Przeczucie nadchodzących wydarzeń

Łukasz mieszka w panelowym bloku dziewięciopiętrowym na PradzePołudnie, gdzie ściany są cieńsze niż kartka papieru, a każdy kichnięcie sąsiada odbija się w kaloryferach.

Od dawna już nie drży, gdy mieszkańcy trzaskają drzwiami, nie reaguje na kłótnie przy przemeblowaniu, nie słyszy, jak podłogowy telewizor seniorki z dołu ryczy.

Jednak to, co robi sąsiad z góry Aleksander wciąga go w gniew i wywołuje lawinę przekleństw.

Każdą sobotę ten nieprzyjazny człowiek bez wahania włącza wiertarkę albo udarowy wkrętarkę!

Czasem o dziewiątej rano, czasem o jedenastej. Zawsze w dni wolne! I zawsze w chwili, gdy Łukasz chce się wyspać.

Na początku Łukasz, człowiek spokojny, podchodzi do tego filozoficznie: Może to remont się opóźnia można zrozumieć myśli, przewracając się z boku na bok i przyciskając poduszkę do czoła.

Tygodnie mijają, a dźwięk wkrętarki budzi go w soboty wciąż i wciąż.

Czasem krótkie serie, czasem długie, długotrwałe wrygi. Wydaje się, że sąsiad zaczyna coś robić, rzuca to, potem wraca do tego samego.

Niekiedy nielubiane hałasy padają nie tylko rano, ale i w środę, około siódmej wieczorem, kiedy Łukasz wraca z pracy, marząc o ciszy. Za każdym razem chce wstać i powiedzieć sąsiadowi wszystko, co o nim myśli, ale zmęczenie, lenistwo i chęć uniknięcia konfliktu powstrzymują go.

Pewnego dnia, gdy wiertarka znów wzbiera nad głową, Łukasz nie wytrzymuje i rusza na górę. Dzwoni, puka w odpowiedzi cisza. Tylko przeklęta wkrętarka ryczy, drgając w czaszkę.

Kiedyś! wybucha w nim Łukasz, lecz nie dopowiada. Sam nie wie, co kiedyś miałby zrobić.

Ma w głowie fantazje: od wyłączenia instalacji elektrycznej w klatce po bardziej wyrafinowane plany napisać skargę, wezwać policjanta, zatkać wentylację pianą.

Czasem wyobraża sobie, że sąsiad nagle zdaje sobie sprawę, że denerwuje wszystkich, przychodzi przeprosić. Albo przeprowadza się. Albo

No, przynajmniej coś!

Wystarczy, że przestanie wiercić!

Ten dźwięk staje się dla Łukasza symbolem niesprawiedliwości. Myśli: Chociażby ktoś w klatce się oburzył i powstrzymał to bezczesne! Jednak wszyscy siedzą w swoich norkach i nic nie robią.

A potem następuje to, czego Łukasz się nie spodziewał

***

W sobotę budzi go nie hałas, a cisza.

Leży długo, wsłuchując się: kiedy już znowu zadrży przeklęty sprzęt? Ale cisza jest gęsta, spokojna, niemal namacalna

Zrobili to! przelatuje w głowie radość, albo ten dręczyciel wyjechał?!

Dzień mija w niezwykłym poczuciu wolności. Odkurzacz pracuje ciszej, czajnik brzmi łagodnie, a telewizor nie drży razem z sufitem.

Łukasz siedzi na kanapie i łapie się na uśmiechu. Szerokim, jakby dziecko.

***

W niedzielę także jest cicho. I w poniedziałek. I we wtorek. I w środę. Hałas zostaje wycięty z jego życia

Cisza z góry trwa prawie tydzień. Łukasz nie przypisuje jej już remontowi, urlopowi czy przypadkowi. W tej przerwie czuje coś nienaturalnego, niepokojącego. Zbyt ostry kontrast po miesiącach stałego hałasu

***

Stoi długo przed drzwiami sąsiada, zbierając się na odwagę, i próbuje pojąć: po co mu to? Czy po to, by się upewnić, że wszystko w porządku? Czy może, by sprawdzić, czy nie wyolbrzymia?

Naciśnie przycisk domofonu.

Drzwi otwierają się niemal od razu i od razu rozumie, że coś się stało.

Na progu stoi ciężarna kobieta. Twarz bladą, powieki spuchnięte. Łukasz widział ją kiedyś w przejściu, ale teraz wygląda, jakby starzała się o kilka lat.

