Drogi pamiętniku,
Znowu myślę o tym, co wydarzyło się w zeszłym lecie, kiedy wróciłam z Krakowa do rodzinnego wsi Stary Dwór. Mój ojciec od lat prowadził gospodarstwo krowy, kozy, ogród pełen jabłoni i buraków a ja, Jagoda, po latach nauki w mieście, wracałam co wakacje, by pomóc mamie w domu i udawać, że szukam przyszłego męża wśród okolicznych chłopów.
Kiedy przechadzałam się jedną z brukowanych uliczek, nagle z krzaków wyłonił się Szczepan, młody chłopak z sąsiedniej wsi, z twarzą tak otwartą, że aż się uśmiechał, i z ręką, w której drżały nowe spodnie bez dziur. Jagodo, chodź dziś do lokalu, będzie muzyka, przyprowadzę cię do domu! krzyknął, próbując przyciągnąć moją uwagę. Odrzuciłam go krótko, kręcąc głową i szukając schronienia w domu, gdzie mama i tata rozmawiali o kolejnych zalotnikach.
Dzisiaj przywijał się do mnie syn Sowińskiego, taki maruda, a wczoraj przyjechał pan Janek z okolic, jeżdżąc w starym Fiacie 126p, chwalił się, że jest przyjacielem wójta i wkrótce będzie u nas pracował, opowiadała mama, przewracając oczy. Kochanie, nie ma takiego chłopa, który by ci się podobał? Skończysz szkołę, a potem będziesz musiała wybrać.
Uśmiechnęłam się smutno. Wszyscy są tak próżni, zarozumiali, że aż mdli. Udają rycerzy, a ja mam wrażenie, że mogę ich wszystkich zgnieść.
Wtedy pojawił się Szczepan, trochę starszy od mnie, i patrzył na mnie zza małego wrota. Na początku nie odważył się przyznać do miłości, ale wiosna, ptaki, kwiaty sprawiły, że serce mu zabiło. Zdecydował, że musi zdobyć moje przyzwolenie, więc poszedł do mamy po radę.
Synu, spójrz w lustro i przeszukaj kieszeń jesteś dobrym, choć nie królewiczem z bajki. Gdybyś był przystojny, może mnie wybrałabyś, ale nie jesteś. Patrz na tych zalotników wokół mnie. rzekła matka, potrząsając głową.
Wiem, że nie jestem piękny, ale powiedz, jaka dziewczyna ci się podoba? Gdybyś była młodą, piękną dziewczyną, jaką byś wybrała?.
Mama odparła, że nie była proszona o wybór, że już ma załatwioną małżeńską umowę z synem wójta, ale w duchu dodała, że gdyby była w jego miejscu, wybrałaby prezent od serca, nie ten, za który trzeba płacić trzy krowy na targu, ale taki, co rozgrzeje duszę.
Co to ma znaczyć, mamo? zapytałem, a ona odpowiedziała, że nie wie, bo właśnie trąbią krowy w stajni.
Później Szczepan przyglądał się, jak mama wyciągała z torby nieznany kawałek mydła, które przywiózła sąsiadka z miasta. Patrz, jaka piękna, pachnie jak wiosenny poranek! krzyknęła, rozpakowując je w starej gazecie i wkładając na półkę jak najcenniejszy skarb. Mama planowała przetestować to cudowne mydło w najbliższy dzień w łaźni, aby oszczędnie je zużywać, bo w sklepie nie da się kupić takiego cudownego zapachu.
Coś takiego nie znajdziesz w sklepie mruknął Szczepan, obserwując mamę. Zrozumiał wtedy, że to mydło jest właśnie tym, czego potrzebuję prezentem dla serca, którego nie da się kupić za złotówki ani za trzy krowy. Postanowił zdobyć dla mnie całą puszkę tego mydła i podarować ją jako najcenniejszy dar.
W całej wsi ludzie byli zdumieni, że taka piękna dziewczyna, jak ja, wybrała sobie Szczepana niepozornego, niskiego, blado-białego chłopka z piegami, które wyglądają, jakby krowa kichnęła w nie. Był biedny, ojciec zmarł, a matka sama wychowywała trzech synów. Mimo to kochaliśmy się i śmialiśmy, a po naszym ślubie opowiadano historię o nas aż do starości.
Patrząc na Szczepana, który przyszedł do mnie w dniu ślubu z tym magicznym kawałkiem mydła, czułam się, jakbym trzymała koronę ze złota i szmaragdów. To nie żart, to najdroższy dar, jaki mogłeś przynieść, pomyślałam, kiedy podał mi mydło z napisem Higieniczne.
Mój umysł szaleje tyle zalotników kręciło się wokół mnie, a żaden nie pomyślał o prezencie z serca. Szczepan, choć nie miał bogactw, miał dobre serce i wesołe usposobienie. Wiedziałam, że życie z nim nie będzie nudne, a on będzie dbał o mnie i nasze dzieci, pomagając przy obowiązkach domowych i przy dzieciach.
Nasze małżeństwo przetrwało lata, a szczęście, które odczuwałam, było jak mydło, które codziennie używaliśmy proste, a jednak nieocenione. Wszyscy w wsi patrzyli na nas z podziwem, pytając, jak udało się nam zachować urodę i witalność po tylu latach. Odpowiedź była prosta: Mija się z mydłem gospodarczym, które codziennie myje serce.
Tak więc, Drogi pamiętniku, nauczyłam się, że prawdziwy prezent nie kosztuje złotówek ani trzech krów, lecz pochodzi z serca i przynosi spokój i radość na całe życie.



