Przeczucie nieszczęścia Julia obudziła się w środku nocy i nie mogła już zmrużyć oka do rana. Jaki…

PRZECZUCIE NIESZCZĘŚCIA

Julia obudziła się w środku nocy i do rana nie zmrużyła już oka. Czy to był koszmar, czy może jakieś niewypowiedziane lęki nie umiała powiedzieć. Serce ścisnęło się jej w piersi, łzy same spłynęły po policzkach. Skąd ten niepokój? Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Oddychała ciężko, a uczucie zbliżającego się nieszczęścia niemal ją przygniotło.

Zdenerwowana podeszła do łóżeczka, w którym spał jej syn. Michałek uśmiechał się przez sen, zabawnie cmokał ustami. Julia poprawiła mu kołderkę i wyszła do kuchni. Za oknem panowała gęsta, polska noc, nic nie było widać.

Julio, znowu nie możesz spać? usłyszała za plecami głos męża.

Znów to samo Nie wiem, co się ze mną dzieje, Piotrze szepnęła cicho Julia.

To pewnie ta znana każdej matce depresja poporodowa! próbował żartować Piotr, lecz w jego głosie zabrzmiał niepokój.

Ależ skąd. Michałek ma już prawie pół roku! Wcześniej nic takiego nie czułam A teraz?

Przecież to mogą być i hormony, i stres! Kochanie, nie martw się, wszystko się ułoży.

Ale mnie ogarnia strach, Piotrze wyszeptała, tuląc się do męża.

Dasz radę. Przejdziemy przez to razem odpowiedział, obejmując ją mocno.

Trzy tygodnie później Julia otrzymała telefon ze swojego ośrodka zdrowia lekarz rodzinny zapraszał na dodatkowe badania. Z Michałkiem mieli za sobą rutynowy przegląd półroczny: morfologia, badania specjalistów. Telefon od pielęgniarki zaniepokoił Julię.

Coś się stało? spytała drżącym głosem.

Kochana, lekarz sam pani wszystko wyjaśni odparła pielęgniarka.

Czekając w zatłoczonej przychodni na wizytę, Julia niemal mdlała z nerwów. Gdy weszli do gabinetu, przeraziła się na widok zatroskanego spojrzenia lekarki.

Proszę usiąść odezwała się cicho pani doktor. Julio Zielińska, muszę z panią poważnie porozmawiać. Proszę się nie martwić jeszcze, ale potrzebujemy zrobić dodatkowe badania.

Co się stało?! wykrztusiła Julia. W jednej chwili zrozumiała, że jej przeczucia nie były bezpodstawne.

Wyniki Michałka są złe. Bardzo wysoki poziom leukocytów, inne parametry też niepokojące. Trzeba powtórzyć badania najlepiej w wojewódzkim centrum onkologicznym.

W onko? zapytała z trudem.

Tak, w onkologicznym padła odpowiedź lekarza.

Julia nie pamiętała, jak wróciła do domu. Piotr już na nią czekał, wybiegł z pracy na jej wiadomość.

Julia, co się dzieje?! spytał nerwowo, widząc jej łzy.

Wysyłają nas do onkocentrum wyszeptała bez życia.

Może to tylko kontrola próbował ją uspokoić Piotr.

Nie, to coś poważnego. Wiedziałam, że tak będzie. Czułam ten strach, tylko nie rozumiałam dlaczego

Przytuliła do siebie synka i zaniosła się łzami. Michałek poruszył się przez sen, całkowicie nieświadomy dramatu.

Ostra białaczka powiedział poważny lekarz po analizie badań. Musimy natychmiast zacząć leczenie.

Julia płakała. Nie potrafiła pogodzić się z losem. Chemia odbywała się bez niej, Michałek trafił na OIOM, a ona czuwała pod drzwiami oddziału.

Proszę iść do domu przekonywała ją pielęgniarka. I tak dziś pani nie wpuszczą.

Nie mogę. Bez syna i tak nie usnę!

Julia i Piotr byli małżeństwem od ośmiu lat. Lata leczenia, wizyt u specjalistów a ciąża pojawiła się dopiero po wielu staraniach. Ostatni miesiąc Julia spędziła w szpitalu groził przedwczesny poród, więc jej lekarka nakazała obserwację. Gdy pół roku temu urodziła się upragniona pociecha imię Michał wybrali po ojcu Piotra, który zginął kilka lat wcześniej w wypadku samochodowym.

Julio, nie wolno nazywać dziecka po kimś, kto zginął tragiczną śmiercią! karciła ją babcia po tej decyzji.