Czy pani żona Aleksandra? pyta ostrożnie.

Ona skinie głową.

Coś się stało? Nie słyszałam od jakiegoś czasu

Łukasz się wstrzymuje. Słowa zaplączą się w gardle: jak można przyjść z powodu ciszy?

Kobieta cofa się o krok, wpuści go do środka. I nagle słyszy cichy szept:

Leśny już nie ma.

Łukasz nie od razu rozumie. Potrzeba kilku sekund, by słowa ułożyły się w całość.

Jak kiedy?

W zeszłą sobotę, wcześnie rano. Wytrzyga łzą. Rozumie pani ten niekończący się remont zmęczył go. Cały weekend pracował, w tygodniu nie miał czasu. Tego dnia wstał wcześniej niż ja chciał dokończyć łóżeczko. Pośpieszał. Bał się, że nie zdąży

Machnął ręką w głąb mieszkania.

Tam, przy ścianie, stało rozłożone na pół łóżeczko dziecięce właściwie jego połówka. Instrukcja, pudełka z elementami, części leżały na podłodze.

Po prostu spadł, szepnęła. Serce. Nie zdążyłam się obudzić.

Łukasz stoi, jakby przyrośnięty do podłogi. Słowa kobiety powoli, ciężko wnikały w świadomość

***

Hałas

Ten sam, który tak go denerwował, budził w soboty! Przeklinał go razem z człowiekiem, który go wytwarzał! Łukasz spuszcza wzrok spogląda na pudełko z częściami łóżeczka.

Małe śruby, klucz imbusowy, naklejki z numerami elementów. Wszystko starannie rozłożone tak robią tylko ludzie, którzy naprawdę chcą zrobić coś ważnego.

Czy mogę jakoś pomóc? zaczyna nieśmiało, lecz kobieta odrzuca rękę:

Dziękuję. Nic nie potrzebuję

Łukasz odchodzi prawie na palcach, jakby uciekł przed czyimś świeżym bólem.

Zstępuje powoli po schodach, trzymając się balustrady. Każdy krok niesie przytłaczające poczucie winy, bez konkretnej formy, ale palące.

***

W domu patrzy w sufit. Cisza jest gęsta, ciężka. Jakby coś go oskarżało

Może to to, że Łukasz nienawidził Aleksandra? Nienawidził go tylko dlatego, że przeszkadzał mu w spaniu?! Przeklął go za to! Dla niego to nie był człowiek, a tylko hałas, niedogodność.

A teraz

Teraz go nie ma.

Zamiast tego jest kobieta, która go opłakuje.

Wkrótce przyjdzie dziecko, którego ojciec już nie żyje.

I jest łóżeczko, które chciałby złożyć.

Ale nie zdążył

Muszę odwiedzić jego żonę pomóc. Nie sądzę, by sama dała radę»

***

Wieczorem, gdy myśli uspokajają się, Łukasz znów spogląda w sufit. Tam nadal panuje martwa cisza.

Siedzi w półmrocznej kuchni i nagle rozumie, że nie zaśnie tej nocy. Wstaje, idzie na górę, dzwoni. Drzwi otwierają się, kobieta podnosi brew nie spodziewała się go.

Łukasz, lekko zażenowany, cicho mówi:

Proszę wiem, że ledwo się znamy. Ale może mogę złożyć to łóżeczko. On chciał, żeby było gotowe. I jeśli mogę chciałbym pomóc.

Kobieta najpierw milczy. Patrzy na niego długo, jakby próbując pojąć sens wypowiedzianych słów. Potem powoli kiwa głową.

Proszę wejść.

Łukasz wchodzi, ostrożnie omijając kartony z częściami.

Pracuje długo, w ciszy.

Kobieta siedzi na kanapie, głaszcząc brzuch. Czasem cichutko wzdycha, starając się nie hałasować. Gdy Łukasz przykręca ostatni śrub, wstaje, by wyprostować oparcie łóżeczka, w pokoju zmienia się powietrze. Jakby napięcie opuściło pomieszczenie.

Kobieta podchodzi bliżej i dotyka gładkiej drewnianej belki.

Dziękuję szepcze. Nie wyobraża pani sobie, jak to dla nas ważne.

Łukasz stoi, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Po prostu kiwa głową.

Wychodząc, nagle czuje, że po raz pierwszy od dawna zrobił coś naprawdę słusznego i że na pewno jeszcze tu wróci.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + szesnaście =

Przeczucie nadchodzących wydarzeń