wzięła głęboki oddech, uśmiechnęła się przez łzy do Asi i powiedziała: „Chodź, zabieram was do domu oboje jesteście teraz moją rodziną.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście + pięć =

Przetrwać ciosy losu