– Przecież ty mnie nigdy nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, gdy zachor…

Przecież mnie nie kochałaś. Bez miłości za mnie wyszłaś. Teraz mnie zostawisz, jak się rozchorowałem

Nie zostawię! stanowczo powiedziała Mariola, obejmując Igora. Jesteś najlepszym mężem! Nigdy cię nie zostawię

Nie mógł uwierzyć, że to prawda. Igor był w kiepskim nastroju

Mariola była mężatką przez dwadzieścia pięć lat, a przez cały ten czas cieszyła się nieustannym powodzeniem u mężczyzn. Zresztą już jako młoda dziewczyna była chyba najbardziej rozchwytywaną w okolicy.

Ale nawet wcześniej już w podstawówce niemal wszyscy chłopcy ganiali właśnie za Mariolą. Co ciekawe, nie była klasyczną pięknością.

Nie rozstała się z mężem, choć był człowiekiem dość skomplikowanym.

Nie, Mariola wytrwała przy Władysławie do ostatnich jego dni. Wychowali córkę, wydali ją za mąż. Młody zięć zabrał Darię do Włoch, teraz przysyłali ładne zdjęcia i zapraszali w odwiedziny. Ale z Władkiem jakoś nigdy nie pojechali… Może Mariola jeszcze się wybierze, ale Władka już nie ma

Władysław zginął w wypadku samochodowym. Tak głupio choć później Mariola dowiedziała się, że pewnie źle się w trakcie jazdy poczuł. Sercu stało się coś złego, spanikował i nie opanował auta.

Może zemdlał? domyślała się.

Już się tego nie dowiemy westchnęła jej przyjaciółka, lekarka Helena. Powód: rozległe obrażenia, nie do pogodzenia z życiem.

Mariola była w całkowitym szoku. Przyjaciółka Helena pomogła wszystko załatwić.

Znała szczegóły, dowiedziawszy się po znajomościach. Władysława pochowano i Mariola została sama w dużym domu, który wspólnie budowali przez lata.

Dla dwojga dom wydawał się akuratny, a gdy przyjeżdżali goście, nawet czasem za mały. Ale dla jednej, dla kobiety był ogromny, a nawet przytłaczający.

Dom to dom przy nim męska ręka zawsze potrzebna

Daria przyjechała pożegnać się z ojcem. Zaczęła z mamą rozmowę o sprzedaży domu, kupieniu mieszkania, może nawet przeprowadzce do nich do Włoch.

O nie! zawołała Mariola. Przecież nie po to budowałam ten dom, żeby go sprzedawać. A do waszych Włoch nie jadę. Widziałam już te wasze Włochy

Mamo!

Oj, Darciu, ciemna ty! zaśmiała się przez łzy Mariola. Żartuję przecież.

No, skoro żartujesz, to może nie jest aż tak źle.

Wszystko było skomplikowane. Tak samo, jak sam zmarły. Władek potrafił być i troskliwy, i kochający.

A czasem człowiekiem humorów. Zdarzało się, że potrafił Mariolę zmęczyć do granic wytrzymałości. Potem przepraszał, a Mariola, jako osoba pogodna, nie rozpamiętywała tych chwil. Przetrwali tak razem dwadzieścia pięć lat! Można zwariować

Daria zabawiła trochę i wróciła jej mąż miał dużo pracy, córka śpieszyła do swojego ogniska. Mariola została sama.

Ale znała siebie wiedziała, że nie na długo.

Tak też było. Smuciła się pół roku, a kiedy otarła łzy, nagle okazało się, że wokół niej zebrała się już mała grupka adoratorów.

Nawet jej mama kiedyś się dziwiła takim powodzeniem córki.

Czego oni w tobie widzą? Tylko leżą pokotem pod twoimi nogami! Przecież pięknością nie jesteś czy ja czegoś nie rozumiem?

