Przecież to nasza mama!

Jaki to niby przeterminowany przelew? Coś się państwu pomyliło, my nie mamy żadnych kredytów… Tak, Nowakowie, zgadza się adres, ale… Ile?! Niemożliwe. Na kogo został zaciągnięty ten kredyt? dopytywała z niedowierzaniem Justyna.

Na nazwisko Adama Tomasza Nowaka padła odpowiedź.

Tak, to mój mąż, ale po co? I jak mógł to zrobić bez mojej wiedzy? kobieta była kompletnie zdezorientowana.

Przykro mi, głos rozmówcy złagodniał, ale przepisy są dla wszystkich takie same: terminy minęły, dziś przypomnienie, potem kolejne kroki.

Justyna nie pamiętała nawet, jak znalazła się przed komputerem szok był zbyt mocny. Musiała natychmiast zrozumieć, co się stało i skąd ten dług.

Nigdy nie widziała u Adama żadnej karty kredytowej, więc pieniądze nie były przeznaczone na rodzinę. Co tu się dzieje?! Praca zeszła na dalszy plan myśli krążyły tylko wokół tej niepokojącej rozmowy. Justyna z trudem doczekała powrotu męża do domu:

Dla kogo te pieniądze? Kto cię poprosił, żebyś brał kredyt?!

No i zadzwonili, nie zdążyłem ci wszystkiego powiedzieć Adam z niechęcią spojrzał na żonę, i gdy uświadomił sobie, że się wygadał, burknął: No i co się gapisz? Dla mojej mamy! Prosiła, żebym jej pomógł, sama mieszka…

Ale na co jej taka suma? My żyjemy za mniej, choć pracujemy oboje!

Na wakacje, rozumiesz?

I gdzie się wybiera? Do Egiptu, na Malediwy?

Mama sama mnie wychowała, ma prawo coś od życia mieć. Od ciebie się tego nie spodziewałem…

Adam demonstracyjnie usiadł w fotelu w salonie, odwracając się do ściany, jak zawsze gdy próbował wymusić na żonie uległość. Tym razem jednak jego teatrzyk nie zrobił na Justynie wrażenia.

Uznała, że milczenie będzie najlepszą odpowiedzią. Teściowej w ich małżeństwie było od początku więcej niż za dużo. Barbara Nowak uwielbiała wymagać i zaczęła pokaz siły od pierwszego spotkania z wybranką syna. Już wtedy, jeszcze przed ślubem, na widok kolczyków Justyny nie omieszkała zapytać: czy te kamienie prawdziwe, a może to tylko tania biżuteria?

Gdy dowiedziała się, że Justyna nie nosi podróbek, natychmiast uniosła głos:

Po co tyle pieniędzy na bzdury? Lepiej coś do domu byście kupili…

To prezent rzuciła lekko urażona Justyna.

A, no to co innego od razu się uspokoiła przyszła teściowa.

Tydzień później Adam z proszącym uśmiechem poprosił Justynę, by nie zakładała tych kolczyków podczas wizyt u jego mamy. Zrobiło jej się przykro mama bardzo się zmartwiła, że sama nie ma takich, a syn jej nie kupi.

Już wtedy coś ją niepokoiło. Ale zakochana Justynka szybko odgoniła złe przeczucia. Potem był ślub Barbara zachwycała wszystkich strojem i prezentem, a Justyna dowiedziała się później, że wszystko to kupił Adam, bo mama nie chciała przyjść, jeśli nie będzie wystarczająco godnie wyglądać.

Potem było już tylko gorzej: to mama chce nowy telewizor, bo koleżanka ma taki, to suszarkę za kilkaset złotych, bo siostra wreszcie ma porządną, to zabiegi w salonie piękności. I wszystko natychmiast, bo inaczej… Zaczynała płakać i narzekać na zdrowie. Adam nie potrafił znieść łez matki i spełniał każdą jej zachciankę:

To przecież mama… Jak można jej odmówić?

Ale teraz mieli już swoją rodzinę, a na jej utrzymanie ciągle brakowało. Choć oboje pracowali, Justyna nie mogła pojąć, jak to możliwe, że ledwo im starcza. Adam wzruszał ramionami:

Widocznie, Justynko, musisz się jeszcze nauczyć prowadzić budżet domowy. Mogłabyś się od mamy nauczyć…

Ale Justyna nie zamierzała się uczyć od teściowej, od początku ich relacje się nie układały. Ten typ kobiety był jej dobrze znany i wolała trzymać się z daleka.

Ostatnią kroplą był teraz urlop Barbary, za który syn zaciągnął kredyt. Kwota powaliła Justynę na kolana za te pieniądze można by spłacić kilka rat kredytu na mieszkanie, umeblować dom, kupić sprzęty. Starczyłoby i na świętowanie w najlepszej restauracji w Warszawie.

Wyglądało na to, że Adam nie zamierza niczego zmieniać: mama zawsze na pierwszym miejscu. Justyna może by to jeszcze zniosła to przecież matka, sama dla swojej zrobiłaby wiele. Ale bez słowa, bez pytania… Gdyby coś się stało, to na nią spadłyby raty. A Barbara po raz kolejny umyłaby ręce.

