Prośba wnuka. Opowieść — Babciu, mam do Ciebie prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. Wnuk pr…

Babciu, mam do Ciebie prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy.

Dużo.

Wnuk przyszedł do niej wieczorem. Widać było, że jest zdenerwowany.

Zazwyczaj wpadał do Zofii Nowak dwa razy w tygodniu. Pomagał, kiedy trzeba zrobił zakupy, wyniósł śmieci. Nawet kiedyś naprawił jej kanapę, jeszcze długo posłuży. Zawsze był spokojny i pewny siebie. A dziś cały roztrzęsiony.

Zofia Nowak zawsze się bała w końcu świat jest taki nieprzewidywalny!

Paweł, mogę zapytać, na co Ci te pieniądze? I o jaką kwotę chodzi? zapytała Zofia, czując niepokój.

Paweł był jej najstarszym wnukiem. Porządny, dobry chłopak. Rok temu skończył liceum. Pracuje i studiuje zaocznie. Rodzice nigdy nie mieli do niego większych zastrzeżeń. Ale po co mu tyle pieniędzy?

Na razie nie mogę Ci powiedzieć, ale obiecuję, że oddam, tylko nie od razu, w ratach Paweł zwlekał z odpowiedzią.

Przecież wiesz, że utrzymuję się z emerytury powiedziała niepewnie Zofia. Ile potrzebujesz?

Dziesięć tysięcy złotych.

A dlaczego nie zapytasz rodziców? zapytała odruchowo, choć wiedziała, jaka będzie odpowiedź. Jej zięć, ojciec Pawła, był człowiekiem zasad uważał, że syn sam powinien rozwiązywać swoje problemy, dostosowane do wieku, i nie mieszać rodziny w swoje sprawy.

Oni nie dadzą potwierdził Paweł jej przypuszczenia.

Co jeśli wpakował się w coś niebezpiecznego? Jeśli da mu pieniądze, może będzie jeszcze gorzej? A jeśli nie da, to Paweł będzie miał kłopoty?

Zofia spojrzała pytająco na wnuka.

Babciu, nie martw się, nic złego Paweł zauważył jej niepokój Oddam w trzy miesiące, przysięgam! Nie wierzysz mi?

Chyba powinna pomóc. Nawet, jeśli nie odda. Każdemu w życiu potrzebny jest ktoś, kto zaufa i wesprze. Nie może stracić wiary w ludzi. Przecież te pieniądze mam na czarną godzinę. Może to właśnie ta chwila. Przyszedł do mnie. O własnym pogrzebie chyba za wcześnie myśleć. A jakby co, to ktoś się przecież zajmie. Trzeba myśleć o żywych, to ważne. I ufać bliskim!
Mówią, że jak się pożycza, trzeba się z tymi pieniędzmi pożegnać. Teraz młodzi są tacy nieprzewidywalni. Czasem nie wiadomo, co im w duszy gra. Ale Paweł mnie nigdy nie zawiódł!

Dobrze, dam Ci te pieniądze. Na trzy miesiące, zgodnie z umową. Może jednak lepiej, żeby rodzice wiedzieli?

Babciu, wiesz, jak bardzo Cię kocham. Zawsze dotrzymuję słowa. Ale jeśli nie możesz, postaram się wziąć kredyt, przecież pracuję.

Rano Zofia Nowak poszła do banku, wypłaciła potrzebną kwotę i przekazała wnukowi.

Paweł rozpromienił się, ucałował babcię i powiedział:
Dziękuję, babciu, jesteś dla mnie najbliższą osobą. Oddam, obiecuję i wybiegł.

Zofia, wracając do mieszkania, zrobiła sobie herbatę i zadumała się. Ileż to razy w życiu miała chwile, gdy nagle potrzebowała pieniędzy. Zawsze znajdował się ktoś, kto jej pomógł. Dzisiaj czasy się zmieniły, każdy patrzy na siebie. Ach, ciężkie to czasy!

Po tygodniu Paweł zajrzał do babci w znakomitym nastroju:

Babciu, masz tu część pieniędzy, dostałem zaliczkę. Mogę jutro przyjść, ale nie sam?

Oczywiście, przychodź, upiekę dla Ciebie Twój ulubiony makowiec uśmiechnęła się Zofia. Ucieszyła się, że wpadnie, może w końcu wszystko się wyjaśni. Chciała mieć pewność, że u Pawła wszystko w porządku.

Wieczorem Paweł przyszedł. Nie sam. Obok niego stała drobna dziewczyna.

Babciu, poznaj Martynę. Martynka, to moja ukochana babcia, Zofia Nowak.

Martyna uśmiechnęła się serdecznie:

Dobry wieczór pani Zofio, bardzo, bardzo dziękuję!

Zapraszam, bardzo mi miło odprężyła się Zofia. Od razu polubiła dziewczynę.

Wszyscy zasiedli do herbaty i makowca.

Babciu, nie mogłem powiedzieć od razu. Martyna bardzo się denerwowała, bo jej mama poważnie zachorowała. Nie było komu pomóc. A Martyna jest przesądna, zabroniła mi mówić, po co te pieniądze. Ale teraz już dobrze jej mamę zoperowali, wszystko wskazuje na poprawę Paweł czułym wzrokiem spojrzał na Martynę. Prawda? ujął ją za rękę.

Tak bardzo pani dziękuję, jest pani niesamowicie dobra Martyna odwróciła się, ocierając łzę.

No już, Martynko, już wszystko dobrze Paweł wstał od stołu Babciu, musimy już iść, odprowadzę Martynę, zrobiło się późno.

Idźcie dzieci, dobrej nocy, niech wam się wszystko wiedzie Zofia przeżegnała ich na drogę.

Wnuk dorósł. Porządny chłopak. Dobrze, że w niego uwierzyłam. Tutaj nie chodzi tylko o pieniądze. Po prostu zbliżyliśmy się do siebie.

Dwa miesiące później Paweł zwrócił wszystkie pieniądze i opowiedział Zofii:

Wyobraź sobie, że lekarz powiedział, że zdążyli. Gdyby nie Twoja pomoc, mogło być tragicznie. Dziękuję, babciu. Nie wiedziałem wtedy, jak pomóc Martynie, a teraz już wiem w życiu zawsze znajdzie się ktoś, kto stanie przy nas, kiedy jest ciężko. Wiesz co, dla Ciebie zrobię wszystko, jesteś najwspanialsza na świecie!

Zofia pogłaskała Pawła po głowie, jak za dawnych lat:

No już, biegnij dziecko. Przyjdźcie z Martynką, będę się cieszyć!

Na pewno przyjdziemy Paweł przytulił babcię.

Zofia zamknęła za nim drzwi i przypomniała sobie, jak jej własna babcia mawiała:

„Należy zawsze pomagać swoim. Tak u nas w Polsce było od zawsze. Kto jest dla innych serdeczny, temu i bliscy nie odwrócą się plecami! Nie wolno o tym zapominać”.

Bo przecież najważniejsza jest życzliwość, serdeczność i zaufanie do bliskich to one trzymają nas razem w każdych czasach.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + piętnaście =

Prośba wnuka. Opowieść — Babciu, mam do Ciebie prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. Wnuk pr…