Przecież to jest mama

Jaki znowu zaległy przelew? Coś się wam musiało pomylić, przecież nie mamy żadnego kredytu… Tak, Kowalczykowie, tak, nasz adres, ale… Ile? Niemożliwe. A na kogo ten kredyt niby był wzięty? zastanawiała się Justyna.

Na Bartosza Michała Kowalczyka odpowiedział głos w słuchawce.

Tak, to mój mąż, ale jak on mógł? Po co mu kredyt?! Justyna była wyraźnie zdezorientowana.

Przykro mi, ton rozmówcy złagodniał, ale zasady są dla wszystkich takie same: minął termin, dziś upomnienie, potem kolejne kroki.

Justyna nie pamiętała już, jak weszła do pokoju i znalazła się przed komputerem; chyba jednak wiadomość zrobiła swoje. Nie, najpierw musi sama rozgryźć, jak powstał ten dług.

Karty kredytowej u Bartosza nigdy nie widziała, czyli kasa nie była na rodzinę. O co tutaj chodzi?! O pracy mogła zapomnieć, cały dzień myślała tylko o tej dziwnej rozmowie. Justyna ledwo doczekała aż Bartosz wróci do domu:

Dla kogo te pieniądze, co? Kto ci kazał brać kredyt?!

Nie zdążyłem, już dzwonili mruknął zły Bartosz, po czym, uświadomiwszy sobie, że się wygadał, zaatakował żonę: No co się tak gapisz? Mamie to na pomoc, mamie! Mówiła, że biedna jest sama

I na co jej taka suma? My tyle nie wydajemy, chociaż oboje pracujemy…

Na wakacje, jakbyś nie wiedziała.

Gdzie, do Dubaju czy na Malediwy?

Mama mnie samotnie wychowywała, należy się jej. A od ciebie się nie spodziewałem

Strzelił focha, zamknął się w pokoju, ostentacyjnie waląc się na fotel i odwracając do ściany. Zawsze tak robił, jak chciał na Justynę wywrzeć presję. Ale tym razem spektakl obrażony synek przestał na niej działać.

Justyna uznała, że nie będzie się wdawać w rozmowę. W życiu jej teściowa była, jak to się mówi, zbyt obecna. Helena Kowalczykowa uwielbiała stawiać żądania. Zaczęła już przy pierwszym spotkaniu z synową Justyna miała w uszach kolczyki, na widok których teściowa od razu zapytała: To prawdziwe kamienie, czy jakaś tandeta?.

Gdy Justyna odparła, że podróbek nie nosi, teściowa natychmiast zrobiła dramat:

Tyle pieniędzy na błyskotki?! Lepiej byście coś do domu kupili…

Ale to prezent Justyna była oszołomiona taką reakcją.

A, prezent… No to już OK od razu się uspokoiła.

Tydzień później Bartosz, czerwony ze stresu, poprosił Justynę, by więcej nie nosiła kolczyków, kiedy idą do jego mamy bo tej jest przykro, że ona takich ładnych nie ma, a on nie ma kasy, żeby jej takie kupić.

Już wtedy Justyna czuła, że coś z tym jest nie tak, ale zakochana wygoniła z głowy nieprzyjemne myśli. Potem była ślubna feta Helena błyszczała w stylowej sukience, cudowny prezent Dopiero miesiąc po wszystkim młoda Kowalczykowa dowiedziała się przypadkiem, że to Bartosz wszystko załatwił. Inaczej pani Helena nie przyszłaby na własny ślub syna.

A potem zaczęło się prawdziwe mamusiowe combo: to telewizor taki jak u koleżanki, to suszarka jak u siostry, to szybka wizyta w salonie piękności, wszystko na wczoraj. A jak coś się przeciągnęło? Helena zaraz w ryk, narzeka na zdrowie Bartosz nie mógł znieść jej łez i leciał spełniać wszystkie zachcianki:

To przecież mama, jak można odmówić?

Sęk w tym, że na życie ich nowej rodziny nie wystarczało już nie tylko na luksusy, ale i na podstawowe rzeczy. Justyna i Bartosz oboje nieźle zarabiali, a dalej nie starczało ani na prąd, ani na żwirek dla kota. Kulą u nogi był domowy budżet czego by Justyna nie planowała, Bartosz tylko wzdychał:

Po prostu, kochanie, jeszcze się budżetowania nie nauczyłaś. Ucz się od mojej mamy

Tyle że na nauki teściowej Justyna nie miała ochoty od początku ich relacje były jak z kiepskiej telenoweli. Teściowa okazała się podręcznikowym typem supermamy, a takich Justyna wolała unikać z kilometra.

No i przyszedł ten moment: mama Bartosza zażyczyła sobie opłacenia luksusowych wakacji. Suma, którą Bartosz dla niej pożyczył, zwaliła Justynę z nóg za to spokojnie spłaciliby trzy raty kredytu hipotecznego, kupili nowe meble i lodówkę, a jeszcze zostałoby na uroczysty obiad w najlepszej restauracji w Warszawie.

