— Przenieś swoje urodziny! — twarz teściowej przybrała surowy wyraz. — Tego dnia będziemy świętować coś innego.
— Co wam strzeliło do głowy? — warknęła starsza kobieta, przekraczając próg mieszkania syna bez powitania.
— Co? — zmarszczył brwi Grzegorz, wyczuwając w głosie matki nagany, choć nie rozumiał jej przyczyny.
— Dzwoniła dziś twoja siostra! Mówiła, że twoja przebiegła żona chce połączyć Dzień Kobiet z własnymi urodzinami! — wybuchnęła Halina Nowak. — To prawda?
— No, tak… — mężczyzna wzruszył ramionami, nie widząc problemu.
— Od zawsze 8 marca świętujemy u mnie! — matka założyła ręce na biodra. — Pogadaj z żoną. Nie ma prawa burzyć naszych tradycji! Urodziny ma siódmego, niech obchodzi siódmego!
— Sam się z nią dogaduj — wzdrygnął się Grzegorz, unikając wciągania w kobiece spory. — Jest w łazience.
— Z ciebie wiecznie zero pożytku! — machnęła ręką Halina, opadając na kanapę.
Przez następne pół godziny, czekając, aż Zofia skończy się kąpać, kobieta dręczyła zarówno siebie, jak i syna.
— Ile można siedzieć w wannie? — zrzędziła. — Macie przecież liczniki. Jaka ona rozrzutna…
Gdy tylko synowa pojawiła się w przedpokoju, teściowa wyskoczyła przed nią jak diabeł z pudełka.
Zofia krzyknęła z zaskoczenia, chwytając się za serce.
— Przestraszyliście mnie…
— Po co ci łączyć urodziny z Dniem Kobiet?! — huknęła Halina, przybierając groźną pozę.
— Dwa święta. Czemu nie połączyć? — odparła zakłopotana.
— Ile lat jesteś z moim synem? — warknęła starsza kobieta.
— Dziesięć…
— I przez tyle lat nie dotarło, że ósmego cała rodzina zbiera się u mnie? — twarz teściowej poczerwieniała.
— Pamiętam, ale raz można zmienić — Zofia zbiła się z tropu.
— To tradycja! Jak można łamać tradycje?! — kobieta pisnęła tak gwałtownie, że para oniemiała.
Pierwszy raz od dekady synowa widziała teściową w takim stanie. Gotową rzucić się do walki o każde słowo.
— U mnie od ponad dwudziestu lat ósmego jest rodzinne spotkanie! — powtarzała Halina. — Chytra z ciebie sztuka, kombinować po cichu!
— Nie uprzedziłeś matki? — Zofia spojrzała spode łba na męża. Jego zmieszanie mówiło wszystko.
— Wspaniale! Dowiadziłam się od córki na trzy dni przed świętem, że synowa pluje na nasze zwyczaje! — Halina nagle zaszlochała.
Nagła zmiana nastroju starszej kobiety przyprawiła Zofię o dreszcze.
— Przenieś urodziny! — twarz teściowej znów stwardniała.
— Nie mogę. Goście już zaproszeni — szepnęła Zofia. — Jak to będzie wyglądać?
— Mnie to nie obchodzi! Ósmy to mój dzień! — Halina tupnęła nogą. — Zmień datę, póki czas!
— Przepraszam, nie dam rady…
— A, tak? Chcesz poróżnić mnie z rodziną? Nie licz na to! — syknęła z jadowitą satysfakcją. — Cała rodzina, w tym mój syn, będzie u mnie! — dodała, rzucając Grzegorzowi lodowate spojrzenie. — Zmień, póki możesz!
— Nie! — Zofia zacięła zęby.
— Więc specjalnie mi na złość?! — głos Haliny zadrżał. — A ja głupia myślałam, że się lubimy. Okazało się, że wilka do chaty wpuściłam…
Grzegorz, pod wpływem wzroku żony, spuścił oczy. Wiedział, czego oczekuje.
— Mamo, chyba przesadzasz — wtrącił się. — Nikt nie chce kłótni…
— Co?! Stajesz po jej stronie?! — twarz kobiety zbladła, dłoń przycisnęła do piersi.
— Po stronie żony — poprawił. — Robisz problem z niczego. Co złego, jeśli w tym roku świętujemy u nas?
— Mam ci tłumaczyć, czym jest tradycja? — zaśmiała się szyderczo. — Nie! Dla tej przybłędy nasza krew nic nie znaczy…
Zofia z trudem patrzyła na teściową, której słowa grzebały ich relacje. Nie wierzyła, że jedno święto zrobiło z niej obcą.
— Twoją pozycję zrozumiałam. Dziwne, że pokazałaś charakter dopiero po latach — Halina mówiła głosem pełnym goryczy. — Synu, czekam ósmego o drugiej. Nie przyjdziesz — poznam się na tobie — rzuciła, kierując się do wyjścia.
— Może ustąpiłabyś? — Grzegorz spojrzał na żonę po wyjściu matki.
— Goście już zaproszeni! Co mam im powiedzieć? — w głosie Zofii zadrżała złość.
— Matka nie odpuści. Jest uparta — mężczyzna westchnął ciężko. — Reszta rodziny pójdzie do niej.
— To świętujmy z moimi i przyjaciółmi — wzruszył ramionami. — Nie widzę problemu.
Grzegorz zamyślił się. Musiał wybrać: żona czy matka?
Ostatecznie ósmego marca wczesnym rankiem pojechał do Haliny z kwiatami.
— Czemu tak wcześnie? Mówiłam o drugiej — zdziwiła się.
— Będę z rodziną…
— Wybrałeś żonę, nie tradycje — kobieta udawała łzy.
— Zrozum. Nie zostawię Zosi samej — odparł. — Tata postąpiłby tak samo.
— Idź już! — machnęła ręką, uciekając do kuchni.
Gdy wrócił do domu, ze zdumieniem zobaczył większość rodziny na przyjęciu żony.
— Ty też tutaj? — szepnął do siostry. — A mama?
— Och, u mamy zawsze to samo — Kasia zaśmiała się głupkowato.
Grzegorz z przerażeniem uświadomił sobie, że matka nigdy nie wybaczy Zofii „kradzieży” rodziny.
Halina istotnie zerwała kontakty z synową.



