Przepraszam, że tak długo…
Marek dawno nie był w domu. Pierwsze dwa lata, studiując w innym mieście, jeszcze przyjeżdżał na wakacje. Matka oczywiście karmiła go na zabój, gotując wszystkie jego ulubione potrawy. Najedzony, po trzech-czterech dniach Marek zaczynał się nudzić. Wszyscy przyjaciele się rozjechali, nie było co robić.
Małe miasteczko znał na wylot, w kilka godzin można było je obejść. Wyspany i znudzony po kolejnym tygodniu zaczynał tęsknić za powrotem.
Matka namawiała go, by został jeszcze tydzień, ale Marek wymyślał jakieś nieistniejące sprawy i z lekkim sercem wyjeżdżał. Wielkie, hałaśliwe miasto go wabiło. Tam nie umarłby z nudów, tam było wesoło. Znalazł już nowych przyjaciół. A co tu robić? Nuda i pustka aż do bólu zębów.
Na trzecim roku zaczął pracować w barze szybkiej obsługi. Pracował wieczorami, do zamknięcia, akurat gdy przychodził tłum młodzieży. Takie życie mu się podobało. I pieniądze się przydawały. Ze stypendium by nie przeżył. Z dumą odmówiPewnego wieczoru, gdy wracał do domu, zrozumiał, że prawdziwe szczęście nie leży w hałaśliwych klubach ani egzotycznych podróżach, ale w cieple rodziny, którą w końcu odnalazł.



