Przeszłość nie odpuści, dopóki jej nie naprawisz…

Przeszłość nie odpuści, póki nie naprawisz…

W kawiarni tłok. Kamil zarezerwował stolik wcześniej, by móc świętować urodziny – inaczej nie mieliby szansy. Przyszli, gdy jeszcze świeciło słońce, teraz za oknami panowała już ciemność. Klimatyzatory pracowały na pełnych obrotach, grała muzyka. Wzdłuż okien mrugały niebieskawe lampki choinkowe, nadając sali świąteczny klimat. Brakowało tylko samej choinki.

— Kam, chodź, zatańczymy — na ramię solenizanta opadła głowa jego żony, Kingi. Na niewielkim parkiecie przed barem kręciło się już kilka par.

— Zaproś Tomka, ja jeszcze posiedzę — mrugnął przyjacielowi.

— Chcę tańczyć z tobą. Tylko raz — nie ustępowała Kinga.

— Serio, idźcie, nie patrzcie na mnie. Ja już wychodzę. Mama zasypuje mnie SMS-ami. Nie chcę wystawiać jej cierpliwości na próbę. Kam, jeszcze raz – sto lat — Tomek wstał, uścisnął dłoń przyjaciela i ruszył w stronę wyjścia.

— Zostaniemy jeszcze, prawda? Tu tak przyjemnie — usłyszał za sobą głos Kingi.

Po klimatyzowanej sali ulica przywitała go wilgotnym skwarem, mimo późnej godziny. Wydawało się, że wypił niewiele, a jednak w głowie miał mgłę, nogi jak z waty. Pewnie przez upał. W kieszeni zadzwonił telefon. Z trudem go wyciągnął.

— Tomek, gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? Martwię się — głos matki drżał.

— Mamo, już idę, nie martw się.

— Jak się nie martwić? Już prawie jedenasta — w jej tonie pobrzmiewał wyrzut.

— Zaraz będę… — zakończył połączenie.

Przyspieszył kroku, starając się oddychać głęboko, by wytrzeźwieć.

Wściekłość wezbrała w jego piersi. Dwadzieścia cztery lata na karku, dorosły facet, a matka dzwoni, jakby był jeszcze niedorostkiem. Jak niby miał się umawiać z dziewczynami? *„Przepraszam, kochanie, mama kazała mi wrócić wcześniej”*? W duchu złościł się na nią, ale głęboko rozumiał jej lęk. Nie, nie był maminsynkiem. Po prostu wiedział, dlaczego się o niego tak martwiła.

Trzynaście lat temu zginęła jego siostra, Ola. Nazajutrz po pogrzebie ojciec dostał zawału — nie wytrzymał straty ukochanej córki. A on, Tomek, winny był śmierci obojga. Tak przynajmniej myślał. Żadne słowa pociechy nie uwalniały go od tego poczucia winy.

— Miałeś jedenaście lat. Co mogłeś zrobić przeciwko trzem dorosłym chłopakom? I tak było za późno, by jej pomóc. Nie stchórzyłeś, pobiegłeś po pomoc — mówił mu Kamil.

Teoretycznie tak, ale wina nie ustępowała. Przeszkadzała mu w budowaniu relacji z kobietami. Wydawało mu się, że one też wiedzą o jego tchórzostwie. Nawet Kinga. Poznał ją pierwszy, chodzili kilka razy do kina, nawet się całowali — w ciemnej sali to ona pierwsza wzięła go za rękę. Ale potem przedstawił ją Kamilowi.

— Kinga i Kamil — to musi być przeznaczenie — zaśmiał się tamten.

Wkrótce Kinga wyznała, że zakochała się w Kamilu i wybiera jego. Co mógł zrobić? Na siłę się nie zmusi. Pół roku temu wzięli ślub, a Tomek był ich świadkiem. Żałował tylko trochę. Kinga w białej sukni wyglądała oszałamiająco.

— Kiedy ty przyprowadzisz narzeczoną? — pytała matka.

— Jak znajdę taką jak ty, od razu się ożenię — żartował.

I nie kłamał. Matka była szczupła i piękna, nawet w swoich pięćdziesięciu dwóch latach, nawet po podwójnej stracie, nawet z posiwiałymi włosami. Ola była do niej podobna. Taka sama smukła jak brzózka, o regularnych rysach, śniadej cerze i szarych oczach. Lubił patrzeć, jak czesze długie włosy. W domu zwykle wiązała je w kucyk lub spinała na karku spinką. Gdy wychodziła, zdejmowała ją i potrząsała głową. Lśniące, jasne włosy rozsypywały się po plecach jak wodospad. Z wiekiem pewnie stałaby się jeszcze bardziej podobna do matki.

Mieli kochającą się rodzinę. Ojciec uwielbiał matkę, był dumny z córki, cieszył się synem. Ola kończyła szkołę, zdążyła nawet zdać jeden egzamin maturalny. Chciała iść na pedagogikę, zostać nauczycielką — ale życie brutalnie przerwało jej plany tego letniego wieczoru. Na zawsze zostanie siedemnastolatką.

Puste, ciemne ulice przywoływały wspomnienia, które chciał wymazać. Ale poczucie winy nie odpuszczało, gryzło go, dręczyło. Nie było dnia, by Tomek nie myślał o siostrze, nie wyrzucał sobie tchórzostwa.

Skromna, drobna, domowa — Ola drażniła się z niego, nazywając „malcem”. Dumny przed kolegami, że ma taką piękną siostrę, jakby to był jego zasługą. Starszym chłopakom schlebiało, że mogli go wypytywać, który z nich podoba się Oli bardziej. Prasowała, odkurzała, obierała ziemniaki, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Wszystko robiła bez pośpiechu, a jednak szybko i sprawnie.

Gdyby wtedy nie uciekł… Gdy umarł nagle ojciec, przyszło mu do głowy, że musi to naprawić. Jeśli umrze, odpokutuje, zmyje winę i wszystko wróci do normy. Jako jedenastolatek uważał, że to jedyne wyjście.

Matka, mimo własnego bólu, wyczuła jego nastrój. Pewnego wieczoru przyszła do jego pokoju — tego, który kiedyś dzielił z Olą — usiadła na łóżku i poprosiła, by jej nie zostawiał. Jeśli i on odejdzie, ona nie będzie miała po co żyć.

Często wydawało mu się, że nigdy nie otrząsnęła się po stracie córki i męża. Zlitował się nad nią, odłożył myśli o samobójstwie na później.

***

Korony drzew zwisały nad chodnikami jak kopuły. Światło latarni nie przenikało przez gęstwinę. Droga wyglądała jak mozaika jasnych i ciemnych plam. Rzadkie samochody mknęły do domów. W szumie opon słyszał plusk deszczu. A może deszcz byłby teraz na miejscu?

Za trzy miesiące swoje urodziny Tomek na pewno spędzi w domu. Żadnych kawiarni. Matka narobi smakołyków… Koledzy Tomka i koleżanki Oli uwielbiali u nich bywać. Ola. Dlaczego znów o niej myślał? Gdyby wtedy nieTomek w końcu zrozumiał, że nie musi już nic naprawiać – wystarczyło, że nauczył się żyć z przeszłością, nie pozwalając, by go zdefiniowała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × jeden =

Przeszłość nie odpuści, dopóki jej nie naprawisz…