Przeszkoda dla miłości
Z długoletnim chłopakiem, Kacprem, z którym Weronika najpierw się spotykała, a potem nawet zamieszkali razem, zerwała. Zrozumiała jedno randkowanie to jedno, a wspólne życie pod jednym dachem to zupełnie co innego. Nie potrafiła już dłużej wytrzymać z Kacprem.
Okazuje się, że jesteśmy absolutnie niekompatybilni, a wydawało się, że to miłość myślała, wracając z pracy do domu.
Zaraz znów go zobaczę w mieszkaniu, gdzie wszystko porozrzucane, w kuchni góra brudnych naczyń, wszędzie okruchy, a on na kanapie, wpatrzony w telefon. Drażni mnie w nim absolutnie wszystko. Dzisiaj postawię kropkę w naszym związku postanowiła.
Weszła do mieszkania, rozejrzała się wszystko wyglądało jak zwykle. Kacper leżał na kanapie, od dwóch miesięcy szukając pracy, ale Weronika w końcu pojęła, że to tylko wymówki i że wygodnie mu żyć na jej koszt.
Kacper, znowu to samo kanapa, bałagan, widzę to miesiąc w miesiąc. Rozstajemy się, pakuj swoje rzeczy i wynoś się powiedziała stanowczo, podnosząc głos.
Werka, ty chyba z drzewa spadłaś? O co ci chodzi? Wszystko było w porządku, a tu nagle zdziwiony Kacper poderwał się z kanapy.
To nie jest *nagle*. Doszłam do tego po długim namyśle. Zrozumiałam, że nasze drogi się rozeszły. Wynoś się, mówię poważnie i nie próbuj mnie przekonywać.
No to jeszcze pożałujesz! Gdzie ja pójdę w środku nocy? rzucił groźnie.
Gdzie chcesz, masz przecież rodziców, więc wiać tam.
Weronika w kuchni zaczęła brząkać naczyniami, umyła je i poukładała na miejscu. Zaglądając do pokoju, zobaczyła, jak Kacper zapina swoją torbę rzeczy miał niewiele. Przechodząc koło drzwi, rzucił wściekły:
Pożałujesz tego i trzasnął drzwiami.
Każde zamknięte drzwi to nowa szansa, by znaleźć te, które się otworzą przypomniały się Weronice czyjeś słowa. Z radością zatrzasnęła zamek i z satysfakcją usiadła na kanapie. No i koniec. Nowe życie. Dawno powinnam to zrobić, nawet lżej mi się zrobiło. Zmęczył mnie swoim narzekaniem, a przecież zawsze potrafił tak pokręcić, że to ja byłam winna.
Rodzice, dowiedziawszy się, że córka wyrzuciła Kacpra, którego nie cierpieli, ucieszyli się.
No w końcu pozbyłaś się tego pasożyta! Nie wstyd ci, że żył na twój koszt? *Szuka pracy* tak, jasne, po prostu nie chce mu się pracować gderała matka, Danuta. A w ogóle masz już dwadzieścia siedem lat, czas wyjść za mąż. Znajdź porządnego faceta i załóż rodzinę.
Weronika sama to rozumiała. Pracowała jako pielęgniarka w miejskim szpitalu. To nie był jakiś spokojny, specjalistyczny oddział, gdzie dyżury mijają bez stresu, można posiedzieć w telefonie, a w nocy przysnąć. Nie. To był oddział, gdzie całą dobę przywożą pacjentów z całego miasta ciężkie przypadki, często z urazami i poważnymi problemami. Tam każda minuta to walka, czasem nawet na jedzenie nie ma kiedy się zatrzymać.
Po dyżurach Weronika wracała do domu zmęczona i głodna. Dawno wyprowadziła się od rodziców, więc gotowanie spadało na nią. Ale po zmianie nie miała siły stać przy garnkach, chciała tylko odpocząć. Do tego Kacper domagał się obiadu, więc po krótkiej drzemce i tak musiała gotować. Teraz, gdy została sama, kupowała zapiekankę w budce pod domem, jadła i kładła się spać.
Minęły cztery miesiące od rozstania z Kacprem, gdy Weronika poznała Artura. Pewnego wieczoru przywiózł do szpitala swojego kolegę, który miał wypadek.
Artur, zobaczywszy Weronikę na dyżurze, od razu wiedział ta pielęgniarka to jego przeznaczenie.
Co za oczy! Muszę się z nią poznać zdecydował, choć na razie skupił się na przyjacielu.
Gdy sytuacja się uspokoiła, stał na korytarzu, nie wiedząc, jak zagadać do dziewczyny, która była w otwartym pokoju. Ale nagle wyszła sama, a on błyskawicznie wykorzystał okazję.
Przepraszam, jestem Artur więcej nie wymyślił.
No i? roześmiała się. To mi nic nie mówi.
Weronika, przynieś szybko dziennik z sąsiedniego gabinetu! rozległ się głos.
Dobra, jasne! rzuciła i pobiegła.
No tak, tu nie ma czasu na pogawędki pomyślał Artur. Gdy wracała z dziennikiem w ręku, zapytał: A o której kończycie zmianę?
Jutro rano.
Następnego dnia o ósmej Artur czekał przed szpitalem. Siedział na ławce, aż w końcu ją zobaczył. Ona aż się zatrzymała.
Ty?!
No ja roześmiał się. Jak masz na imię?
Weronika. A ty Artur.
Myślała, że już go nie zobaczy. Była po dyżurze wykończona, ale dziwnym trafem nie czuła aż takiego zmęczenia. Artur spodobał jej się już wczoraj wysoki, jasnowłosy, z niebieskimi oczami.
Mogę cię odprowadzić? Rozumiem, że po całej nocnej zmianie w takim stresie Nie wyobrażam sobie takiej pracy, ja bym nie wytrzymał.
Przyzwyczaiłam się. A ty gdzie pracujesz?
W transporcie. Ojciec ma firmę, a ja jestem jego prawą ręką. Więc mam trochę wolnego.
Umówili się na wieczór. Siedzieli w kawiarni, potem poszli nad Wisłę, a on podwiózł ją do domu. Tak zaczęła się ich historia. I tak się zakręcili, że nie mogli bez siebie żyć.
Matka Weroniki dopytywała, czemu córka tak rzadko ich odwiedza.
Mamo, zakochałam się, nie mam czasu.
No to chociaż przedstaw nas swojemu wybrankowi naciskała Danuta.
Dobrze, dobrze, dam znać, kiedy przyjdziemy obiecała Weronika.
Po jakimś czasie Weronika z Arturem pojawili się u rodziców.
Cześć, mamo, tato oto Artur, poznajcie się.
Matka spojrzała na niego i zbladła, mówiąc sucho:
Dzień dobry, proszę do pokoju.
Przy stole Danuta nie uśmiechała się, prawie nie odzywała. Pytania zadawał



