PREZENT
No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, wszystko w porządku? zapytałem, gdy tylko wróciłem z pracy i posadziłem obok siebie na kanapie mojego pięcioletniego Andrzejka, lekko mu przegarniając miękkie, jasne włosy. Żona, Pola, właśnie krzątała się w kuchni, przygotowując kolację, więc miałem chwilę, żeby porozmawiać z ukochanym i jak dotąd jedynym synem. W mieszkaniu panowała przytulna atmosfera, ciepło, a w salonie między burczącym telewizorem a regałem sztucznie połyskiwała niewielka, ale pięknie udekorowana choinka. Do Sylwestra została dokładnie doba.
Wszystko dobrze! zameldował Andrzejek. Tylko mój kolega Kuba ma gorzej.
A co się stało Kubie? Z tym z sąsiedniej klatki, co razem chodzicie do przedszkola? dopytałem.
No właśnie on, przytaknął Andrzejek.
Nie dostał dzisiaj prezentu na przedszkolnej wigilii poinformowała Pola, zaglądając do pokoju w obłoku zapachu pieczonego kurczaka. Biedny chłopak No, ręce umyć i do stołu, panowie, wszystko gotowe!
Jak to nie dostał? powiedziałem z zaskoczeniem, wstając z kanapy. Wszystkim dali, a akurat Kubie nie? Dziwne jakieś.
No właśnie, wszystkim dali, a Kuba nie dostał potwierdził Andrzejek, zeskakując z kanapy razem ze mną. Śnieżynka i Mikołaj rozdawali prezenty, a jemu nie. A czekał.
Co to za Mikołaj ze Śnieżynką, co dziecko skrzywdzili? rozzłościłem się, zasiadając przy stole.
Przecież to nie ich wina wzruszyła ramionami Pola. Może mama Kuby zapomniała wpłacić składkę na prezent, albo po prostu nie miała pieniędzy. Bywa i tak. Andrzejku, umyłeś porządnie ręce?
Myliśmy razem w łazience odpowiedziałem, rozdzielając chrupiącego kurczaka i nakładając na talerze. No dobrze, załóżmy, że pieniędzy nie wpłaciła. Ale jak pani dyrektor przedszkola jak jej tam, Anna Piotrowska? mogła dopuścić do takiego upokorzenia chłopca, kiedy wszyscy widzieli, jak nie dostał prezentu?
Anna Piotrowska była naszą Śnieżynką oznajmił Andrzejek. A Mikołajem był nasz pan do spraw porządków!
Tym bardziej! nie dawałem za wygraną. Przecież mogli znaleźć jeden prezent więcej, na kredyt, potem by rodzice się rozliczyli. Żeby być tak nieczułym
Najwyraźniej nie mogli westchnęła Pola. Ja na ich miejscu bym coś wymyśliła, żeby także Kuba dostał prezent.
A rodzice Kuby? Przecież chyba nie chcieli, żeby ich syn został bez prezentu? drążyłem dalej.
Odwróciłem się do Andrzejka, który z zapałem pałaszował kurczaka.
Mam nadzieję, że podzieliłeś się z nim swoim prezentem?
Synek spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem.
Tak, chciałem. I jeszcze Szymek, Natalia, Alek i inni. Ale Kuba nie chciał od nikogo przyjąć.
Ależ dumny z niego malec! zdziwiłem się. Chyba się nie rozpłakał przez to?
Nie wiem Nie widziałem szczerze odpowiedział syn.
No nie zasłużył na takie potraktowanie
Rzeczywiście szkoda mi tego Kuby przyznała Pola. Pewnie było mu bardzo przykro.
Musimy naprawić tę niesprawiedliwość! ogłosiłem, nagle zdecydowany. Coś już wymyśliłem, bo aż twarz mi poczerwieniała od emocji.
Ale jak? zapytała Pola, ocierając usta serwetką. Andrzejek także spojrzał pytająco.
Ano tak! odpowiedziałem tajemniczo. Wiecie, w którym mieszkaniu mieszka Kuba? Andrzejek, wiesz?
Nie, pokręcił głową. Tylko na podwórku i w przedszkolu się bawimy, nigdy u niego nie byłem.