Najwyraźniej przyszedł czas na poważną rozmowę. Trzeba wybrać, kto jest ważniejszy albo przynajmniej ograniczyć apetyty mamy. Ale rozmowa nie doszła do skutku Adam wpadł w gniew, zarzucając jej znieczulicę i dążenie do pieniędzy:

Przecież spłaciłem ten kredyt, zapłacę wszystko! Ile można z tobą rozmawiać! Tak, mama nie chce tanich sanatoriów, jej się należy coś lepszego. Dała mi życie, poświęciła wszystko! I teraz nie mogę jej zapewnić wypoczynku?

A pomyślałeś, że nas nie stać na jej zachcianki? Może warto jej jasno to powiedzieć?

Lepiej tobie wytłumaczę: mama to świętość…

Justyna zrozumiała: Adam nie ma zamiaru nic zmieniać. Wiedziała dobrze, że Barbara zazdrosna jest o syna, dzwoni codziennie, błaga, by Adam przyjechał, bo strasznie jej tęskno… I syn rzucał wszystko, jechał nawet na drugi koniec miasta.

Po ostatniej kłótni Nowakowie poszli do pracy, nie zamieniając ze sobą słowa. Tuż przed obiadem Justynie zrobiło się bardzo słabo. Zaniepokojone koleżanki odwiozły ją do lekarza. Tam usłyszała, że jest w ciąży. Musiała podzielić się tą nowiną z Adamem to był powód, by w końcu wspólnie zaplanować domowy budżet.

Cieszyła się na wiadomość, ale… Adam był przerażony. Prosił, by się jeszcze wstrzymać, nalegał na usunięcie dziecka. Niedługo potem zadzwoniła również Barbara. W przeciwieństwie do syna nie prosiła żądała:

Nie chcę być babcią! To twój pomysł, żeby przywiązać go dzieckiem? Nic ci to nie da, i tak Adam odejdzie, nie zatrzymasz go…

Dlaczego miałby odchodzić? Skąd takie przypuszczenie?

Znam syna, matka wie lepiej. Od dawna szuka sposobu, by mieć spokój od kogoś takiego jak ty. Więc zrób, jak mówi, bo i tak alimentów się nie doczekasz.

Justyna poczuła, jak świat jej wiruje przed oczami. Ocknęła się w szpitalu.

Już przyszłaś do siebie, Justyś? usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy obok siedziała pani doktor, sąsiadka Barbary.

O, pani Anno, wyszeptała pacjentka, Nie wiedziałam, że pani tu pracuje…

I dobrze byłoby cię nie znać w tych okolicznościach mruknęła pani Anna z uśmiechem. Myśleliśmy już, że będzie trzeba wybierać: mama czy dziecko.

Co?!

Uspokój się, z wami wszystko w porządku. Ale powiedz mi, co się wydarzyło, że aż tak cię ścięło?

Po wysłuchaniu historii zmarszczyła brwi i dała Justynie krótką, ale konkretną radę:

Zostaw ich, tej rodziny nie zmienisz, a teściowa każdą synową zamęczy. Ona uważa, że Adam jej wszystko zawdzięcza. Swojego męża zamęczyła żądaniami, aż się pochorował. Syn poszedł w tatę matce nie podskoczy.

Ale przecież się ożenił…

Tak szczerze mówiąc, dziwię się, że w ogóle się zdecydował. Nawet nie wiesz, ile dziewczyn uciekło po pierwszej wizycie u Barbary! Decyduj się, Justyno. A co Adam mówił o ojcostwie?

Po wysłuchaniu odpowiedzi, pani Anna mruknęła pod nosem coś niewybrednego pod adresem mamin synków. Chyba właśnie to, jak zaklęcie, dało Justynie siłę. Poradzi sobie sama. Adam swój wybór już dokonał, nawet tego nie zauważył.

Pozew rozwodowy złożyła kilka tygodni później, wracając do pracy. Adam nawet nie protestował. O tym, że udało się donosić ciążę, nie powiedziała mu.

… Minął rok od jej nowego początku. Justyna z córeczką spokojnie przeszły przez park koło domu.

No proszę, kogo ja widzę! rozległ się głos, którego dawno nie słyszała. Dlaczego nie pozwalasz mi widywać wnuczki?

To nie pańska wnuczka spokojnie odpowiedziała Justyna. Tamto dziecko, jak sugerowała pani i Adam, nie przyszło na świat. A to tylko moja córka. Babcię już zresztą ma.

Jak śmiesz…

Owszem. A jeśli tak bardzo chce pani być babcią, niech poszuka synowi odpowiedniej kandydatki.

Oddaliła się z uśmiechem, nie słuchając już obelg za plecami. Wiedziała, że zostawiła za sobą nadopiekuńczego syna i teściową bez zahamowań. I zrobiła słusznie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − osiemnaście =

Przecież to nasza mama!