Jesteś dobra, mamo. żartowała Mariola, malując sobie usta. Uroda nie znaczy nic. To pusta rzecz. Kobieta musi być czarująca, mieć to coś.

No idź już, kobieto, śmiała się mama. Bo ci kawaler się znudzi i pójdzie.

Przyjdzie następny, wzruszała ramionami Mariola.

Minęło prawie trzydzieści lat od tej rozmowy, a nic się nie zmieniło. Kobiety ciągle narzekają, że po czterdziestce nie ma wolnych mężczyzn na świecie.

Mariola nie znała tego problemu. W wieku czterdziestu sześciu lat miała nawet dwóch narzeczonych i obaj byli całkiem nieźli.

Serce Marioli ciągnęło do Dariusza. Był szalenie pociągający, zarówno fizycznie, jak i w rozmowie. Elegancki, uprzejmy, zawsze był dla niej interesujący z nim można było wyjść do ludzi, nie wstydzić się.

Jednak Dariusz był mistrzem w rozmowach. Do niego Mariola zapałała sympatią uszami, ale po tylu latach i doświadczeniach wiedziała to nie był mężczyzna na życie i jej dom.

Drugim był Igor prosty, silny facet. Taki, co na imprezie wypić potrafił więcej niż jeden, ale wszystko mu się w rękach udawało, wszystko naprawił. Prawdziwy złota rączka z dobrym charakterem, ale swoje zdanie miał.

Z żoną taki byłby potulny jak baranek, ale jak trzeba, to góry przeniesie. A swoją drogą mniej się Marioli podobał taka już kobieca logika.

Nie prawił jej czułych słówek. Na trzeźwo Igor był raczej milczkiem. Ale jak już wypił, potrafił opowiedzieć żart czy zabawną historię.

Pić rzeczywiście mógł sporo, ale następnego dnia już działał polewał się zimną wodą i żył dalej. Małomówny, rzeczowy. I tak na niego padło.

Dariusz się obraził, że jego słodkie słowa nie podziałały, i wycofał się.

Mariola wyszła za Igora. Ten nie posiadał się ze szczęścia. Na weselu wypił za dużo, śpiewał i tańczył.

No, Mariolka, uśmiechnęła się Helena. Ledwie rok po śmierci Władka, a już zamężna! Nic się nie zmienia! Inne kobiety całymi dniami z lupą szukają faceta, a ty tylko próg przekroczysz

Zaraz powiesz: Co oni w tobie widzą? Przecież nawet nie jesteś ładna!

E, nie powiem tego. Ale że zawsze miałaś jakieś podejrzanie wysokie powodzenie, to prawda.

Sama nie wiem, Helenko, co oni we mnie widzą. Pogadaj o tym z moją mamą.

Mariola puściła jej oczko i poszła tańczyć z mężem. Właśnie podszedł, zaprosił ją. Tańczyła i odganiała ostatnie wątpliwości.

Co z tego, że Igor taki zwyczajny? Silny jest przecież, sam wszystko naprawi, a i wygląda nie najgorzej. Może nawet dobrze, że zwykle milczy.

A co, gdyby wybrała Dariusza? Czy samymi pięknymi słowami coś się osiągnie?

Minęło ledwie kilka miesięcy, a Igor zamienił działkę Marioli w bajkowy ogród. Wykarczował niepotrzebne drzewa.

Ziemia została wyrównana. Położył dla niej kwietniki. Zbudował altankę. Nawet w domu czuć było męską rękę.

Nie, Mariola dobrze wybrała. Bardzo dobrze.

A do tego Igor zarabiał, jak mógł, a Mariolę często sprawiał prezentami.

Porównując krótki czas w nowym małżeństwie z dwudziestoma pięcioma latami życia z Władkiem, Mariola szczerze żałowała, że nie poznała Igora wcześniej. Złoty człowiek!

Latem często jedli razem kolacje w altance, gdzie Igor postawił piękny, dębowy stół i ławki.

