Przeczucie Przeznaczenia

Michał mieszka w panelowym blokowisku w Warszawie, gdzie ściany są cieńsze niż kartka papieru, a każdy kichnięty sąsiada odbija się echem w grzejnikach.

Nie drży już przy trzaskających drzwiami mieszkańców, nie reaguje na kłótnie przy przemeblowywaniu, nie słyszy, jak podłogowy telewizor seniorki z dolnego piętra ryczy nocą.

Jednak to, co robi sąsiad z piętra wyżej Paweł doprowadza go do szału i wywołuje lawinę przekleństw.

Każdą sobotę ten nieszczęsny człowiek bez mrugnięcia oka włącza wiertarkę albo młot udarowy!

Czasem o dziewiątej rano, czasem o jedenastej. Zawsze w dzień wolny i zawsze w chwili, gdy Michał chce wyspać się dość długo.

Na początku Michał, człowiek spokojny, podchodzi do tego filozoficznie: Może remont się przedłuża da się to zrozumieć myśli, przewracając się z boku na bok i zakrywając głowę poduszką.

Lecz tygodnie mijają, a hałas młota budzi go co sobotę na nowo.

Raz krótkimi seriami, raz długimi, rozciągniętymi dźwiękami. Wydaje się, że sąsiad zaczyna coś robić, potem przerywa, a potem wraca do przerwanego zadania.

Czasem nienawistne stuknięcia dochodzą nie tylko rano, ale i w środę wieczorem, gdy Michał wraca z pracy marząc o ciszy. Za każdym razem chce wstać i powiedzieć Pawełowi, co o nim myśli, ale zmęczenie, lenistwo i chęć uniknięcia konfliktu go powstrzymują.

Pewnego razu, gdy wiertarka znów rozbrzmiewa nad głową, Michał nie wytrzymuje i biegnie na górę. Puka, dzwoni w odpowiedzi cisza. Tylko przeklęty młot wciąż ryczy, wibrując w czaszkę.

Kiedyś ja! wybucha Michał, nie dokańczając. Sam nie wie, co kiedyś oznacza.

W głowie krążą mu różne scenariusze: od wyłączenia prądu w klatce po bardziej wyrafinowane pomysły napisać skargę, wezwać policjanta, zatkać wentylację pianką.

Czasem wyobraża sobie, że Paweł nagle zdaje sobie sprawę, że jest uciążliwy i przychodzi przeprosić.

Albo wyprowadza się.

Albo po prostu kończy wiercić.

Chociażby cokolwiek, by odetchnął od hałasu!

Ten dźwięk stał się dla Michała symbolem niesprawiedliwości. Myśli: Gdyby choć ktoś w klatce się wkurzył i powstrzymał to natręctwo! Niestety wszyscy siedzą w swoich norkach i nie wtrącają się.

A potem zdarza się coś, czego Michał się nie spodziewa

***

W pewną sobotę budzi go nie hałas, a cisza.

Leży długo, nasłuchując: kiedy znów zacznie ryczeć ten przeklęty sprzęt?

Ale cisza jest gęsta, spokojna, prawie namacalna

Zgiął się! błysk w głowie, albo ten potwór wyjechał?!

Dzień mija w niezwykłym poczuciu wolności.

Odkurzacz pracuje cicho, czajnik szumi łagodnie, a dźwięk telewizora nie drży z sufitem.

Michał siedzi na kanapie i uśmiecha się szeroko, jak dziecko.

***

Niedziela jest cicha.

I poniedziałek.

I wtorek.

I środa.

Hałas jakby wycięto z jego życia

Cisza z góry trwa prawie tydzień.

Michał nie przypisuje jej już remontowi, urlopowi czy przypadkowi. W tej pauzie czuje coś nienaturalnego, niepokojącego. Zbyt ostry kontrast po miesiącach stałego hałasu

***

Stoi przed drzwiami Pawła, zbierając odwagę, i rozważa: po co to wszystko? Czy chce się upewnić, że wszystko w porządku? Czy może sprawdzić, czy nie wyolbrzymia sytuacji?

Naciśnie przycisk dzwonka.

Drzwi otwierają się niemal od razu i od razu pojmuje, że coś się stało.

Na progu stoi ciężarna. Twarz bladą, powiekami spuchniętymi. Michał widział ją tylko kilka razy wcześniej, a teraz wygląda, jakby przyspieszyła wiek o kilka lat.

