– Co ty wygadujesz, Danuto! – krzyknął Bogdan, wymachując rękami. – Gdzie ja podzieję swój warsztat? Narzędzia? To połowa mojego życia!
– A gdzie ja podzieję swoją pracę? – odparła równie głośno Danuta, stojąc wśród porozrzucanych pudeł. – Dwadzieścia lat w tej samej firmie! Wszyscy mnie tam znają, szanują!
– Znajdziesz inną! W Krakowie klimat lepszy, ludzie milsi, wszystko tańsze!
– Tak, w pięćdziesiąt lat znajdę! – zaśmiała się gorzko Danuta. – Zwariowałeś chyba, Bogdanie!
Ich syn Marek siedział na kanapie i w milczeniu obserwował kłótnię rodziców. Miał trzydzieści dwa lata, ale w takich chwilach czuł się jak dziecko, zmuszone wybierać między mamą a tatą.
– Marku – zwróciła się do niego Danuta – powiedz ojcu, że normalni ludzie w naszym wieku nigdzie nie przeprowadzają się!
– Mamo, nie wciągaj mnie w to – odpowiedział zmęczonym głosem Marek. – To wasza sprawa.
– Jak to nasza! – wybuchnął Bogdan. – Rodzina powinna decydować razem! A ty, Danuśka, twardo stoisz przy swoim! Nigdy nie ustąpisz!
Danuta usiadła na brzegu kanapy i zakryła twarz dłońmi. Miała pięćdziesiąt cztery lata, a przez ostatni miesiąc postarzała się o pięć. Wszystko zaczęło się tego dnia, gdy Bogdan wrócił do domu z błyszczącymi oczami i oznajmił, że jego kuzyn zaprasza ich do Krakowa.
– Wyobraź sobie, Danusiu – mówił wtedy, chodząc po kuchni – Zenek kupił tam duży dom. Mówi, że mamy u niego zamieszkać, dopóki nie znajdziemy własnego. A jaki tam klimat! Niedaleko góry! Wszystko świeże, tanie!
Danuta wtedy tylko kiwała głową, myśląc, że to kolejna fantazja męża. Bogdan często wpadał na różne pomysły – raz chciał hodować pszczoły, innym razem kupić działkę pod dom letniskowy. Ale po tygodniu ochłaniał i zapominał o swoich planach.
Tym razem jednak było poważniej.
– Danuś, już kupiłem bilety – powiedział Bogdan, wchodząc do kuchni. – Pojutrze jedziemy obejrzeć.
– Jakie bilety? Co oglądać? – nie rozumiała Danuta, mieszając zupę.
– Do Krakowa! Do Zenka! Znalazł nam dom koło swojego. Mówi, że właściciele sprzedają tanio.
Danuta wyłączyła kuchenkę i odwróciła się do męża.
– Bogdan, o czym ty mówisz? Jaki dom? Jaki Kraków?
– No jak to jaki! – zdziwił się. – Przecież rozmawialiśmy! Sama mówiłaś, że fajnie byłoby zmienić otoczenie!
– Kiedy ja tak mówiłam?
– Pamiętasz, w zeszłym miesiącu narzekałaś, że w pracy nowy szef, młodzi wchodzą, nie szanują starszych. Więc nadarzyła się okazja!
Danuta usiadła na krześle. Kręciło się jej w głowie.
– Bogdan, pomyśl logicznie! Mamy po pięćdziesiątce! Tu mamy całe życie! Mieszkanie, pracę, przyjaciół! Chcesz to wszystko rzucić dla jakichś przygód?
– To nie przygody – upierał się Bogdan. – To nowe możliwości. Zenek mówi, że tam można się świetnie urządzić. Sam jest zadowolony z przeprowadzki.
– A co mówi jego żona?
– Ewa? Jest zadowolona. Mówi, że to najlepsza decyzja w życiu.
Danuta pokręciła głową. Ewa była dziesięć lat młodsza i nie pracowała. Łatwo jej było się przenieść.