Postaram się dowiedzieć zadumała się Pola. Mam koleżankę, Zofia, zna chyba wszystkich w bloku, zadzwonię. Ale po co?
Dzwoń koniecznie. Teraz. poprosiłem zdecydowanie.
No dobrze zgodziła się Pola. Ale wy sami posprzątacie po kolacji i umyjecie naczynia!
Po kilku minutach wróciła z informacją:
Mieszkają w trzydziestym piątym, nazwisko Wiśniewscy. Mama nazywa się Walentyna. Pana domu nie ma albo odszedł, albo został wyrzucony, nikt nie wie. Żyją we dwójkę, matka z synem.
Skąd tyle szczegółów? zaśmiałem się.
Zofia to nasza domowa detektywka! uśmiechnęła się Pola. A tak poważnie, jest w zarządzie i jej wszystko się składa.
Wszystko jasne powiedziałem, zamyślony. Andrzejku, zjadłeś swój prezent?
Jeszcze nie cały westchnął. Mama mówiła, że słodycze są niezdrowe.
Ma rację przytaknąłem. To torebka z prezentem jest cała?
Tak powiedział. Ostrożnie ją otworzyłem.
Świetnie znowu go pogłaskałem. Możesz przełożyć resztę słodyczy do innego woreczka, a tę torebkę mi dać?
Po co? zapytał nieufnie, idąc do swojego pokoju. Po chwili wrócił z kolorową torebką, już dużo lżejszą, wysypując jej zawartość na stół cukierki, ciasteczka, a za nimi rozwinęły się błyszczące opakowania.
Pola przyglądała się temu z cichą ciekawością i w końcu zapytała:
Chyba chcecie obdarować Kubę prezentem? Kiedy? Kto mu go wręczy?
Najlepiej jeszcze dziś! stwierdziłem. Co myślisz, Andrzejek?
Jasne! Dawaj dziś! zapalił się. Spakuję mu trochę swoich słodyczy?
Jeżeli ci nie szkoda przyznałem z uśmiechem.
Pójdziemy razem? spytał Andrzejek, wkładając do torebki część swoich słodyczy.
Przecież już dziś częstowałeś Kubę w przedszkolu, a nic z tego nie wyszło powiedziałem z wahaniem. To dumny chłopak. Zrobimy to inaczej
Poszedłem do swojego pokoju i po chwili wróciłem jako Mikołaj! Cały w białych kozakach, czerwonym płaszczu obszytym białym futrem, zdobionym haftami, z czapką, długą białą brodą, laską w jednej ręce i ogromnym czerwonym workiem na prezenty w drugiej co prawda pustym.
Andrzejek patrzył na mnie z niedowierzaniem, po czym odezwał się:
Tato, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
Tak, przyznałem się. Przepraszam, że nie mówiłem wcześniej, ale w końcu i tak byś się dowiedział. W pracy poproszono mnie kiedyś, żebym zrobił za Mikołaja na wigilii. Spodobało się wszystkim, to już trzy lata Mikołajuję. I przy okazji was po cichu obdarowuję. Podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj?
Bardzo! ucieszył się Andrzejek. Dobrze mieć swojego Mikołaja!
Przytulił się do mnie, a Pola dorzuciła od siebie jeszcze kilka cukierków, elegancko przewiązała torebkę kolorową wstążką. Włożyłem ją do mikołajowego worka i ruszyłem brodę:
Nie macie nic przeciwko, żebym odwiedził Kubę?
Nieeee! odpowiedzieli niemal równocześnie.
Mogę iść z tobą do Kuby, tato? zapytał Andrzejek.
W roli Zajączka? zaśmiałem się.
Jako Zajączek! krzyknął radośnie i pognał do swojego pokoju. Po chwili wrócił przebrany w zajączkowy kostium: biały kombinezon, uszy sterczące na głowie, pomponik na pupie, a na twarzy kartonowa maska z wycięciami na oczy i namalowanymi wąsikami.
No dobrze, chodźmy, tylko zimową kurtkę załóż. Mimo że biały zajączek, na dworze mróz!