Pani żona Pawła? pyta nieśmiało.

Kobieta kiwnie.

Coś się stało? Ja nie słyszałem od dawna

Zatrzymał słowa w gardle: jak można przyjść z powodu ciszy?

Kobieta cofa się o krok, wpuściła go do środka. Nagle cichutko brzmi:

Łukasza już nie ma.

Michał nie rozumie od razu. Potrzeba kilku sekund, by słowa ułożyły się w całość.

Jak kiedy?

W zeszłą sobotę, wcześnie rano. ociera łzę. Rozumie pan ten niekończący się remont był tak zmęczony. Zawsze pracował w weekendy, w tygodniu nie miał czasu. Tego dnia wstał wcześniej niż ja chciał dokończyć kołyskę. Pośpieszał się. Bał się, że nie zdąży

Machnął ręką w głąb mieszkania.

Przy ścianie leży starannie rozłożona połówka kołyski instrukcja, opakowania z okuciami, części porozrzucane na podłodze.

Po prostu spadł, wyszeptała. Serce. Nie zdążyłam się obudzić.

Michał stoi, jakby przyrośnięty do podłogi. Słowa kobiety powoli, ciężko wpadają w świadomość

***

Hałas

Ten sam, który go tak irytował, budził w soboty! Przeklinał go razem z człowiekiem, który go wytwarzał! Michał spuszcza wzrok spojrzenie pada na pudełko z częściami kołyski.

Małe śruby, klucz sześciokątny, naklejki z numerami elementów. Wszystko starannie poukładane tak działają tylko ludzie, którzy naprawdę chcą zrobić coś istotnego.

Czy mogę jakoś pomóc? zaczyna cicho, ale kobieta odrzeka głową:

Dziękuję. Nic nie potrzeba

Michał schodzi prawie na palcach, jakby odchodził od czyjegoś świeżego bólu.

Powoli zjeżdża schodami, trzymając się poręczy. Każdy krok niesie przytłaczające poczucie winy, które nie ma konkretnej formy, ale pali niesamowicie.

***

W domu podnosi wzrok w stronę sufitu. Cisza jest gęsta, ciężka, jakby go coś potępiała

Może to dlatego, że Michał nienawidził Pawła? Nienawidził go tylko dlatego, że przeszkadzał mu w spaniu?! Nawet go przeklinał! Dla niego to nie był człowiek, to był po prostu hałas, uciążliwość.

A teraz

Teraz go nie ma.

Została natomiast kobieta, która go opłakuje.

Wkrótce przyjdzie dziecko, którego ojciec już nie wróci.

I leży kołyska, którą Paweł chciał złożyć, a nie zdążył

Trzeba będzie odwiedzić jego żonę myśli Michał pomóc. Samo nie zrobi

***

Wieczorem, gdy myśli się uspokajają, Michał znów patrzy w sufit. Nadal wisi martwa cisza.

Siedzi w półmrocznej kuchni i zdaje sobie sprawę, że nie zaśnie tej nocy. Wstaje, wchodzi na piętro, dzwoni. Drzwi otwierają się, kobieta unosi brew ze zdziwieniem nie spodziewała się go.

Michał, lekko zakłopotany, mówi cicho:

Słuchaj wiem, że ledwo się znamy. Ale jeśli pozwoli pani mogę złożyć kołyskę. Chciałby, żeby była gotowa. I jeśli mogę chciałbym pomóc.

Kobieta najpierw milczy, patrzy na niego długo, jakby próbowała pojąć sens jego słów, potem powoli kiwa głową.

Proszę wejść.

Michał wchodzi, ostrożnie omijając pudełka z elementami.

Pracuje długo, w ciszy.

Kobieta siedzi na kanapie, głaszcząc brzuszek. Czasem cichutko szlocha, starając się nie zakłócać. Gdy Michał przykręca ostatnią śrubę i podnosi się, by wyprostować oparcie kołyski, w pokoju zmienia się powietrze. Jakby napięcie opuściło pomieszczenie.

Kobieta podchodzi bliżej i dotyka gładkiej drewnianej belki.

Dziękuję szepnie. Nie ma pan pojęcia, jak bardzo to dla nas ważne.

Michał stoi, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Po prostu skinął głową.

Idąc na zewnątrz, pomyślał, że po raz pierwszy od dawna zrobił coś naprawdę właściwego i poczuł, że na pewno jeszcze tu wróci.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − trzynaście =

Przeczucie Przeznaczenia