– Bogdan, ja nigdzie nie jadę. Nawet nie pojadę oglądać.
– Czemu jesteś taka uparta! – wybuchnął mąż. – Choćby zobacz, a potem zdecyduj!
– Nie chcę oglądać. Nie chcę się przeprowadzać. I koniec.
Ale Bogdan nie ustępował. Każdego dnia przynosił nowe argumenty. Mówił o klimacie, cenach żywności, o tym, jak tam dobrze żyje się emerytom.
– Danuś, zrozum – mówił, siedząc w kuchni przy herbacie – będziemy tam jak pączki w maśle! Zenek kupił dużą działkę, może nam sprzeda kawałek. Będziemy mieli własne warzywa, może kury, a nawet kozę…
– Jaką kozę, Bogdan? – zmęczonym głosem pytała Danuta. – Umiesz doić krowę? Ja mam kur karmić?
– Nauczymy się! Ludzie jakoś dają sobie radę!
– Niech dają. Ja nie chcę się uczyć w pięćdziesiąt cztery lata.
Ale Bogdan nie odpuszczał. Pojechał sam do Krakowa, przywiózł zdjęcia, filmy w telefonie. Pokazywał Danucie piękne domy, góry, tanie bazary.
– Patrz, jaka uroda! – zachwycał się. – A jakie powietrze! A jacy ludzie mili!
Danuta patrzyła na zdjęcia i myślała o swojej pracy. O kolegach, z którymi przepracowała tyle lat. O przyjaciółkach, które widywała co weekend. O swoim ustabilizowanym życiu.
– Jest mi tu dobrze – mówiła. – Po co coś zmieniać?
– Bo tam będzie jeszcze lepiej! – przekonywał Bogdan.
– A jeśli nie będzie? Jeśli się nie przyzwyczaimy? Co wtedy?
– Przyzwyczaimy się! Na pewno!
Stopniowo te rozmowy przeradzały się w kłótnie. Bogdan stawał się coraz bardziej natarczywy, a Danuta coraz bardziej uparta.
– W ogóle mnie nie słuchasz! – krzyczała. – Nie obchodzi cię, co ja myślę!
– Słucham cię! – odpowiadał Bogdan. – Tylko ty myślisz… no, nie tak!
– Nie tak? A jak jest „tak”?
– „Tak” to myśleć o przyszłości! O tym, co dla nas lepsze! A nie trzymać się przeszłości!
– To nie przeszłość, to nasze życie!
W końcu Bogdan postanowił działać bez zgody żony. Wystawił ogłoszenie o sprzedaży mieszkania i zaczął zbierać dokumenty.
– Co ty robisz? – przestraszyła się Danuta, widząc ogłoszenie w internecie.
– To, co od dawna trzeba było zrobić – spokojnie odpowiedział mąż. – Jeśli ty nie chcesz podejmować rozsądnych decyzji, ja to zrobię.
– Bez mojej zgody? Mieszanie jest na nas dwoje!
– Zgodę od ciebie dostanę. Prędzej czy później.
– Nigdy! – oznajmiła Danuta. – Żadnych papierów nie podpiszę!
– Zobaczymy.
Ale Danuta trzymała się twardo. Nie dość, że nie podpisywała dokumentów, to jeszcze zabroniła Bogdanowi oprowadzać potencjalnych kupców.
– To też moje mieszkanie! – mówiła. – Dopóki żyję, nikt go nie sprzeda!
Bogdan wpadł w ostateczną złość.
– Robisz ze mnie głupka! – krBogdan wyprowadził się na dobre, a Danuta została sama w swoim mieszkaniu, gdzie każdego dnia przypominały jej o nim puste miejsca przy stole i na kanapie, aż w końcu zrozumiała, że czasem nawet najdłuższe małżeństwa mogą się rozpaść nie przez zdradę czy nienawiść, ale przez zwykłą, upartą niechęć do kompromisu.



