Przepraszam za zwłokę…

Dziennik

Przepraszam, że tak długo…

Krzysztof dawno nie był w domu. Pierwsze dwa lata studiów w innym mieście jeszcze przyjeżdżał na wakacje. Matka, oczywiście, karmiła go na zabój, gotując wszystkie ulubione dania. Po kilku dniach obżarstwa zaczynało mu się nudzić. Przyjaciele rozjechali się po świecie, nie było co robić.

Miasto niewielkie, znał je na wylot – w kilka godzin można było je przejść. Po tygodniu wysypiania się i męczarni miał ochotę wracać.

Mama namawiała, by został jeszcze tydzień, ale Krzysztof odsyłał ją niedorzecznymi wymówkami i z lekkim sercem wyjeżdżał. Wielkie, hałaśliwe miasto go przyciągało. Tam na pewno nie umarłby z nudów! Znalazł nowych przyjaciół, a tu? Tylko pustka i nuda, aż zęby bolały.

Na trzecim roku zaczął pracować w fast foodzie. Wieczorami, aż do zamknięcia, gdy przychodziła młodzież. Podobało mu się to życie. Plus dodatkowe pieniądze – ze stypendium nie dało się wyżyć. Dumny, odrzucił pomoc matki. Mama dzwoniła, prosiła, by przyjechał chociaż na Święta. Obiecał, choć w grudniu w pracy był największy ruch.

Po Nowym Roku zaczęły się zajęcia. Wyjazd odłożył na letnie wakacje, ale gdy nadeszły, przeszedł na pełny etat. Życie w dużym mieście mijało szybko. I nagle dyplom już w ręku. Świętowali z grupą przez kilka dni – kto wie, kiedy się jeszcze zobaczą?

A potem kolega zaproponował wyjazd do pracy w Grecji.

– Jedź ze mną. Idealnie pasujesz. Tylko musisz zdecydować teraz – dokumenty trzeba szybko załatwić. Ziomek, z którym miałem jechać, nagle się wycofał. Dziewczyna zaszła w ciążę, postanowił się ożenić. Więc decyduj się, nie pożałujesz. Kontrakt na rok. Angielski znasz, grecki podszkolisz.

Póki młodzi, świat trzeba zobaczyć. A potem praca, żona, dzieci, wyjazdy za granicę raz na trzy lata. „Tańcz, póki młody, chłopcze” – fałszywie zanucił kolega.

Krzysztof się zgodził. Zaczął się chaos: bieganie po lekarzach, dokumenty. Tuż przed wyjazdem zadzwonił do matki. Z poczuciem winy obiecał, że wróci za rok i na pewno przyjedzie.

– Jak to, synku? Na cały rok?! Choć na jeden dzień… Już zapominam, jak wyglądasz – błagała mama.

– Przepraszam. Jutro wylatuję, bilety już mam. Nie mogę zawieść firmy i kolegi. No, kocham cię, będę dzwonił…

W Grecji mieszkali przy hotelu, tam też jedli. Kto chciał, wynajmował mieszkanie. Nie wydawali wiele, oszczędzali. Robili wszystko – żadnych błędów, każdy karany. Ale Krzysztofowi się podobało.

Wrócił po trzech latach. Od razu wziął mieszkanie na kredyt, znalazł pracę. Do matki dzwonił, ale w biegu. Obiecywał przyjazd, „tylko dopnę sprawy”. Ale jedne sprawy zastępowały drugie.

W weekend poszedł z kumplem do klubu. Pili, tańczyli, imprezowali. Obudził się w łóżku z dziewczyną. Nie mógł ocenić, czy ładna – gęste, ciemne włosy zasłaniały jej twarz. Nie odgarnął, by nie budzić. Nie pamiętał ani jej imienia, ani jak się u niego znalazła.

Ostrożnie wysunął się spod kołdry, poszedł do kuchni. Wypił wodę z kranu, wziął prysznic. Stał pod strumieniem, rozmyślając, jak grzecznie ją wykopać.

Gdy wyszedł, pachnący żelem, niemal trzeźwy, dziewczyna już gospodarzyła w kuchni. Na szczęście była piękna. Na gołe ciało narzuciła jego koszulę, odsłaniając zgrabne nogi. Wyglądała tak oszałamiająco, że Krzysztof zapomniał o wyrzuceniu jej. W powietrzu unosiła się woń kawy, na stole leżały cienkie plasterki sera.

– Przepraszam, ale w lodówce nic więcej nie było – uśmiechnęła się.

Po kawie wrócili do łóżka…

Dziewczyna nazywała się Aneta. Wątpił, czy to prawdziwe imię, ale nie pytał. Co za różnica? Ważne, że bez zahamowań. Została u niego miesiąc.

Podobała mu się, pociągała go seksualnie. Czego chcieć więcej? Z nią było lekko i wesoło. Nie umiała gotować – zamawiali pizzę lub chodzili do barów.

Przez ten miesiąc Krzysztof nie wyspał się porządnie. Aneta nie pracowała. „Szukała siebie”. Wychodził do pracy, gdy ona spała. Wieczorem ciągnęła go znowu do klubu, gdzie pili do późna.

Narastało zmęczenie, rozdrażnienie. Wiedział, że to mu nie służy. Szef patrzył na niego podejrzliwie. I nie łudził się co do Anety – żyła z facetów, którzy płacili za jej urodę. Trzeba było kończyć z życiem naKrzysztof wyciągnął telefon i zadzwonił do Lisy, by powiedzieć, że wraca do domu – na dobre.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + siedem =

Przepraszam za zwłokę…