Wyglądało na to, że Bartosz nie planuje zmian: mama zawsze na pierwszym miejscu. Justyna mogła by to względnie przełknąć sama też dla własnej mamy wiele by zrobiła. Ale zrobić takie coś, nie mówiąc żonie ani słowa? A gdyby coś się stało? Kredyt zostaje na nią! A Helena, wiadomo, niewinna.

Czas na poważną rozmowę z mężem. Kto jest dla niego ważniejszy? Albo przynajmniej niech mamusi powie, żeby za bardzo nie szalała. Ale rozmowa nie wyszła Bartosz się wściekł, oskarżając żonę o bezduszność i wyrachowanie:

Ja wszystko spłaciłem, nie robię długów, a ty wiecznie nie zadowolona! Mamie się należy wersja de luxe, wychowała mnie, wszystko dla mnie robiła! Nie mogę jej za to zapewnić porządnego odpoczynku?!

A to, że nas nie stać, już nie ważne? Może czas jej to powiedzieć?

Ja ci powiem jedno: mama to świętość!

Justyna zrozumiała Bartosz nic nie zamierza zmieniać. Zresztą, skąd te napięcia wiedziała Helena codziennie dzwoniła do synka, żaląc się, że tęskni i niech przyjedzie, bo umrze z samotności A wtedy Bartosz rzucał wszystko i leciał na drugi koniec miasta. Bo mama!

Po wczorajszych cichych dniach Kowalczykowie poszli do pracy osobno. Przed południem Justyna poczuła się fatalnie. Koleżanki wypchnęły ją do lekarza. Tam, niespodzianka, dowiedziała się, że jest w ciąży! Justyna od razu wyobrażała sobie, jak powie o tym Bartoszowi w końcu teraz będą musieli przemyśleć budżet.

Ale cieszyła się zbyt wcześnie. Bartosz łapał się za głowę, powtarzał tylko, że się nie spodziewał, prosił by jeszcze trochę poczekać, a nawet sugerował zastanowienie się nad przerwaniem ciąży. Zaraz potem dzwoniła też Helena w przeciwieństwie do syna nie prosiła, tylko żądała:

Ja nie chcę być babcią! Co ty sobie myślisz?! Chcesz go przywiązać do siebie dzieckiem? Naiwna jesteś, i tak Bartosz cię zostawi, nie zatrzymasz go

Ale niby gdzie i po co miałby odejść?

Ja swojego syna znam. Już dawno planuje, jak cię odprawić na cztery wiatry. Rób, co mówi, bo alimentów to się po nim nie doczekasz.

Zrobiło się Justynie ciemno przed oczami. Ocknęła się w szpitalu.

Justynka, nareszcie! usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła pielęgniarkę starą znajomą z sąsiedztwa jej teściowej.

Ojej, pani Weronika! wykrztusiła Justyna. Nie wiedziałam, że pani tu pracuje

I dobrze by było, jakby się człowiek nigdy nie dowiedział zaśmiała się Weronika. Mieliśmy zagwozdkę: ty czy dziecko, kogo ratować.

Co takiego?!

Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz mi, co się w ogóle stało, że aż cię tak wycięło?

Po wysłuchaniu historii Weronika tylko się skrzywiła. I dała Justynie radę:

Olej tę rodzinkę. Bartosza nie zmienisz, a jego matka rozpracuje każdą synową. Mąż Heleny padł ofiarą jej wiecznych żądań: wykończyła chłopa, został sam na froncie. Syn ma to po nim nigdy matce nie podskoczy.

Ale przecież wziął ślub…

Sama nie wierzę, że się odważył. Wiesz, ile dziewczyn od niego uciekło zaraz po pierwszej wizycie u Helenki? Przemyśl to wszystko. A Bartosz, co mówi o dziecku?

Justyna podzieliła się odpowiedzią, a Weronika rzuciła coś pod nosem o syneczkach mamusi i Magia! Po tej rozmowie Justyna już wiedziała. Da radę sama. A Bartosz podjął decyzję za nią, choć chyba nieświadomie.

Pozew złożyła od razu po powrocie do pracy. Bartosz nie walczył nie próbował nawet ratować małżeństwa. O tym, że zostanie mamą, Justyna już byłemu nie powiedziała.

***

Minął rok od uzyskania wolności. Justyna z córeczką spacerowały spokojnie parkiem w Łodzi.

No patrzcie, patrzcie kogo spotkałam usłyszała nagle stary, znajomy głos. Czemu nie dajesz mi widywać wnuczki?

Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała spokojnie Justyna. Tamto dziecko nie przyszło na świat, tak jak doradzała pani i Bartosz. Ta dziewczynka to moja i tylko moja córeczka. I tak babcię już ma.

Jak możesz

A jeszcze jak! Tak bardzo zależy pani na statusie babci? Niech sobie pani znajdzie do syna inny odpowiedni model.

Justyna, uśmiechając się szeroko, poszła dalej, ignorując wiązankę przekleństw za plecami. Wiedziała, że dobrze zrobiła, zostawiając uzależnionego od mamusi męża i teściową z rozdętym ego za sobą. I to był strzał w dziesiątkę!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Przecież to jest mama