Prośba wnuka. Opowiadanie — Babciu, mam do Ciebie prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. Wnuk …

Babciu, mam do ciebie ogromną prośbę, bardzo pilnie potrzebuję pieniędzy.

Dużo.

Wnuk pojawił się wieczorem, jakby przyszedł prosto zza mgły. Jego spojrzenie było nerwowe, dłonie ściskające brzeg koszuli rozpuszczały się i znowu materializowały na jej oczach. Często bywał u Celiny Makowskiej, dwa razy w tygodniu, czasem trzy to po zakupy pójdzie, to śmieci wyrzuci, a kiedyś naprawił jej tapczan, który zaczął podskakiwać jak zając. Zawsze był spokojny, taki opanowany. Teraz jednak jego głos drgał, jakby wiatr go przywiewał z innej rzeczywistości.

Celina Makowska zawsze się obawiała tyle się przecież dzieje na tym świecie! Rzeczywistość codziennie przeciekała przez palce, zostawiając osad niepewności.

Janek, mogę zapytać, po co ci te pieniądze? I co znaczy dużo? Celina poczuła, jakby duszny cień wieczoru osiadał jej na ramieniu.

Janek był jej najstarszym wnukiem. Dobry chłopak, cichy, wrażliwy. Maturę zdał rok temu; teraz pracuje wieczorami i uczy się zaocznie. Rodzice nie narzekali, nie szukał problemów. Więc po co mu taka suma?

Jeszcze nie mogę powiedzieć, ale obiecuję, oddam wszystko. Tylko nie od razu, po kawałku mruknął Janek i spojrzał w stronę okna, gdzie tramwaje przesuwały się leniwie jak ślimaki po liście.

Przecież wiesz, że żyję z emerytury, Janku Celina nie wiedziała, co ma zrobić. Ile potrzebujesz?

Czterdzieści tysięcy złotych.

W mieszkaniu przez chwilę zapadła dziwna cisza, w której tiktak zegara zamienił się w tętent końskich kopyt.

A czemu nie poprosisz rodziców? zapytała, choć znała odpowiedź. Jej zięć, ojciec Janka, zawsze był surowy i uważał, że chłopak ma umieć radzić sobie sam, zwłaszcza w dorosłym życiu. Zawsze trzymał dystans, jakby mieszkał w innym bloku, nawet będąc przy stole.

I tak nie dadzą powiedział Janek, potwierdzając jej myśli. Głos miał stłumiony, jakby wydawał go przez ścianę z waty.

A jeśli Janek wplątał się w coś dziwnego? Co jeśli, dając mu te pieniądze, jeszcze pogorszy sprawę? Ale może zupełnie przeciwnie jeśli nie da, może mieć na sumieniu jego kłopoty. Myśli wirowały jak liście pod kołami tramwaju.

Babciu, nic złego się nie dzieje, przysięgam bąknął Janek, widząc jej spojrzenie Oddam w trzy miesiące. Słowo! Naprawdę mi nie ufasz?

Chyba powinna mu dać. Nawet jeśli nie odda. Przecież czasem ktoś musi być najbliższy, ktoś, komu można zaufać jak własnemu odbiciu w lustrze. Na trudniejsze czasy te pieniądze leżą na koncie, może to właśnie ten przypadek. Przecież Janek do niej przyszedł, a nie do nikogo innego. O śmierci myśleć za wcześnie, a nawet gdyby To przecież inni się zajmą. Teraz trzeba dbać o żywych. O swoich.

Podobno, kiedy pożyczasz żegnaj się z pieniędzmi, pomyślała. Młodzi są tacy nieprzeniknieni, czasem nie wiadomo, co im siedzi w głowach. Ale przecież Janek jej nigdy nie zawiódł.

Dobrze, dam ci te pieniądze. Na te trzy miesiące. Ale może lepiej, by rodzice wiedzieli?

Babciu, ty wiesz, że cię kocham Janek pochylił się i ścisnął jej dłoń. Zawsze spełniam obietnice. Ale jeśli nie możesz… spróbuję wziąć kredyt, pracuję przecież.