Zabrałem syna, i poszliśmy do wyjścia. Pola prawie nie potrafiła się opanować ze śmiechu, patrząc jak obok wysokiego stukającego laską Mikołaja podąża mały zając w kurtce, a długie uszy podskakują przy każdym kroku. Worka z prezentem niemal ciągnął po podłodze powierzyłem mu go.
Po dziesięciu minutach wróciłem do domu sam, wyraźnie z zakłopotanym wyrazem twarzy.
Gdzie Andrzejek? zaniepokoiła się Pola.
Spokojnie, wszystko dobrze, został u Kuby, bawią się. Za pół godziny pójdę po niego powiedziałem, wycierając czerwoną, spoconą twarz watowaną brodą.
Usiadłem na kanapie, w stroju Mikołaja, i westchnąłem:
Ale się porobiło!
Opowiedziałem żonie, co się wydarzyło okazało się, że tego wieczoru byliśmy już SZÓSTYMI, którzy przynieśli prezent Kubie! I pewnie nie ostatnimi. Przed nami wychodziła z mieszkania sama dyrektorka przedszkola, Anna Piotrowska tym razem już nie jako Śnieżynka.
Jak ona się tłumaczyła matce Kuby i przepraszała za zajście z prezentem mówiłem, zdejmując płaszcz i odczepiając brodę. Wyobraź sobie, ktoś nagrał filmik z tej wigilii w przedszkolu i wrzucił na nasz lokalny portal w internecie. Po kilku godzinach już kilka tysięcy wyświetleń i takie komentarze!
Naprawdę? zdziwiła się Pola. Muszę zobaczyć.
Ale to nie najważniejsze zauważyłem. Okazało się, że mama Kuby po prostu trochę za późno wpłaciła pieniądze na prezent
W jakimś sensie sama sobie winna wtrąciła Pola. Ale żyje sama, nie zawsze starczy jej pieniędzy. Przedszkole mogło coś jednak wymyślić dla dziecka.
a dyrekcja nie dociekała, tylko skreślili Kubę z listy, dzieciak był pokrzywdzony mówiłem. Niewinny chłopak ucierpiał.
Gdybym to ja rządziła w tym przedszkolu, Anna Piotrowska byłaby już na bruku powiedziała Pola. Trzeba takich nieczułych ludzi zwalniać.
Miejmy nadzieję, że ją naprawią, albo sama się opamięta przytaknąłem. Moim zdaniem, ludzie pracujący z dziećmi nie powinni w ogóle postępować w taki sposób.
Zamyśliłem się, pocierając podbródek. Potem spojrzałem na Polę.
Wiesz, jeszcze coś się stało: pojawił się nawet tata Kuby! Przyszedł z prezentem, głowa spuszczona, prawie się rozpłakał
Nie żartujesz? ucieszyła się Pola.
W tym czasie zadzwonił dzwonek. Pola poszła otworzyć wrócił Andrzejek.
Czemu sam wróciłeś? zdziwiłem się. Przecież miałem po ciebie przyjść!
Czy ja jestem mały? obruszył się Andrzejek. Po prostu zrobiło się nudno.
A dlaczego? zapytałem.
Bo mama i tata Kuby najpierw się kłócili, potem płakali. Weszliśmy z Kubą do kuchni, a oni się już przytulali wyjaśnił. Jak Kuba poszedł do nich, wszyscy troje się obejmowali i znowu płakali. Nienormalni! Nawet nie zauważyli jak wyszedłem.
Spojrzeliśmy z Polą na siebie, rozbawieni.
Dobrze, chodźcie na herbatę powiedziała Pola. Potem, kto nie zaśnie, będzie witać Nowy Rok. Niech będzie dla wszystkich szczęśliwy!
Niech będzie zgodził się Andrzejek.
Tego dnia zrozumiałem, że nie prezent pod choinką jest najważniejszy, a życzliwość i serce w zwykłych sprawach bo nikt nie powinien być pomijany, nawet jeśli czasem o kimś zapomnimy lub nie dopilnujemy sprawy na czas. To od nas zależy, czy ktoś będzie czuł się szczęśliwy zwłaszcza dziecko w ten wyjątkowy, świąteczny czas.


