Przerażająca pomyłka

**Straszny błąd**

Kinga obudziła się z bólu. Śniło jej się coś ważnego, ale ból był tak silny, że natychmiast zapomniała sen. Nigdy wcześniej nie bolał ją brzuch aż tak – promieniował aż do krzyża.

Leżała, wsłuchując się w swoje ciało. Ból zdawał się nieco ustępować. Ostrożnie usiadła na łóżku, ale gdy próbowała wstać, znów przeszył ją jak sztylet. Wykrzyknęła i osunęła się na podłogę. Na kolanach doczołgała się do szafki, gdzie zostawiła telefon na ładowaniu.

Tak na kolanach, podpierając się ręką o podłogę, wykręciła numer na pogotowie. „Uspokój się, zaraz przyjadą – powtarzała sobie w myślach. – Ale drzwi! Kto im otworzy?” Z bólem pełzała do przedpokoju. Brzuch palił jak ogień, każdy ruch był torturą.

Próbowała wyprostować się, by odsunąć zasuwkę, ale ból znów ją przygniótł. Łzy napłynęły do oczu. Oto, czego się bała w samotności – nie tego, że nikt nie poda szklanki wody, ale że nikt nie otworzy drzwi, gdy przyjedzie pomoc. Przygryzła wargę do krwi i spróbowała jeszcze raz. W końcu drzwi były otwarte, a ona straciła przytomność.

Przez mgłę w głowie łapała urywki rozmów, pytania, na które chyba odpowiadała – albo jej się tylko zdawało.

Ocknęła się na sali szpitalnej, w oczy świeciło niskie jesienne słowo. Kinga odruchowo odwróciła głowę, ale ból pod żebrami zmusił ją do grymasu. Brzuch wydawał się ogromny i napięty, ale sam ból prawie zniknął.

Jeszcze niedawno, gdy kolejny raz próbowała zerwać z Henrykiem, myślała, że lepiej umrzeć, niż tak żyć. Bez męża, bez dzieci. Nikogo. Po co jej to życie? Ale tej nocy złapała się kurczowo za życie. Zrozumiała, jak przerażająca jest nagła śmierć w samotności.

— Ocknęłaś się? Zawołam pielęgniarkę. — Kinga odwróciła głowę w stronę głosu. Na sąsiednim łóżku leżała pulchna kobieta w nieokreślonym wieku, w flanelowym szlafroku w żółte kwiaty na niebieskim tle.

Wkrótce do sali weszła pielęgniarka.

— Jak się pani czuje? — spytała, młoda, rumiana. A może tylko tak się wydawało przez różową czepek?

— Dobrze — odparła Kinga. — Co się ze mną stało?

— Doktor zaraz przyjdzie i wszystko wyjaśni — powiedziała dziewczyna w różowej czepku i wyszła.

Kinga zauważyła gruby, blond warkocz sięgający do pasa. „Kto jeszcze nosi warkocze?”

— Jesteś na ginekologii. Przywieźli cię jakieś dwie godziny temu. Spałaś jak susel, dziewczyno — powiedziała sąsiadka.

Dziewczyno. Ostatnio coraz częściej nazywano ją „kobietą” albo „obywatelką” w sklepie czy autobusie. Kinga czuła się jak staruszka. A przecież miała tylko 42 lata. Może dlatego, gdy próbowano ją swatać, machała ręką: „Za późno, nie potrzebuję nikogo”. Dlatego i z Henrykiem próbowała zerwać, ale on wciąż wracał.

— Jak się pani czuje? — Do sali wszedł doktor, około pięćdziesiątki.

— Panie doktorze, co się stało? Dostawałam narkozę? Miałam operację? Czuję się, jakbym połknęła balon.

— Nowakowska, czekają na panią na opatrunki — zwrócił się do sąsiadki.

Kobieta wstała, poprawiła szlafrok i niechętnie wyszła.

Kinga spojrzała w zmęczone oczy doktora z wdzięcznością.

— Miał pani laparotomię. Ciąża pozamaciczna, pęknięta jajowód.

— Jak? — Kinga aż podskoczyła na łóżku. Mięśnie brzucha zareagowały bólem.

— Co panią tak zdziwiło? — spytał doktor.

— Ale… Miałam zdiagnozowaną niepłodność.

— To nie wyklucza ciąży pozamacicznej, ani nawet zwykłej. Życie potrafi zaskoczyć. Proszę mi wierzyć. Zostanie pani u nas kilka dni.

— Mogę wstawać?

— Nawet powinna. Ale bez fanatyzmu — odpowiedział i wyszedł.

Kinga próbowała ogarnąć myślami to, co usłyszała. Mówili jej, że nie może mieć dzieci. Mąż przez to odszedł. Choć tak naprawdę to tylko pretekst dla jego zdrad. „Czy naprawdę mogę zajść w ciążę? Co ja mówię, mam 42 lata, to już za późno — zatrzymała siebie. — Dlaczego od razu nie zapytam doktora?”

Wstała, postawiła stopy na podłodze. Obok stały jej kapcie, na oparciu łóżka wisiał szlafrok. Pewnie zabrali ją lekarze z karetki. Bólu nie było, tylko lekki dyskomfort w mięśniach.

Narzuciła szlafrok, wsunęła stopy w kapcie i wstała. Trochę kręciło jej się w głowie. „Od narkozy” — pomyślała. W kieszeni poczuła ciężar. „Klucze do mieszkania. Dowód. Czyli drzwi zamknęli” — zrozumiała.

Nad umywalką nie było lustra. Kinga przygładziła włosy dłonią i wyszła na korytarz. Dotarła powoli do drzwi z napisem „Ordynatura”, ale były zamknięte, w zamku tkwił klucz z breloczkiem. Poszła dalej, do pielęgniarskiego stanowiska, by spytać, kiedy wróci doktor i jak ma na imię.

Zawroty głowy i mdłości zmusiły ją do zatrzymania się na kanapie w małej poczekalni.

„Czy Henryk ucieszyłby się, gdy wiedział, że mogłam od niego zajść w ciążę?” Poznali się pięć lat temu. Od razu powiedział, że jest żonaty. Ożenił się późno, ma małe dziecko.

Ich romans był burzliwy. Kinga niczego nie oczekiwała. Wielokrotnie próbowała zerwać. On obrażał się, odchodził, ale wracał. Najpierw obiecywał odejść od żony, gdy córka podrośnie, a żona wróci do pracy. Córka poszła do szkoły, a on wciąż był w związku. Kinga już nie pytała. Mówiła sobie, że to ostatni raz, ale gdy przychodził, wpuszczała go znowu.

Jej myśli przerwała rozmowa. Nie widziała stanowiska pielęgniarek, dopóki nie usłyszała swojego nazwiska.

— Wyobrażasz sobie, podczas operacji Szczęsny znalazł u niej guza. Ogromnego. — Po głosie Kinga poznała rumianą pielęgniarkę z warkoczem.

— I co? — spytał drugi, młodszy głos.

— Nic. Zaszył i tyle. Szczęsny powiedział, że to ostatnie stadium. Jutro Kowalską zabiorą do onkologii.Kinga uśmiechnęła się przez łzy, biorąc Henryka za rękę, i pomyślała, że choć życie potrafi być okrutnym żartownisiem, czasem warto dać mu szansę, by nas zaskoczyć jeszcze raz.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + 13 =

Przerażająca pomyłka