Mariola po szaszłyku mrużyła się jak syty kot. Igor patrzył na nią z uśmiechem.

O co chodzi, Igorze?

Nic. Po prostu się cieszę.

Jego pierwsza żona była marudna. Już nawet nie wierzył, że życie przyniesie mu tak wspaniałą kobietę.

Cieszyli się swoim szczęściem cztery lata, aż Igor nagle zaczął podupadać na zdrowiu.

Szybciej się męczył. Chudł bez powodu. A jak już coś wypił, jeszcze gorzej się czuł.

Igor, musisz iść do lekarza! zaniepokoiła się Mariola. Co ty czekasz? Ewidentnie coś jest nie tak!

No przestań, Mariolko! Samo przejdzie!

A jak nie przejdzie? Też boisz się lekarzy jak większość facetów?

Nie, nie

Igor nie chciał powiedzieć, czego się naprawdę boi. Bał się tylko jednego: że jeśli jest ciężko chory, Mariola odejdzie. Nie będzie żyć z chorym mężczyzną.

Nie był głupi, wiedział, że Mariola wyszła za niego bardziej z rozsądku niż wielkiej miłości. Ale on ją kochał! Przeciwko wszystkiemu.

Zobaczył ją kiedyś w sklepie, kiedy nie mogła znaleźć portfela w torbie i od razu się zakochał. Była tak bezradna, że wzruszenie ogarniało Igora.

Od razu chciał podejść, objąć ją i chronić do końca życia. Mimo że matka Igora tylko popatrzyła na synową i rzekła:

Żyj sobie, synu, ale nie rozumiem, co ty w niej widzisz. Ani piękna, ani młoda. Ty jeszcze całkiem atrakcyjny. Każda młoda chciałaby z tobą być!

Ale Igorowi nikt poza Mariolą nie był potrzebny. A teraz, jeśli jest chory, czy w ogóle będzie jej potrzebny?

Nie zdołała go namówić do lekarza. Była sobota. U nich gościli Helena z mężem, Bronkiem. Igor z Bronkiem pili piwo i grillowali. Helena w kuchni, krojąc sałatkę z Mariolą, rzuciła:

Igor chory jakiś?

Sama nie wiem! zirytowała się Mariola. Błagam go, żeby poszedł do lekarza. Ale nie chce! Ty jesteś lekarką. Powiedz, przecież z nim coś nie tak?

No… gorzej wygląda. Schudł, blady się zrobił, nawet powiedziałabym lekko zażółcony.

O, Matko Boska! Helenko, Ty go przekonaj, proszę Cię. Może Ciebie posłucha?

Helena popatrzyła na nią uważnie.

Mariolko ty go kochasz? Pamiętam przecież twoje rozterki

Mariola ugryzła się w język i nie odpowiedziała.

A Helena już nie zdążyła Go namówić Igor zemdlał podczas kolacji. Wezwano karetkę. Mariola pojechała z nim do szpitala. Cały czas nie odzyskiwał przytomności. Trzymała go za rękę i modliła się.

Zaraz trafił na stół operacyjny.

Guz na wątrobie.

Rak?! przelękła się Mariola.

Teraz czekamy na wyniki.

Guz był łagodny, ale gdy Igor trafił do szpitala, był już duży.

Lekarze zabronili mu niemal wszystkiego i ostrzegli, że rekonwalescencja potrwa długo. Może nawet nie wróci w pełni do zdrowia w tym wieku tak bywa.

Igor popadł w ponury nastrój. W szpitalu odwiedziła go mama.

Mariola była w pracy, mama przyszła sama. Przyniosła jedzenie z krótkiej listy dozwolonych rzeczy.

Synku, nie poznaję cię! powiedziała pani Stefania. Czego się smucisz? Przeżyłeś. Raka nie ma. Ciesz się, a ty tylko leżysz i westchniesz. Chodź, zjedz klopsiki na parze.