Babciu, to tylko przesądy! protestowała Julia. Była szczęśliwa, nic nie miało jej tego zepsuć.

Julia siedziała przy łóżku Michałka. W ciągu miesiąca chłopiec schudł, poszarzał, nie miał już rumieńców twarz przeszyły cienie, pod oczami zagnieździły się sine podkówki. Łzy spływały bez końca. Pozwolono jej wejść do jałowej sali dopiero po wybuchu awantury. Lekarz bał się o odporność dziecka, lecz Julia nie wytrzymała dłużej czekania. Michałek spał, a ona chłonęła każdy jego oddech.

takich operacji u nas się nie robi! oznajmił następnego dnia ordynator, profesor Gawroński.

Gdzie je robią? dopytała Julia z determinacją.

W Izraelu. Tam mogą uratować pani synka. Ale to kosztuje fortunę.

Zbierzemy pieniądze. Proszę przygotować całą dokumentację.

Wysłano ją do renomowanej kliniki w Tel Awiwie, specjalizującej się w białaczkach. Odpowiedź przyszła szybko: są gotowi pomóc, lecz koszt operacji wyniesie 1,7 miliona złotych.

Julia, nawet jeśli sprzedamy nasze mieszkanie i samochód, to nie uzbieramy połowy! załamał się Piotr. Dałem już ogłoszenia, ale to potrwa.

Mamy najwyżej dwa miesiące! rozpaczała. Musimy coś wymyślić, Piotrze!

W zbiórkę zaangażowali się wszyscy: pracownicy firmy Piotra, szkoła, w której uczyła Julia, proboszcz, lokalna fundacja, sąsiedzi. Część środków przekazał urząd miasta, część wolontariusze. Udało się zdobyć niecałą połowę. Czas naglił zwlekać już nie mogli.

Lećcie nalegał Piotr. Resztę postaram się jeszcze dosłać! Może mieszkanie się sprzeda!

W małym miasteczku zebranie takiej sumy graniczyło z cudem, ale cała okolica trzymała za nich kciuki.

Po zdobyciu wiz i wypełnieniu stosu formalności Julia z Michałkiem polecieli do Izraela. Zdecydowali się na lot, choć brakowało pieniędzy. Leczenie ruszyło, robiono kolejne badania, rozpoczęto przygotowania do zabiegu. O brakujące środki Julia starała się nie myśleć. Miała tylko nadzieję.

W przyległej sali leżała matka z trzyletnim synkiem z pobliskiego Otwocka Kasia i jej Staś od dawna już zmagali się z chorobą. Kasia miała szczęście zebrać całą kwotę, lecz ich przypadek był trudniejszy: u Stasia białaczkę wykryto za późno, nie reagował na leczenie operację ciągle przekładano.

Nie płacz, Julia! pocieszała ją Kasia. Jeszcze będziesz chodzić z Michałkiem do zoo, do cyrku. My w zeszłym roku byliśmy i Staś nie mógł odciągnąć oczu od niedźwiedzi. Wtedy nie wiedziałam, co mu jest Najpierw poleciała mu krew z nosa, potem jeszcze kilka razy i dopiero wtedy poszliśmy do szpitala. Za późno! To moja wina

Kasiu, nie płacz. Wszyscy razem z dzieciakami jeszcze odwiedzimy zoo! tuliła ją Julia.

Przecież widziałam, że coś jest nie tak! Chudł, był coraz słabszy, nie jadł Czułam, że coś się dzieje! Matka mi powtarzała, ale nie chciałam wierzyć! To moja wina! Kasia zalewała się łzami bez końca. Julia mogła ją tylko przytulić, bo na takie cierpienie słów nie było

Kilka dni później stan Stasia się pogorszył, zabrano go na intensywną terapię. Kasię nie wpuszczano. Siedziała pod drzwiami i rozpaczała.

Kasiu, chodź, odpoczniesz chwilkę! prosiła Julia.

Muszę tu być! Staś mnie czuje. Wie, że mama czuwa! odpowiadała przyjaciółka.

On wie, on czuje Chodź, proszę.

Ale Kasia nie ruszyła się z miejsca. Siostra podała jej lek uspokajający już nie płakała, siedziała tylko, patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Wierzyła w cud.

Wieczorem zadzwonił Piotr. Julia tuliła Michałka, który zasypiał jej na rękach, chcąc każdą chwilę zachować w sercu.

Julio, przelałem właśnie sto tysięcy Na razie więcej nie dam rady. Nie chcą kupić mieszkania, ale jeszcze mają się zastanowić.

Dobrze wyszeptała, ale nie dokończyła zdania.