Rano Celina Makowska, jakby płynąc przez gęsty mleczny sen, udała się do banku i wypłaciła czterdzieści tysięcy złotych. Przekazała je wnukowi, a on rozpromienił się jak w sierpniowy dzień na Mazurach.

Dziękuję, babciu! Jesteś moją najbliższą osobą. Oddam, zobaczysz! i zniknął, jakby ulotnił się wraz z zapachem jaśminu.

Celina siedząc później w kuchni, zanurzyła się w herbacie jak w stawie z zielonymi rzęsami. Ileż to razy w życiu była na krawędzi, kiedy każdy grosz był jak złoty pierścień. I zawsze znalazł się ktoś, kto ją wspierał. Ale świat się zmienił. Dziś każdy walczy o swoje. Ech, trudne czasy!

Po tygodniu Janek znowu przecisnął się przez drzwi, całuśny i uśmiechnięty od ucha do ucha:

Babciu, patrz, przyniosłem część tych pieniędzy, mam pierwszą wypłatę. Mogę jutro przyjść nie sam?

Pewnie, przyjdź! Upiekę twój ulubiony makowiec rozjaśniła się Celina i poczuła ulgę, głęboko w trzewiach. Może się wyjaśni, może chociaż zobaczy, że Janek jest cały i zdrowy.

Nazajutrz Janek przyszedł wieczorem. Ale nie sam. Obok niego stała drobna dziewczyna, włosy miała jak nici babiego lata unoszące się w październikowym wietrze:

Babciu, poznaj Hanię. Haniu, to moja ukochana babcia, Celina Makowska.

Hania uśmiechnęła się cicho, jakby była promieniem księżyca wyślizgującym się spod chmury:

Dzień dobry, pani Celino, dziękuję pani z całego serca!

Wejdźcie, bardzo mi miło Celina, czując we śnie rozpływające się napięcie, zaprosiła ich do kuchni.

Wszyscy usiedli przy stole, na którym makowiec parował jak ciepły, wilgotny las po deszczu.

Babciu, nie mogłem ci wcześniej powiedzieć. Hania się bardzo bała, jej mama niespodziewanie zachorowała. Nikt nie mógł pomóc. Hania jest bardzo przesądna, bała się mówić szczegóły. Ale już po wszystkim, jej mamę zoperowali, wszystko idzie ku dobremu Janek spojrzał na Hanię i ścisnął jej dłoń.

Dziękuję pani, jest pani naprawdę dobra. Nigdy tego nie zapomnę Hania otarła ukradkiem oczy.

No już, Haneczko, nie płacz, wszystko się ułożyło Janek podniósł się od stołu. Babciu, już późno, zaprowadzę Hanię.

Idźcie, dzieci, dobranoc, niech wam się wszystko dobrze wiedzie Celina przeżegnała ich w myślach, jak jej mama, jak jej babcia przed laty.

Wnuk dorósł. Dobry chłopak. Dobrze, że mu zaufałam. Przecież to nie tylko o pieniądze tu chodzi. Staliśmy się sobie bliżsi.

Dwa miesiące później Janek oddał wszystko i przy herbacie opowiedział babci:

Wyobraź sobie, lekarz powiedział, że się udało. Gdyby nie twoja pomoc, mogłoby być bardzo źle. Dziękuję, babciu. Teraz już wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie rękę w potrzebie. Dla ciebie zrobię wszystko, jesteś najlepsza na świecie!

Celina przeczesała mu włosy palcami, zupełnie jak wtedy, gdy był malutki:

No, leć już. Przyjdź z Hanią, będę czekać!

Pewnie, babciu Janek uścisnął ją na pożegnanie.

Celina zamknęła za nim drzwi i śniąc na jawie, przypomniała sobie słowa swojej babci:

Swoim trzeba zawsze pomagać. Tak w Polsce zawsze było. Kto do ludzi z sercem, do tego i rodzina odwraca się twarzą. Nie wolno o tym zapominać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − czternaście =

Prośba wnuka. Opowiadanie — Babciu, mam do Ciebie prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. Wnuk …