**Dziennik, 15 października**
Wynoś się, stary brudasie! krzyknęli za nim, wypychając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim był naprawdę ale było już za późno.
Młoda recepcjonistka, elegancka i schludna, tylko mrugała zdziwiona, patrząc na sześćdziesięciolatka stojącego przy ladzie. Miał na sobie wytarte ubranie, które nieprzyjemnie pachniało, ale uśmiechnął się uprzejmie i poprosił:
Proszę pani, czy mógłbym dostać pokój w apartamencie?
Jego niebieskie oczy błysnęły znajomo jakby Zofia już gdzieś widziała to spojrzenie. Nie zdążyła jednak skojarzyć, skąd je pamięta. Zirytowana sięgnęła po przycisk alarmowy.
Przepraszam, ale nie obsługujemy takich klientów powiedziała chłodno, unosząc brodę.
Jakich takich? Macie jakieś specjalne wymagania?
Mężczyzna wyglądał na urażonego. Nie żaden włóczęga, ale wygląd delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Czuć od niego było rybą, jakby ktoś wędzonego śledzia schował pod kaloryfer. A jeszcze śmiał marzyć o apartamencie!
Zofia tylko prychnęła, patrząc na niego z szyderstwem: nawet na najtańszy pokój nie miałby pieniędzy.
Proszę mnie nie zatrzymywać. Chcę się tylko wykąpać i odpocząć. Jestem zmęczony.
Już panu powiedziałam nie jest pan tu mile widziany. Niech pan szuka innego hotelu. Poza tym wszystkie pokoje zajęte. Brudny dziad, a do apartamentu się pcha dodała półgłosem.
**Jan Kowalski** wiedział jedno: w tym hotelu zawsze był wolny pokój. Chciał zaprotestować, ale podeszli ochroniarze, skręcili mu ręce i wyrzucili na ulicę. Potem spojrzeli na siebie i parsknęli śmiechem no bo co, staruch myśli, że może sobie pozwolić na luksus?
Dziadu, nawet za nocleg w schronisku byś nie zapłacił. Spadaj, póki kości całe!
Jan był wstrząśnięty ich bezczelnością. Dziad?! Dopiero co skończył sześćdziesiąt! Gdyby nie ta przeklęta rybaczka, pokazałby im, kto tu jest staruszkiem! Chciał ich nauczyć rozumu, ale nie miał siły na awanturę. Wdać się w bójkę znaczyło ryzykować wizytę na komisariacie, a tego stanowczo nie mógł pozwolić. Postanowił więc zacisnąć zęby i obiecać sobie w duchu: jeśli kiedykolwiek zostanie właścicielem hotelu, takich ochroniarzy wyrzuci od razu.
Próba powrotu skończyła się fiaskiem znów go przegonili, grożąc policją. Klucząc po mieście, dotarł do ławki w parku. Jak to się mogło stać? Tyle że wybrał się na ryby, a skończyło się na odwrót. Ryba nie brała tylko drobiazg, który od razu wypuszczał. Potem zaczął się deszcz, a w drodze powrotnej poślizgnął się i wpadł po kolana w błoto. Wytarł się jak mógł, ale ubranie śmierdziało, a klucze gdzieś przepadły.
Córka, na złość, wyjechała w delegację, więc do domu go nikt nie wpuści. Jan przyjechał do **Kingi** w odwiedziny, chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że właśnie pakuje się w podróż. Gdyby wiedział, przyjechałby później. Przecież specjalnie wziął urlop, żeby spędzić czas z córką i zobaczyć, jak sobie radzi.
Tato, wybacz, że zostawiam cię samego. Wrócę szybko, tylko nie smuć się, dobrze? Kinga objęła go i pocałowała w policzek.
A niby czemu miałbym się smucić? Pójdę na ryby, to po to przyjechałem! zaśmiał się.
A ja myślałam, że po prostu chciałeś mnie zobaczyć. Córka nadąsała się, ale zaraz się uśmiechnęła wiedziała, że ojciec żartuje.
Wychodząc nad rzekę, Jan nie sprawdził baterii w telefonie. Nie pomyślał, że znajdzie się w takiej sytuacji. Liczył, że przeczeka w hotelu, aż Kinga wróci. Ale teraz nawet nie wpuszczali go do środka. Wcześniej nigdy mu się to nie zdarzało. Co to za zasady oceniać gościa po wyglądzie? Nie był pijany, nie był menel