Nagle z korytarza dobiegł rozdzierający krzyk. Telefon wypadł jej z rąk. Michałek przebudził się i zapłakał, Julia pogłaskała go po główce, ułożyła do snu i wybiegła na korytarz. Wiedziała już O podłogę przy drzwiach reanimacji waliła się Kasia. Pielęgniarki próbowały jej pomóc, chciały podać lek. Kasia krzyczała z bólu, którego Julia nie widziała nigdy wcześniej.

Kasiu, trzymaj się szlochała Julia, obejmując przyjaciółkę. Musisz żyć dla Stasia!

Po co mi życie?! Mój synek nie żyje! To ja zawiniłam! Jak ja z tym wytrzymam!? krzyczała.

Julia przytrzymała ją, gdy pielęgniarka podała zastrzyk i odprowadziła do sali.

Niech odpocznie szepnął zmęczony lekarz dyżurny. Jeszcze się napłacze.

Julia nie zmrużyła oka tej nocy. Całą noc czuwała przy Michałku, patrząc na niego długo. Chciała się napatrzeć

Nazajutrz przyszła Kasia. Była cicha, postarzała się przez jedną noc o dziesięć lat. Zgasła. Przez chwilę przytulały się, obie płakały bezgłośnie.

Niech wam się uda, Julia wyszeptała Kasia, wychodząc. Macie szansę, korzystajcie z niej! A ja muszę jeszcze pochować synka, potem 9 dni, 40 Postawię mu pomnik, a później otarła łzę i podała Julii zaklejony kopertę. Przeczytasz, jak mnie nie będzie. Nie dam rady mówić.

Dobrze szepnęła Julia.

Kiedy Michałka zabrano na kolejną procedurę, Julia otworzyła kopertę:

Kochana Julio! Chciałabym, żeby twój Michałek żył, nawet za mojego Stasia. Niech rośnie, niech się śmieje, biega za piłką, chodzi zimą na narty. Idźcie, proszę, później do zoo i pozdrówcie ode mnie wielkiego, czarnego niedźwiedzia! łzy zasłaniały mi oczy, i musiałam je otrzeć, by móc dokończyć Macie szansę. W kopercie są pieniądze na operację. Stasiowi już nie pomogą, może Michałkowi dadzą życie.

Julia płakała ze szczęścia, bo wreszcie było za co ratować syna, i z rozpaczy bo dostała ten dar zbyt wysoką ceną.

Piotrze, nie sprzedawaj mieszkania dzwoniła załamana, lecz z ulgą. Musimy mieć do czego wrócić z Michałkiem.

Ale skąd weźmiemy resztę? zapytał zaskoczony.

Mamy pieniądze. Wszystko będzie dobrze.

Po raz pierwszy Piotr się uśmiechnął: głos Juli brzmiał tak, jakby tym razem rzeczywiście wierzyła, że los się odmieni.

Operację przeprowadzono dzień po pierwszych urodzinach Michałka. Jak Kasia, Julia czuwała pod drzwiami OIOM-u. Tym razem rokowania były dobre. Po pewnym czasie pozwolono jej odwiedzać synka, potem przenieśli ich do jednej sali. Przed nimi był jeszcze miesiąc kwarantanny i długie miesiące rehabilitacji. Ale to już nie było ważne. Operacja się udała, stan Michałka zaczął się poprawiać.

Dziecko wracało do życia: interesowało się zabawkami, jadło, uśmiechało się. Kiedy pierwszy raz powiedział coś podobnego do mama, Julia nie mogła powstrzymać łez szczęścia. Stał się cud.

Miś! pokazywał Michałek paluszkiem w stronę ogromnego czarnego zwierzęcia w klatce.

Nie miś, tylko niedźwiedź! śmiała się Julia, poprawiając go.

Odwiedzili miejski ogród zoologiczny, ten sam, gdzie Staś podziwiał kiedyś niedźwiedzia.

Pozdrowienia dla ciebie, miśku, od Stasia szepnęła Julia do zwierzęcia.

Michałek biegał, śmiał się, jadł lody i jeździł na barana u Piotra, zachwycony mieszkańcami zoo. Jego życie wypełniły dziecięce radości. Szpital został w tyle, a Julia tylko czasem, budząc się nocą, podchodziła do łóżeczka, nasłuchując spokojnego oddechu synka. Strach odsuwał się w cień. Przed nimi była cała przyszłość nie tylko dla nich, ale też za tego chłopca, który dał Michałkowi drugą szansę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × trzy =

Przeczucie nieszczęścia Julia obudziła się w środku nocy i nie mogła już zmrużyć oka do rana. Jaki…