Znam Julię od dawna. Nie jesteśmy zbyt blisko siebie, mieszkamy w różnych miastach. Ona jest dziennikarką, podobnie jak ja, i ma bardzo wielu subskrybentów. Czytam jej posty. Co wiem o niej? Jestem w jej wieku, ma syna-pianistę. Nie ma męża. Mamy około 50 lat. Ostatnio zbudowała sobie domek letniskowy. Niedawno byłam w Poznaniu, gdzie mieszka Julia. Tego dnia przeczytałam jej post o tym, że jest bardzo zmęczona i że nie ma już sił. Postanowiłam, nie mówiąc nic, po prostu pojechać do niej do domu. Była około 7 wieczorem. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył jej syn:
– Pani jest od mebli?
– Nie, jestem dawną przyjaciółką Twojej mamy.
– Jest w domu. Proszę wejść.
Julia wyszła nam naprzeciw.
– Lidziu, cześć, pozwól, że Cię przytulę. Chcesz wina? Tutaj jesteśmy z projektantem i dobieramy nowe meble do wnętrza…
– Julia, po prostu zobaczyłam twój post. Zdecydowałam się przyjechać i dowiedzieć się, czy potrzebna jest jakaś pomoc. Jestem zawsze gotowa Ci pomóc.
– Jaki post? Ach! Chodźmy…
Kiedy znaleźliśmy się w sąsiednim pokoju, wyjaśniła:
– Naprawdę nic poważnego. Po prostu zaprzątnęłam się pracą, a tutaj jeszcze te meble. Zrozum, dla mnie ważne jest otrzymywanie pozytywnej energii od ludzi. Wchodzę, a pod postem mnóstwo komentarzy z miłymi życzeniami. Rozumiesz, nikt nie będzie nic pisać, jeśli u Ciebie wszystko jest w porządku. To wszystko bujda. Najlepszą reklamą jest zadowolenie klienta.
– Czyli po prostu manipulujesz swoimi subskrybentami?
– Oczywiście, że nie. Przecież nie proszę nikogo o pieniądze, na przykład na jakąś pilną operację, której nie ma. Potrzebuję tylko słów zachęty i otuchy. Cóż, uważam, że dla nas kobiet bardzo ważna jest uwaga i podziw, a zrobienie selfie ze smutną twarzą jest dziecinnie proste. Dobry komentarz też nie zajmuje dużo czasu.
– Tak, czyli naprawdę wszystko w porządku?
– Oczywiście! Chcesz wina?