Nie chcę jeść.

A trzeba! Co się dzieje? Mariola przychodzi?

Przychodzi na razie. mruknął Igor.

Boisz się, że cię zostawi? Jeśli tak zrobi, to głupia będzie!

Ja już jestem nikim! Bezużyteczny! Pracować nie mogę. Nic nie mogę. Dopiero w czerwcu skończę pięćdziesiąt, a już kaleka. Komu potrzebny kaleka?

A wy tu co? zdziwiła się Mariola, wchodząc do sali. Na całe oddział krzyczycie. Dzień dobry, pani Stefciu!

Idę już. Cześć, Mariolu, trzymajcie się.

Co się stało?

Mama Igora machnęła ręką i wyszła. Mariola umyła ręce i podeszła do męża.

No co ty za kaleka? Ręce masz, nogi masz. Odpoczywaj, reszta wydobrzeje. Wiesz, co czytałam o wątrobie?

Co?

To taki organ, który się sam odradza. Jak zostaje pięćdziesiąt jeden procent, to wraca do normy. Ty masz sześćdziesiąt procent. Daj jej czas. Wszystko się ułoży!

A ja go mam?

Co? nie zrozumiała.

Czas.

Igorze, o co chodzi? Coś mi lekarze nie mówią? Kazałeś coś ukryć?

Nie o to

Wypisali go do domu. I zaczął się najgorszy etap życia Igora. Wystarczyło byle co podziałać fizycznie, a od razu był zmęczony. To go najbardziej bolało.

A zbliżały się urodziny, o których myślał z niechęcią. Nie można zjeść, nie można wypić. Co za radość!

Mariola jakby tego nie zauważała na diecie jadła razem z nim.

Mariolko w końcu zebrał się na odwagę. Co dalej z nami będzie?

W jakim sensie? nie zrozumiała.

No powoli zdrowieję. Zostawisz mnie, tak? Lepiej powiedz od razu.

Niby dlaczego, miałabym cię zostawić? Jest mi z tobą bardzo dobrze.

Tak było, jak wszystko w domu robiłem i zarabiałem. A teraz co dobrego? Teraz nawet sam ze sobą źle się czuję.

Daj spokój. Weź się w garść!

Staram się! Ale co to za życie? Dwa razy młotkiem uderzę i już wykończony!

Mariola podeszła, objęła go od tyłu. Przytuliła policzek do jego karku.

Kocham cię. Nigdy nie zostawię. Odpoczywaj, ile trzeba.

Kochasz? Na pewno?

Na pewno, na pewno.

Mariola nie zostawiła Igora. On powoli, ale wracał do sił.

Mariola zorganizowała mu jubileusz bez alkoholu, żeby nie kusiło go pić samotnie.

Przyszło kilku przyjaciół, posiedzieli w altanie, pograli w warcaby i karty.

Szczęściarz z ciebie, Igorze stwierdzili przyjaciele, żegnając się.

Teraz pójdziecie, po moim zdrowiu się napijecie, co? rzucił sarkastycznie.

Śmiali się, pożegnali. Wieczorem siedzieli z Mariolą na ganku, patrzyli w gwiazdy. Szczęśliwi. Tamtego wieczoru Igor po raz pierwszy od miesięcy poczuł się lepiej.

Uwierzył, że wraca do zdrowia. Uwierzył też, że żona naprawdę go nie zostawi. Mocniej objął Mariolę.

Co się dzieje, Igorze?

Wszystko dobrze! uśmiechnął się.

No nareszcie. mruknęła Mariola i pocałowała go w policzek.

Byli szczęśliwi

Drodzy, jeśli chcecie czytać nasze kolejne historie, zostawcie komentarz i polubcie. To nas zachęca do dalszego pisania!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − jeden =

– Przecież ty mnie nigdy nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, gdy zachor…